Mo Dao Zu Shi

Rozdział 45 – Kuszenie III25 min. lektury

Z jakiegoś powodu Wei WuXian miał zbyt duże wyrzuty sumienia, by wciąż wcisnąć się na to samo posłanie, co Lan WangJi. Resztę wieczoru spędził siedząc na podłodze i w którymś momencie zasnął z głową opartą o ramę leżanki. O świcie poczuł, jak ktoś go delikatnie podnosi i kładzie na łóżku. Zmuszając się do otworzenia oczu, Wei WuXian zobaczył wciąż beznamiętną minę Lana WangJi.

Natychmiast się rozbudził.

Lan Zhan.

Lan WangJi odpowiedział mruknięciem.

Wytrzeźwiałeś czy wciąż jesteś pijany? – zapytał Wei WuXian.

Wytrzeźwiałem.

Och, więc już piąta.

Lan WangJi codziennie budził się o tej porze, dzięki czemu Wei WuXian nauczył się oceniać godzinę bez patrzenia za okno. Starszy mężczyzna trzymał jego przedramiona, które były pokryte czerwonymi śladami. Wyjął małą, turkusową butelkę z rękawa i zaaplikował zawartość. Miejsca, które posmarował maścią, natychmiast zostały ukojone.

To boli… HanGuang-Jun, po pijaku jesteś taki niemiły.

Lan WangJi nawet na niego nie spojrzał.

Dostałeś to, na co zasłużyłeś.

Serce Wei WuXiana zamarło.

Lan Zhan, naprawdę nie pamiętasz nic, co zrobiłeś po alkoholu, prawda?

Nie.

To pewnie prawda. Inaczej już dawno zabiłby mnie ze wstydu.

Z jednej strony żałował, a z drugiej się cieszył. Czuł się, jakby w tajemnicy zrobił lub zjadł coś, czego nie powinien i ukrył się w kącie, śmiejąc się, że nikt się o niczym nie dowiedział, jednocześnie będąc rozczarowanym, że nie mógł o tym nikomu powiedzieć. Jego wzrok sam z siebie znowu skierował się na usta Lana WangJi.

Choć ich kąciki nigdy się nie podnosiły, to wyglądały bardzo miękko i takie były.

Wei WuXian nieświadomie przygryzł wargi i znowu się zamyślił.

Sekta GusuLan jest taka rygorystyczna, a Lan Zhan w ogóle nie jest romantyczny, więc na pewno nigdy nie całował żadnych dziewczyn. Co mam teraz zrobić? Tak się złożyło, że zostałem obdarowany tym wielkim honorem. Czy powinienem mu powiedzieć? Czy będzie taki wściekły, że się popłacze? Cóż… Mógłby to zrobić, gdy był młody, ale na pewno nie teraz. I jest jak drewniany mnich. Możliwe, że nigdy nawet o czymś takim nie myślał… Chwila! Kiedy był ostatnio pijany, to zapytałem, czy jest ktoś, kogo lubi, a on odpowiedział „tak”! Może już ją pocałował? Ale patrząc na jego samoopanowanie, prawdopodobnie stara się przekraczać granic. Pewnie nigdy się nie całowali ani nie trzymali za ręce. Skoro o tym mowa, wtedy pewnie nawet nie zrozumiał, o jakie „lubienie” mi chodzi…

Kiedy Lan WangJi skończył nakładać maść, ktoś trzykrotnie zapukał do drzwi.

HanGuang-Jun, wszyscy wstali. Wyruszamy? – Usłyszeli głos Lana SiZhui.

Czekajcie na dole.

Grupa opuściła miasto i rozeszła się za bramami. Pierwotnie uczniowie nie znali się za dobrze. Spotykali się tylko podczas konferencji dyskusyjnych w swoich sektach. Jednak przez kilka ostatnich dni przeżyli razem incydent z kocimi trupami i ekscytujący dzień w nawiedzonym mieście. A nawet palili papierowe pieniądze, ukradkiem pili alkohol, kłócili się i wspólnie wyzywali innych. Tak w skrócie, to bardzo dobrze się poznali. Wszyscy niechętnie się rozchodzili, rozmawiając o wzajemnym odwiedzeniu konferencji dyskusyjnych i umawiając się na nocne łowy. Lan WangJi też ich nie pośpieszał. Pozwolił im plotkować, samemu stojąc milcząco pod drzewem. Pod jego czujnym spojrzeniem Wróżka nie śmiała szczeknąć czy biegać dookoła. Siedząc też pod drzewem, nerwowo patrzyła się na Jin Linga, machając do niego ogonem.

Korzystając z okazji, Wei WuXian złapał Jin Linga za ramię i odszedł kawałek dalej.

Mo XuanYu był jednym z bękartów Jin GuangShana, co uczyniło z niego brata przyrodniego Jin ZiXuana i Jin GuangYao. Pod względem pokoleniowym też mógł być uważany za wuja Jin Linga. Dlatego idąc, mówił do niego protekcjonalnym tonem głosu:

Jak wrócisz, to nie kłóć się już z wujem. Słuchaj się go. Bądź ostrożny. Nie biegaj samemu na nocne łowy. – Choć Jin Ling był z prominentnej sekty, to plotki nikomu nie odpuszczały. To naturalne, że po śmierci rodziców chciał się jak najszybciej wykazać. Wei WuXian kontynuował: – Ile masz lat? Piętnaście? Większość twoich rówieśników też nie złapała jeszcze żadnych wspaniałych bestii, więc dlaczego jesteś ku temu taki chętny i starasz się to osiągnąć?

Moi wujkowie też mieli tyle lat, kiedy stali się sławni. – Chłopak się nadąsał.

To nie to samo! Wtedy wciąż rządziła sekta QishanWen i wszyscy musieli na siebie uważać. Gdybyśmy nie walczyli i kultywowali jak najwięcej, to kto wie, czy nie przyszłaby kolej na nas? Podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca zaciągali na pole bitwy każdego bez względu na wiek. Teraz sytuacja jest stabilna, a wśród sekt panuje pokój, więc atmosfera nie jest tak napięta i nikt nie kultywuje jak szalony. Już nie było ku temu potrzeby.

Nawet ten kundel, Wei WuXian, miał jakieś piętnaście lat, kiedy zabił Żółwia Zagłady. Skoro on może to zrobić, to czemu nie ja?

Słysząc swoje imię tuż po tym słowie, Wei WuXian aż zamarł ze strachu. Cudem udało mu się otrząsnąć z dreszczy.

To on go zabił? A nie HanGuang-Jun?

Na wspomnienie Lana WangJi Jin Ling spojrzał się dziwnie na niego.

Ty i HanGuang-Jun… – Chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. – Nieważne. To wasza sprawa. W ogóle mnie nie obchodzicie. Bawcie się dobrze, będąc obcinaczami rękawów. Ta choroba jest nieuleczalna.

Ej, niby jak to jest chorobą? – Wei WuXian się uśmiechnął.

Nadal uważa, że bezwstydnie uczepiłem się Lan Zhana?! – zaśmiał się w duchu.

Już znam znaczenie wstążki na czoło sekty GusuLan. – Chłopak kontynuował. – Skoro już tak jest, to przynajmniej porządnie stój u jego boku. Nawet jeśli jesteś obcinaczem rękawów, to powinieneś być skromny. Nie plącz się wokół innych mężczyzn, szczególnie z naszej sekty! W przeciwnym razie za nic mnie nie wiń.

To „naszej sekty” uwzględniało LanlingJin i YunmengJiang. Wyglądało na to, że wzrosła jego tolerancja względem obcinaczy rękawów, więc był skłonny przymknąć oko, o ile nie był to ktoś z tych dwóch sekt.

Wei WuXian się nie zgodził.

Ty mały bachorze! Co masz na myśli przez „plątanie się wokół innych mężczyzn”? Nie jestem taką okropną osobą. Wstążka na czoło? Ich wstążka na czoło ma jakieś znaczenie?

No weź! Dobrze wiesz, co ona oznacza. Przestań tak zbaczać z tematu. Nie chcę więcej o tym mówić. Czy jesteś Wei Yingiem?

Na końcu zadał to bezpośrednie pytanie, zaskakując Wei WuXiana.

Myślisz, że jesteśmy podobni? – odpowiedział mężczyzna.

Jin Ling milczał przez chwilę. Potem nagle gwizdnął i zawołał:

Wróżka!

Będąc wezwaną przez swojego właściciela, Wróżka przybiegła z językiem wystawionym na wierzch. Wei WuXian natychmiast zwinął nogi za pas.

Bądź grzeczny! Dlaczego nasyłasz swojego psa?!

Hmph! Do widzenia!

Po pożegnaniu dumnie odmaszerował w stronę Lanling, pewnie nadal zbyt bardzo bojąc się zobaczyć Jiang Chenga w Przystani Lotosów. Uczniowie z pozostałych sekt także rozeszli się na różne strony, zostawiając Wei WuXiana, Lana WangJi i juniorów Lan samych.

Chłopcy nie mogli się powstrzymać przed spoglądaniem za siebie. Choć Lan JingYi nic nie powiedział, to na jego twarzy wyraźnie zarysowała się niechęć do odejścia.

Gdzie teraz idziemy? – zapytał.

ZeWu-Jun jest obecnie na nocnych łowach w Tanzhou – powiedział Lan SiZhui. – Wracamy bezpośrednio do Zacisza czy idziemy do niego?

Idziemy do Tanzhou – wymruczał Lan WangJi.

Świetnie – rzekł Wei WuXian. – Może nawet będziemy mogli mu pomóc. I tak nie wiemy, gdzie szukać głowy naszego drogiego przyjaciela.

Szli przodem, a chłopcy podążali jakiś kawałek za nimi. Po chwili Lan WangJi powiedział:

Jiang Cheng wie, kim jesteś.

Wei WuXian siedział na ośle, który powoli szedł stępa.

Tak, wie. Ale co może zrobić? Nie ma żadnych dowodów.

W przeciwieństwie do opętania, ofiarne oddanie ciała nie pozostawiało żadnych śladów. Jiang Cheng ustalił to tylko na podstawie jego strachu przed psami. Nie dość, że nikomu nie powiedział o jego fobii, to tylko bliskie mu osoby byłyby w stanie rozpoznać coś na podstawie reakcji i mimiki, więc żadne dowody nie istniały. Nawet gdyby Jiang Cheng w końcu zdecydował się rozwiesić wszędzie plakaty, na których było napisane, że Patriarcha Yiling boi się psów, to wszyscy i tak by pomyśleli, że SanDu ShengShou zwariował po wielu nieudanych próbach znalezienia swojego zaprzysiężonego brata.

Jestem czegoś naprawdę ciekawy. Jak mnie rozpoznałeś?

Też jestem bardzo ciekaw, dlaczego twoja pamięć jest taka kiepska – odpowiedział spokojnym tonem Lan WangJi.

W dzień dotarli do Tanzhou. Przed spotkaniem Lan XiChena po drodze minęli ogród. Widząc, że jest wielki, majestatyczny i nikt się nim nie opiekuje, wszyscy uczniowie z ciekawości weszli do środka. Dopóki nie robili czegoś wbrew zasadom sekty, Lan WangJi nigdy ich nie powstrzymywał i dlatego pozwolił im wejść. W środku był pawilon, kilka ogrodzeń, kamienny stół i krzesła, by ludzie mogli cieszyć się krajobrazem. Jednak po latach deszczu i wiatru jeden róg pawilonu się zawalił, a dwa krzesła przewróciły. W ogrodzie nie rosły żadne rośliny czy kwiaty – można w nim było znaleźć tylko suche gałęzie i zwiędłe liście. Widać było, że dawno temu został porzucony.

To ogród Damy Corocznych Rozkwitów, prawda? – powiedział Lan SiZhui, kiedy juniorzy przemierzyli ogród wzdłuż i wszerz.

Dama Corocznych Kwiatów? Kto to taki? Czy ten ogród ma właściciela? Dlaczego wygląda na taki zniszczony? Wygląda, jakby od dawna nikt się nim nie opiekował. – Lan JingYi był zagubiony.

Coroczne Kwiaty to rośliny, które miały krótkie okresy kwitnienia i wypuszczały pąki tylko podczas konkretnych sezonów. Miały wiele typów i kolorów, wypełniając cały ogród swoim zapachem po rozkwitnięciu. Wei WuXianowi coś się przypomniało, kiedy usłyszał tę nazwę.

Lan SiZhui zamyślił się na chwilę, opierając dłoń o jedną z kolumn pawilonu.

Jeśli dobrze pamiętam, to prawdopodobnie mam rację. Ten ogród był kiedyś bardzo sławny. Przeczytałem to raz w książce, a dokładnie w rozdziale Rozkwitający duch Kwiecistej Damy. W Tanzhou był ogród, a w nim mieszkała dama. Jeśli wyrecytowało się jej wiersz w świetle księżyca i jej się spodobał, to dawała Coroczny Kwiat, którego zapach utrzymywał się przez trzy lata. Kiedy jej się nie spodobało, rzucała rośliną w twarz i znikała.

Więc jeśli coś źle wyrecytowałeś, obrywałeś kwiatem w twarz? Mam nadzieję, że przynajmniej bez kolców. Inaczej gdybym spróbował, to moja twarz na pewno zaczęłaby krwawić. Jakim rodzajem wróżki była? – skomentował Lan JingYi.

Nie nazwałbym jej wróżką. Była bardziej duchem. Legendy mówią, że pierwszy właściciel ogrodu był poetą. Własnymi rękoma zasadził te kwiaty i traktował je jak przyjaciół, codziennie recytując im wiersze. Pod wpływem zawartych w nich emocji z roślin skrystalizował się duch, stając się Damą Corocznych Kwiatów. Kiedy ktoś przyszedł, jego poezja była w porządku i pomogła jej przypomnieć sobie tego, który ją zasadził, ze szczęścia obdarowywała go kwiatem. Jeśli było na odwrót, to wychodziła z krzaków i rzucała pąkiem w twarz. Ci, którzy zostali zaatakowani, mdleli i po wybudzeniu zdawali sobie sprawę, że zostali wyrzuceni z ogrodu. Dziesięć lat temu wiele ludzi tu przychodziło.

Romantyczne, romantyczne. Ale wiem, że w bibliotece GusuLan nie ma książek o czymś takim. SiZhui, bądź szczery. Powiedz, jaką książkę czytałeś i kto ci ją dał.

Lan SiZhui zarumienił się i ukradkiem zerknął na Lana WangJi, martwiąc się, że zostanie ukarany.

Czy była piękna? Jeśli nie, to dlaczego przychodziło do niej aż tylu ludzi? – zapytał Lan JingYi.

Widząc, że Lan WangJi nie ma zamiaru go zbesztać, Lan SiZhui w duchu westchnął z ulgą. Dopiero wtedy z uśmiechem odpowiedział:

Pewnie była. W końcu urzeczywistniła się z tak przyjemnych rzeczy i była bardzo romantycznym duchem. A w rzeczywistości nikt nie widział jej twarzy. Większość ludzi otrzymywała jej kwiaty, bo nawet jeśli ktoś nie umie pisać wierszy, nauczenie się czegoś na pamięć wcale nie było trudne. Jeśli powiedziało się coś źle, to też się jej nie zobaczyło, bo natychmiast wyrzucała z ogrodu. Jednak… Jednej osobie się udało.

Komu? – zapytał inny chłopak.

Wei WuXian kaszlnął lekko.

Patriarsze Yiling, Wei WuXianowi.

Wei WuXian znowu kaszlnął.

Uch, dlaczego znowu on? Możemy pogadać o czym innym?

Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Lan JingYi pomachał nerwowo ręką.

Cicho bądź! Co zrobił Wei WuXian? Był takim łotrem… Co tym razem zrobił? Porwał Damę z ogrodu?

No nie. Ale by zobaczyć jej twarz, przyszedł do Tanzhou aż z Yunmeng. Kiedy tylko przychodził do ogrodu, specjalnie źle recytował poezję, by Dama się zdenerwowała, trzepnęła go kwiatami i wyrzuciła. Jak się budził, czołgał się z powrotem do środka i recytował dalej. Po dwudziestu razach w końcu zobaczył jej twarz. Później wszędzie wychwalał jej piękno. Jednak Dama była bardzo zirytowana i więcej się nie pokazała. Kiedy wracał, zasypywała go deszczem kwiatów. To była wspanialsza scena niż niejeden cud – opowiedział SiZhui.

Chłopcy ryknęli śmiechem.

Wei WuXian był taki irytujący!

Aż tak mu się nudziło?

Co w tym nudnego? Kto w młodości nie robił takich rzeczy? Skoro o tym mowa, to skąd znacie tę historię? Naprawdę ktoś to zapisał w książce? To dopiero jest nudne – powiedział Wei WuXian, dotykając policzka.

Lan WangJi się na niego patrzył. Choć jego mina pozostawała niewzruszona, niecodzienny błysk skrył się w jego oczach. Wyglądał, jakby się z niego śmiał.

Lan Zhan, nawet nie próbuj sobie ze mnie żartować. Znam przynajmniej osiem, o ile nie dziesięć, żenujących historii z twojej młodości. Prędzej czy później opowiem je chłopcom i zniszczę tę nietykalną i nienaganną opinię, którą mają na temat swojego HanGuang-Juna – pomyślał Wei WuXian, po czym na głos powiedział:

Cały czas jesteście tacy uchachani. Na pewno czytaliście bzdurne książki, zamiast skupiać się na kultywacji. Kiedy wrócicie, to bądźcie pewni, że HanGuang-Jun w ramach kary rozkaże wam przepisać zasady sekty. Dziesięć razy.

Dziesięć razy stojąc na rękach?! – zawyli juniorzy.

Wei WuXian też był zszokowany. Odwrócił się do Lana WangJi.

Twoja sekta nakazuje uczniom stać na rękach, kiedy przepisują? To okropne.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie zrozumie lekcji, kiedy po prostu będzie przepisywał zasady. Stanie na rękach nie tylko gwarantuje lepsze zachowanie w przyszłości, ale także jest dobre dla kultywacji.

Oczywiście Wei WuXian był tym, który nigdy nie uczył się na błędach. Udawał, że nie wie, o kim mówi Lan WangJi. Odwrócił się, zadowolony, że nie kazano mu stać na rękach, kiedy odbywał swoje kary.

Będąc w dobrym nastroju po wysłuchaniu dobrej historii, chłopcy zdecydowali się zostać tu na noc. Spanie pod gołym niebem było normalne podczas nocnych łowów. Zebrali stos gałęzi i suchych liści, rozpalając ognisko. Lan WangJi poszedł na obchód, nie tylko upewniając się, że ich otoczenie jest bezpieczne, ale także ustawiając szyk na wypadek ataku. Wyciągając nogi, Wei WuXian usiadł przy ogniu. Teraz kiedy nie było z nimi Lana WangJi, miał szansę usłyszeć parę wyjaśnień.

Dobra, muszę was o coś zapytać. Co takiego oznacza wasza wstążka na czoło?

Słysząc to, miny chłopców natychmiast się zmieniły. Wszyscy zaczęli się jąkać. Serce Wei WuXiana najpierw zamarło, a potem zaczęło bić coraz szybciej.

Seniorze, naprawdę nie wiesz? – zapytał ostrożnie Lan SiZhui.

Czy pytałbym, gdybym wiedział? Myślicie, że aż tak mi się nudzi?

Tak… W końcu nawet wrobiłeś nas w ustawienie się w kolejce, by popatrzeć na coś takiego… – wymamrotał Lan JingYi.

Wei WuXian szturchnął ognisko kijem, wyzwalając mnóstwo iskier.

Czy to nie było waszym treningiem i wyjściem ze strefy komfortu? To naprawdę przynosi efekty. Jeśli się mnie posłuchacie, to w przyszłości na pewno na tym zyskacie.

Lan SiZhui wyglądał, jakby uważnie dobierał słowa. Dopiero po długim wahaniu odpowiedział:

Okej. Wstążka na czoło sekty GusuLan znaczy „regulować się”. Wiesz o tym, prawda, seniorze?

Tak. No i?

Założyciel sekty GusuLan, Lan An, powiedział, że można porzucić wszystkie zahamowania, tylko kiedy jest się z kimś, kogo się kocha i ceni. Więc przez pokolenia przekazywano, że wstążka na czoło naszej sekty jest, uch, specjalnym przedmiotem osobistym. Nie można tak po prostu dać pozwolenia na dotknięcie jej, zdejmować, kiedy się chce i absolutnie nie wolno na kimkolwiek wiązać. To zakazane. Chyba że… że…

Młode i niewinne twarze zabarwiły się na wiele odcieni czerwieni. Nawet Lan SiZhui nie mógł dalej mówić.

Wei WuXian prawie poczuł, jak połowa krwi z jego ciała uderza mu do głowy.

Wstążka na czoło, wstążka na czoło, ws-ws-wstą…

Wstążka na czoło rzeczywiście była dość ważna!

Nagle poczuł, że potrzebuje świeżego powietrza. Zerwał się na nogi i wybiegł na zewnątrz, utrzymując równowagę tylko dzięki uschniętemu drzewu.

Na niebiosa! Co ja takiego zrobiłem?! – oznajmił w duchu.

Kiedyś w Qishan klan Wen zorganizował konferencję dyskusyjną. Miała trwać siedem dni. Każdego dnia zaplanowano inną rozrywkę dla uczestników, między innymi konkurs łucznictwa.

Zasady były dość przeciętne. Wziąć udział mogli wszyscy uczniowie poniżej dwudziestego roku życia. Spośród ponad tysiąca papierowych manekinów tylko sto zostało opętanych przez okrutne duchy. Jeśli strzeliło się w zły cel, zostawało się wyeliminowanym, a pozostawało w grze, jeśli ciągle trafiało się w opętane kukły. Do rankingu dostawali się ci, którzy zestrzelili najwięcej celi, trafiali najcelniej i tak dalej.

To oczywiste, że Wei WuXian uczestniczył jako jeden z reprezentantów sekty YunmengJiang. Przed konkursem cały ranek wysłuchiwał debat innych sekt, więc był wyjątkowo zaspany. Podniósł się na duchu, dopiero kiedy zarzucił łuk i kołczan na plecy.

Ziewając, szedł w stronę terenów łownych, kiedy nagle zobaczył przystojnego młodzieńca z bladą cerą i chłodnym usposobieniem. Miał na sobie czerwoną szatę z zaokrąglonym kołnierzem, której rękawy były mocno ściągnięte przy dłoniach i pas z dziewięciu złotych pierścieni. To przepisowy strój wszystkich uczniów, którzy przybyli na konferencję do Qishan, jednak na nim wyglądał wyjątkowo dobrze. Otaczała go aura elegancji z odrobiną wigoru i mnóstwem przystojności. Nie można było się nie rozpogodzić na widok takiego chłopca.

Młodzieniec był w trakcie sprawdzania łuku, niosąc ze sobą kołczan pełen strzał zakończonych białymi lotkami. Naciągając cięciwę, jego szczupłe palce wyglądały, jakby grał na guqinie, silnie, lecz pięknie.

Wydawał się Wei WuXianowi odrobinę znajomy. Dopiero po chwili w końcu sobie przypomniał i z entuzjazmem powitał chłopaka.

Hej! Bracie WangJi, to ty!

Minął rok, odkąd Wei WuXian uczył się w Gusu i został odesłany do Yunmeng. Kiedy wrócił do Przystani Lotosów, powiedział wszystkim, co stało się w Gusu, a szczególnie o tym, że chociaż Lan WangJi miał niezłą buźkę, to był zbyt sztywny, by zrobić to i zbyt nudny, by zrobić tamto. Wkrótce zapomniał wszystko o swoich dniach w Gusu i dalej wygłupiał się pośród jezior i gór. W przeszłości widywał Lana WangJi tylko w zwykłych „żałobnych” szatach sekty GusuLan, nigdy w czymś tak jasnym i rzucającym się w oczy. Teraz kiedy znowu się spotkali, Wei WuXian został oślepiony jego wyglądem, nie będąc w stanie od razu go rozpoznać.

Z drugiej strony, Lan WangJi odszedł, jak tylko skończył sprawdzać łuk. Wei WuXian niezręcznie odwrócił się do Jiang Chenga.

Znowu mnie zignorował.

Jiang Cheng spojrzał na niego obojętnie, też decydując się go zignorować. Na strzelnicę było ponad dwadzieścia wejść – każda sekta miała swoje własne. Kiedy Lan WangJi szedł do wejścia Lan, Wei WuXian zaczaił się, zanim wszedł. Jak jeden przesuwał się w prawo, to drugi w lewo i tak w kółko. W skrócie Wei WuXian nie dawał mu przejść.

W końcu Lan WangJi uniósł lekko podbródek, stojąc w bezruchu.

Przepraszam – powiedział poważnym tonem.

W końcu się do mnie odezwałeś. Udawałeś, że mnie nie znasz czy że mnie nie słyszysz?

Stojący nieopodal chłopcy gapili się na nich. Niektórzy się zaśmiali, inni wydali odgłosy zdziwienia. Zniecierpliwiony Jiang Cheng mlasnął językiem. Zarzucając łuk na plecy, poszedł w stronę innego wejścia.

Przepraszam – powtórzył Lan WangJi, patrząc się na niego chłodno.

Z delikatnym uśmiechem na ustach, Wei WuXian uniósł brwi i stanął z boku. Łukowate wejście było dość wąskie, więc Lan WangJi musiał się o niego otrzeć, kiedy przechodził.

Lan Zhan, twoja wstążka na czoło jest przekrzywiona! – krzyknął za nim Wei WuXian.

Wszyscy uczniowie z prominentnych sekt dbali o swoją prezencję, szczególnie ci z GusuLan. Dlatego słysząc to, Lan WangJi bez wahania sięgnął, by ją poprawić. Jednak jego wstążka jak zawsze była odpowiednio zawiązana. Odwracając się, łypnął na Wei WuXiana. Ten się tylko zaśmiał, idąc w stronę wejścia YunmengJiang.

Kiedy wszyscy weszli na teren łowiecki i konkurs oficjalnie się rozpoczął, uczniowie jeden za drugim zostawali wyeliminowani za przypadkowe strzelanie do normalnych manekinów. Z każdym strzałem Wei WuXian powalał jednego. Choć był wolny, to ani razu nie chybił. Wkrótce ilość strzał w kołczanie zmniejszyła się o siedemnaście albo osiemnaście. Zastanawiał się, co się stanie, jeśli wystrzeli drugą ręką, kiedy nagle coś podleciało do jego twarzy.

Delikatniej od muśnięcia bazi, przedmiot połaskotał go po policzku. Odwracając się, zauważył, że Lan WangJi podszedł niedaleko. Stojąc tyłem do Wei WuXiana, był w trakcie naciągania cięciwy.

Końce jego wstążki na czoło tańczyły na wietrze, delikatnie muskając twarz Wei WuXiana.

Bracie WangJi!

Z łukiem już wygiętym na kształt pełnego księżyca, Lan WangJi i tak odpowiedział po chwili wahania:

Co?

Twoja wstążka na czoło jest przekrzywiona.

Tym razem Lan WangJi nie chciał mu uwierzyć. Wypuszczając strzałę, odpowiedział, nawet się nie odwracając:

Żałosne.

Tym razem to prawda! Naprawdę jest przekrzywiona. Jeśli mi nie wierzysz, to patrz. Poprawię ci ją.

Złapał za koniec wstążki, który unosił się przed jego oczami. Jednak jego dłonie były zbyt niesforne. W przeszłości miał zwyczaj ciągnąć za warkocze dziewczyn z Yunmeng, więc kiedy dotykał paskowatego przedmiotu, miał ochotę pociągnąć. I tym razem bezmyślnie szarpnął. Wstążka była już lekko przekrzywiona i poluzowana, więc kiedy ją pociągnął, natychmiast zsunęła się z czoła Lana WangJi.

Dłoń, w której chłopak trzymał łuk, natychmiast zadrżała. Dopiero po chwili udało mu się odwrócić. Powoli jego wzrok wycelował w Wei WuXiana, który wciąż trzymał wstążkę w dłoni.

Przepraszam. Nie zrobiłem tego specjalnie. Proszę, możesz ją znowu zawiązać.

Mina Lana WangJi była mroczniejsza niż kiedykolwiek.

Prawie wyglądało, jakby chmura czarnej mgły unosiła się nad jego twarzą. Zacisnął dłoń wokół strzały tak mocno, że aż żyły wyszły mu na wierzch. Wydawał się taki wściekły, że prawie się trząsł. Widząc, że nawet jego oczy były przekrwione, Wei WuXian nie mógł się powstrzymać przed ściśnięciem wstążki.

Czy na pewno pociągnąłem tylko za kawałek materiału, a nie za część jego ciała?

Zszokowany, że śmiał ją ścisnąć, Lan WangJi jak najszybciej wyrwał mu z ręki swoją wstążkę.

Wei WuXian natychmiast puścił. Reszta uczniów z sekty Lan też przestała atakować i wszyscy podeszli. Obejmując swojego młodszego brata, Lan XiChen przemówił do milczącego Lana WangJi szeptem. Pozostali wydawali się równie poważni, jakby stali w obliczu potężnego wroga. Rozmawiając między sobą, potrząsali głowami i patrzyli się na Wei WuXiana w dziwny sposób.

Wei WuXian słyszał tylko kilka zwrotów, takich jak „wypadek”, „uspokój się”, „nie ma o co się martwić”, „mężczyzna”, „zasady sekty” i tak dalej. Czuł się jeszcze bardziej zagubiony. Łypiąc na niego po raz ostatni, Lan WangJi odwrócił się i samotnie wyszedł z terenu łowieckiego.

Co tym razem zrobiłeś? – zapytał Jiang Cheng, podchodząc do niego. – Czy nie mówiłem, żebyś się z nim nie droczył? Twój dzień będzie stracony, jeśli choć raz nie wykopiesz sobie grobu, prawda?

Wei WuXian wzruszył ramionami.

Powiedziałem, że jego wstążka na czoło się przekrzywiła. Za pierwszym razem żartowałem, ale później było to prawdą. Nie uwierzył mi i się wkurzył. Nie zdjąłem mu tej wstążki specjalnie. Jak myślisz, dlaczego jest zły? Już nawet nie bierze udziału w konkursie.

Czy to nieoczywiste? To dlatego, że wyjątkowo cię nienawidzi! – zakpił Jiang Cheng.

Wykorzystał już prawie wszystkie swoje strzały. Widząc to, Wei WuXian także wziął się do roboty.

Przez te wszystkie lata nigdy nie myślał o tym incydencie. Początkowo nawet wątpił, by wstążka na czoło miała jakieś specjalne znaczenie dla sekty Lan. Po konkursie o wszystkim zapomniał, ale jak teraz pomyśli, w jaki sposób wszyscy Lanowie się na niego patrzyli…

Jakiś bachor ściągnął mu wstążkę bez pozwolenia na oczach wszystkich, a Lan Zhanowi udało się powstrzymać przed zastrzeleniem go na miejscu – ludzie z dobrymi manierami są tacy przerażający! Naprawdę był godny tytułu HanGuang-Juna!

Myśląc o tym jeszcze przez chwilę, Wei WuXian zdał sobie sprawę, że po tym incydencie więcej niż raz dotykał jego wstążki!

Co on robi, łażąc tak w tę i z powrotem? Za dużo zjadł? – Lan JingYi był zdziwiony.

I kolory jego twarzy wahają się między czerwienią a zielenią… Czy to od czegoś, co zjadł? – dodał inny chłopak.

Nie jedliśmy nic specjalnego… Czy to przez znaczenie wstążki na czoło? Wydaje się trochę podekscytowany. Najwyraźniej naprawdę kocha HanGuang-Juna. Spójrzcie, jaki jest szczęśliwy.

Po okrążeniu wyschniętego krzaka pięćdziesiąt razy Wei WuXianowi w końcu udało się uspokoić. Słysząc to ostatnie zdanie, nie mógł się zdecydować, czy ma się śmiać, czy płakać. Nagle usłyszał za sobą szelest deptanych liści.

Po dźwięku kroków był w stanie wywnioskować, że nie należały do dziecka. Pewnie wrócił Lan WangJi. Szybko poprawiając wyraz twarzy, Wei WuXian się odwrócił, by zobaczyć ciemną postać stojącą w cieniu pobliskiego, martwego drzewa.

Była wysoka, dość prosta, bardzo dystyngowana.

Ale nie miała głowy.

Tłumaczenie: Ashi

17 Comments

  1. Avatar AkiAki

    O mój… Rozdziały z pijanym Lan Zhanem to czyste złoto! Nie wiem ile razy szczerzyłam się przed komputerem jak szalona a nawet wydawałam nieartykułowane dziwne dźwięki… Damn w tym wieku nie wypada już… Jednak, serio tak bardzo mnie rozczulają. Przyznam że czytałam wcześniej tę opowieść, jednak teraz widzę ile rzeczy mi umknęło podczas lektury, dlatego naprawdę bardzo wam dziękuję za cały wkład w tłumaczenie, bo do lektury będę wracać zapewne więcej niż raz. Zdecydowanie jest to miłość od pierwszego wejrzenia! :zachwyt2:

    Odpowiedz
  2. Avatar Floo

    O boginie tłumaczeń dzięki wam! Już się martwiłem że może stronka nie działa bo wchodziła codziennie po kilka razy a tu MoDao Zu Dhi ciągle nie było, a koniec w Takim momencie, no. Ile razy można czytać i oglądać od początku, jak tu się takie rzeczy dzieją… Normalnie się uzależniłam xD. Strasznie się cieszę że wreszcie się wyjaśniło prawdziwe znaczenie wstążki i jednocześnie postuluję o zaprzestaniu nazywaniu WuXiena geniuszem, bo on to co najwyżej szara masa jest! Nic do niego nie dociera. LanZhan to ma jednak do niego angielską cierpliwość, już od tyłu lat xD!
    Swoją drogą jestem ciekawa czy kiedyś się wyjaśni jak go rozpoznał na górze Dafan, bo ilekroć mu wypomina krótką pamięć, zastanawiam się co dokładnie ma na myśli?
    Strasznie się cieszę z tego rozdziału i nie mogę się następnego doczekać, bo zakończenia jak na Polsacie!

    Odpowiedz
      1. Avatar Floo

        To to się jednak dało rozpoznać muzykę XD?! Chociaż akurat LZ ma słuch idealny więc…
        Powiedzcie, czy tylko mnie zadziwia tok myślenia Wei WuXiana? W poprzednim rozdziale było „o nie szybko do pokoju żeby Lan Zhana uczniowie nie zobaczyli pijanego, bo mu będzie wstyd…” Następny rozdział, dowiaduje sie co OZNACZA opaska sekty Lan, i pierwsze co mu przychodzi do głowy, to sytuacja która miała miejsce X lat temu, przez przypadek, to TO przeżywa, a kompletnie zapomniał że poprzedniego wieczoru, LanZhan nie tylko go związał ta wstążką, ale jeszcze radośnie pochwalił się tym juniorom! SERIO?! Która sytuacja bardziej go zawstydzi xD?!
        Ja chyba kocham WWX właśnie za to podejście „fak de lodżik” https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif

        Odpowiedz
      2. Avatar Floo

        Nasz racje, faktycznie to ta sama melodia, ale faktycznie trzeba się wsłuchać żeby to wyłapać :D Musiałam puścić jedną po drugiej, bo ten flet to jednak strasznie piszczał XD

        Odpowiedz
          1. Avatar Apolinary Rumianek

            Ale dałem d… https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png Zapomniałem, że wyjaśnienie było gdzie indziej, ale nie w tych przetłumaczonych do tej pory rozdziałach nowelki. PRZEPRASZAM !!! https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: