Mo Dao Zu Shi

Rozdział 43 – Kuszenie I21 min. lektury

Nie oczekiwał, że Lan WangJi się z nim napije, więc po prostu dopił to, co miał w czarce. Jednak, patrząc się na niego w ciszy, Lan WangJi delikatnie zakasał rękawy. Nalał trochę także sobie i po chwili przerwy powoli wszystko wypił.

Wei WuXian był zaskoczony.

HanGuang-Jun, jesteś naprawdę taktowny, prawda? Naprawdę będziesz ze mną pił?

Ostatnim razem, kiedy wspólnie pili, Wei WuXian nie zwracał wiele uwagi na minę swojego towarzysza. Teraz dokładnie się jej przyjrzał.

Lan WangJi zamknął oczy, kiedy pił. Opróżnił czarkę, delikatnie marszcząc brwi i otworzył oczy dopiero po lekkim wydęciu ust. Jego oczy zdawały się pokryć mglistą powłoką.

Opierając głowę na ręce, Wei WuXian zaczął w milczeniu liczyć. Tak jak się spodziewał, kiedy doliczył do ośmiu, Lan WangJi odstawił czarkę. Dotknął czoła, zamknął oczy i zasnął.

Wei WuXian był całkowicie przekonany – on naprawdę najpierw zasypiał, a potem budził się pijany!

Z jakiegoś nieznanego powodu się rozochocił. Kończąc jednym łykiem pozostałe wino, wstał i zaczął chodzić w tę i z powrotem po pokoju z rękami złożonymi na plecach. Po chwili podszedł do Lana WangJi, pochylił się i wyszeptał:

Lan Zhan?

Nie było odpowiedzi.

Bracie WangJi?

Lan WangJi opierał głowę o prawą rękę. Oddychał spokojniej niż zazwyczaj. Jego cera była nieskazitelnie blada. Wyglądał jak kawałek wspaniałego nefrytu.

Lekki zapach drzewa sandałowego, który go otaczał, pierwotnie był chłodny i trochę ponury. Jednak teraz, kiedy połączył się z aksamitnym aromatem alkoholu, kilka fal ciepła przebiło się przez zimno. Ten zapach mógł być uważany za odurzający, jakby wił się przez niego szept słodyczy.

Kiedy Wei WuXian stanął wystarczająco blisko, aromat łączył się z jego oddechem. Nie mógł się powstrzymać przed mocniejszym pochyleniem się, by być jeszcze bliżej drugiego mężczyzny.

Dziwne… Dlaczego zaczyna się tu robić gorąco? – pomyślał niejasno.

Pośród połączenia woni alkoholu i drzewa sandałowego jego twarz zbliżała się coraz bardziej, choć sam tego wcale nie zauważył. Jego głos także się obniżył. Prawie dokuczliwie wymamrotał:

Drugi… Bra-…

Nagle usłyszał głos trzeciej osoby.

Paniczu…

Twarz Wei WuXiana była mniej niż o cal od Lana WangJi, a słowo „bracie” na czubku jego języka. Zaskoczony potknął się i prawie upadł na ziemię.

Natychmiast ustawił się przed Lanem WangJi i odwrócił do drewnianego okna, zza którego dobiegał głos.

Przez szybę dało się słyszeć ostrożne puknięcie, a po chwili przez szparę zabrzmiał szept:

Paniczu…

Wei WuXian w końcu zauważył, że jego serce bije zbyt szybko. Zastanowił się nad tym i szybko odzyskał zimną krew. Podszedł bliżej, odsuwają kotarę, by zobaczyć ubraną na czarno postać, która wisiała do góry nogami zaczepiona o dach. Wei WuXian szybko otworzył okno, uderzając wiszącego w głowę. Postać krzyknęła cicho „ach!”. Łapiąc dłońmi za okno, w końcu nawiązał kontakt wzrokowy z Wei WuXianem.

Do pomieszczenia wtargnął zimny wiatr. Oczy Wen Ninga były otwarte, już nie popielato białe, ale z parą czarnych, milczących tęczówek.

Trwali tak przez chwilę, jeden stojąc, drugi wisząc i patrzyli się na siebie.

Chodź na dół – powiedział Wei WuXian.

Tracąc nagle równowagę, Wen Ning łupnął o ziemię obok gospody.

Wei WuXian wytarł nieistniejący pot z czoła.

Naprawdę wybraliśmy dobre miejsce! – skomentował.

To dobrze, że wybrali tę gospodę. Dla spokoju okna prywatnego pokoju wyglądały na mały lasek, zamiast na ulicę. Wspierając się o poręcz, Wei WuXian wychylił się na zewnątrz. Wen Ning zostawił w ziemi wgłębienie w kształcie ludzkiego ciała. Leżąc w nim, wciąż się na niego patrzył.

Powiedziałem „chodź na dół”, nie „spadnij na dół”. „Chodź”, rozumiesz? – krzyknął stłumionym głosem Wei WuXian.

Wen Ning spojrzał na niego. Wyczołgał się z dołu, otrzepał ubrania i odpowiedział:

Och, już idę.

Natychmiast uczepił się kolumny, przygotowując się do wspinaczki.

Stój! Zostań tam. Pójdę po ciebie. – Przerwał mu szybko Wei WuXian. Wrócił do Lana WangJi i pochylił się nad jego uchem.

Lan Zhan, och, Lan Zhan. Proszę, śpij jeszcze chwilę. Wrócę, zanim zauważysz. Będziesz grzecznym chłopcem?

Jak to powiedział, poczuł dziwną potrzebę. Nie mógł się powstrzymać przed muśnięciem opuszką palca rzęs Lana WangJi.

Te zadrżały lekko, tak samo, jak brwi mężczyzny. Wyglądał raczej na zaniepokojonego. Zabierając dłoń, Wei WuXian wyskoczył przez okno. Przeskakując z gałęzi na gałąź, szybko znalazł się na ziemi. Jak tylko się odwrócił, Wen Ning przed nim klęknął.

Co robisz?

Wen Ning nic nie powiedział, opuszczając tylko niżej głowę.

Naprawdę chcesz tak ze mną rozmawiać?

Przepraszam, paniczu – powiedział cicho Wen Ning.

No dobrze.

Jak tylko to powiedział, uklęknął przed przyjacielem. Zszokowany Wen Ning natychmiast zaczął się kłaniać, uderzając czołem o ziemię, a Wei WuXian się odwzajemnił. Upiorny Generał był tak zaalarmowany, że skoczył na równe nogi. Dopiero wtedy wstał także Wei WuXian, otrzepując ubranie z ziemi.

Mogłeś po prostu stać prosto i ze mną rozmawiać, wiesz?

Wen Ning wciąż patrzył się na ziemię, bojąc się cokolwiek powiedzieć.

Kiedy odzyskałeś świadomość?

Przed chwilą.

Czy pamiętasz, co się działo, kiedy gwoździe nadal były w twojej głowie?

Niektóre rzeczy… Ale nie wszystko.

A co pamiętasz?

Że zostałem związany łańcuchami w bardzo ciemnym miejscu. Czasami chyba ludzie przychodzili sprawdzać, co się ze mną dzieje.

Pamiętasz kto?

Nie, tylko że ktoś wbił coś w moją głowę.

To pewnie Xue Yang. Użył tych gwoździ także do kontrolowania Song Lana. Był gościnnym kultywatorem w sekcie LanlingJin, ale wciąż nie wiemy, czy zrobił to z własnej woli, czy na ich prośbę. – Zastanowił się przez chwilę, a po chwili kontynuował: – Prawdopodobnie na ich prośbę. Dopiero co mówili, że zostałeś zgładzony. Gdyby LanlingJin nie miało w tym udziału, to sam nie byłby w stanie ukryć prawdy. Co stało się później? Skąd wziąłeś się na górze Dafan?

Nie wiem, ile minęło czasu, kiedy usłyszałem czyjeś klaśnięcie i wtedy ty, paniczu, powiedziałeś „obudź się”, więc… Wyrwałem łańcuchy i wybiegłem na zewnątrz…

Chodziło o rozkaz, który Wei WuXian dał trzem okrutnym trupom w wiosce Mo. W przeszłości Upiorny Generał przyjmował od niego wiele poleceń, więc nic dziwnego, że usłyszał także pierwszy rozkaz, który Wei WuXian dał po powrocie do tego świata.

I tak mocno zamroczony Wen Ning razem z innymi trupami wysłuchał rozkazów Wei WuXiana. Z drugiej strony sekta LanlingJin wiedziała, że nie mogą upublicznić faktu ukrywania Upiornego Generała. Gdyby to wyszło na jaw, to nie tylko ucierpiałaby na tym ich reputacja, ale ludzie zaczęliby panikować, więc pomimo jego ucieczki nie próbowali go jawnie szukać. Po ciężkiej podróży Wen Ning w końcu dotarł do Wei WuXiana, który na zboczu góry Dafan grał na flecie, w końcu ponownie się spotykając.

Powiedziałeś, że nie wiesz, ile minęło. Ponad dziesięć lat – westchnął Wei WuXian i kontynuował po krótkiej przerwie: – Mogę śmiało powiedzieć, że wiem tylko niewiele więcej od ciebie. Chcesz, bym ci powiedział, co się stało?

Coś słyszałem.

Co takiego?

Że nie ma Kopców Pogrzebowych. Że wszyscy… odeszli.

Prawdę mówiąc, Wei WuXian chciał mu powiedzieć parę bardziej trywialnych plotek, na przykład o zwiększeniu się zasad sekty Lan o kolejny tysiąc. Mógł tylko milczeć, nie spodziewając się, że Wen Ning podejmie tak poważny temat.

Pomimo tego ton głos Wen Ninga wcale nie był żałobny, jakby już wiedział, że to się wydarzyło. W rzeczywistości było to po części prawdą. Już ponad dekadę temu przygotowali się psychicznie na najgorszy możliwy scenariusz.

Co jeszcze słyszałeś? – zapytał ponownie Wei WuXian po chwili ciszy.

Lider sekty Jiang przeprowadził atak na Kopce Pogrzebowe. I cię zabił – wyszeptał Wen Ning.

Będę musiał to wyjaśnić. Nie zabił mnie. Moje moce się sprzeciwiły.

Wen Ning w końcu na niego spojrzał.

Ale lider sekty Jiang wyraźnie…

Nikt nie może przez całe życie iść po cienkiej linii nad przepaścią. To było nieuniknione.

Wen Ning wyglądał, jakby chciał westchnąć, ale nie miał powietrza, które mógłby wypuścić z płuc. Wei WuXian zmienił temat.

Okej, nie mówmy o nim więcej. Słyszałeś coś jeszcze?

Tak. – Wen Ning spojrzał się na niego. – Umarłeś w tak okropny sposób, paniczu Wei.

– … – Wei WuXian westchnął, widząc, jaki jest nieszczęśliwy. – Więc nie słyszałeś żadnych dobrych wieści?

Nie. Nie było takich. – Wen Ning zmarszczył brwi.

Wei WuXian zaniemówił.

Nagle głośny dźwięk pękającego szkła dobiegł ich z głównej sali na pierwszym piętrze. Chwilę później usłyszeli głos Lana SiZhui:

Czy nie rozmawialiśmy o Xue Yangu? Dlaczego teraz kłócimy się na ten temat?

Rozmawiamy o Xue Yangu. Czy to, co powiedziałem, jest błędne? Co zrobił Xue Yang? Jest gorszy od śmiecia, a Wei Ying był jeszcze bardziej obrzydliwy od niego! Co masz na myśli przez „nie powinniśmy generalizować”? Te potwory to pasożyty naszego świata! Powinniśmy zabić, zamordować i zgładzić każdego z nich! – powiedział wzburzony Jin Ling.

Wen Ning się wzdrygnął, a Wei WuXian ręką dał mu znak, by się nie ruszał. Po drugiej stronie ściany Lan JingYi włączył się do rozmowy.

Dlaczego tak się złościsz? SiZhui nie powiedział, że Wei WuXian nie zasłużył na śmierć, tylko że nie każdy, kto kultywuje duchową ścieżkę, jest taki sam jak Xue Yang. Czy musiałeś rzucać jedzeniem? Jeszcze nawet tego nie spróbowałem…

Czy nie powiedział też, że „założyciel tej metody mógł nie wymyślić jej do czynienia zła”? – zakpił Jin Ling. – Kto był tym założycielem? No dalej, powiedzcie, kto inny jak nie Wei Ying?! W ogóle nie potrafię was zrozumieć. Wasze GusuLan także jest prominentną sektą i z rąk Wei Yinga straciliście wtedy wielu ludzi, prawda? Czy nie było ciężko zabijać te wszystkie trupy, które są pod jego kontrolą? Lan Yuan, dlaczego mówisz o tym z tak dziwnego punktu widzenia? To brzmi, jakbyś robił mu wymówki!

Lan Yuan to rodzone imię Lana SiZhui. Chłopak zaprotestował:

Wcale nie robię mu wymówek. Po prostu sugeruję, byśmy nie wyciągali wniosków, dopóki nie zrozumiemy całej sytuacji. Wiesz, zanim dotarliśmy do miasta Yi, wielu ludzi twierdziło, że Chang Ping z klanu YueyangChang został zabity przez Xiao XingChena w akcie zemsty, prawda? Ale jaka była prawda?

Nikt nie widział, jak Xiao XingChen zabijał Chang Pinga. To były tylko ich przypuszczenia, więc dlaczego mówisz, jakby to było takie pewne? Spróbuj policzyć, ilu kultywatorów straciło życia przez Wei Yinga, Wen Ninga czy pieczęć tygrysa w trakcie bitew o drogę Qiongqi czy podczas Dnia bez Nocy! To prawdy, które wszyscy akceptują, którym nikt nie może zaprzeczyć! Nigdy nie zapomnę, że kazał Wen Ningowi zabić moich rodziców!

Gdyby żyły Wen Ninga nie były wyschnięte, to cała krew odpłynęłaby mu z twarzy.

…Syn panienki Jiang? – wymamrotał.

Wei WuXian trwał w bezruchu.

Mój wuj się z nim wychował, dziadek uważał go za własne dziecko, babcia też nie było wobec niego okropna, ale co zrobił? Uczynił z Przystani Lotosów gniazdo Wenów, niszcząc całą sektę YunmengJiang, spowodował śmierć moich rodziców i dziadków, zostawiając przy życiu tylko mojego wuja! Sam spowodował swoją śmierć stworzonym przez siebie chaosem i nie zostały po nim nawet całe zwłoki! Której części tej całej sytuacji nie rozumiesz? Jakie wymówki dla niego tworzysz?! – kłócił się zaciekle, podczas gdy Lan SiZhui milczał. Po chwili odezwał się inny chłopak:

Dlaczego nagle nakręcamy się przez taką sprawę? Zmieńmy temat, dobrze? Nie skończyliśmy jeszcze jeść. Jedzenie nam wystygnie.

Oceniając po głosie, to był ten „sentymentalny” uczeń, z którego śmiał się Wei WuXian. Ktoś inny się z nim zgodził.

ZiZhen ma rację. Powinniśmy przestać się kłócić. SiZhui po prostu zapomniał zachować ostrożność przy dobieraniu słów. To był tylko pospieszny komentarz, którego nie miał czasu przemyśleć. Usiądź, paniczu Jin. Jedzmy dalej.

Dokładnie. Dopiero co wszyscy opuściliśmy miasto Yi, więc praktycznie przeżyliśmy razem śmiertelne zagrożenie. Naprawdę nie powinniśmy się kłócić ze względu na tak beztroską pomyłkę.

Jin Ling parsknął.

Przepraszam – odpowiedział w końcu Lan SiZhui, a jego ton był jak zawsze grzeczny. – Powinienem był bardziej zastanowić się nad swoimi słowami. Proszę, usiądź, paniczu Jin. Nie chcielibyśmy kontynuować i zwrócić na siebie uwagę HanGuang-Juna.

Wspomnienie HanGuang-Juna było naprawdę wspaniałym ruchem. Jin Ling natychmiast przestał, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku. Po chwili można było usłyszeć stukot krzesła. Wyglądało na to, że chłopak usiadł z powrotem. Sala na nowo wypełniła się dźwiękiem, a głosy uczniów szybko zostały zagłuszone brzękiem misek i talerzy. Wei WuXian i Wen Ninga dalej stali milcząco w lasku z poważnymi minami.

Bezdźwięcznie Wen Ning z powrotem upadł na kolana. Wei WuXian zauważył to dopiero po chwili i, niemrawo machając dłonią, powiedział:

To nie była twoja wina.

Upiorny Generał już miał się odezwać, kiedy nagle spojrzał za Wei WuXiana i się zawahał. Zanim ten miał szansę się odwrócić, wyminęła go ubrana na biało postać i kopnęła Wen Ninga w ramię.

Wen Ning z łupnięciem stworzył w ziemi drugą dziurę w kształcie człowieka.

Wei WuXian pospiesznie odciągnął Lana WangJi, który wyglądał, jakby nastawiał się do drugiego kopniaka.

HanGuang-Jun, HanGuang-Jun! Uspokój się!

Wyglądało na to, że minął czas przeznaczony na „spanie” i nadeszła pora „bycia pijanym”, więc Lan WangJi odnalazł drogę na zewnątrz.

Ta sytuacja wydawała się poniekąd znajoma – historia naprawdę lubiła się powtarzać, prawda? Jednak tym razem Lan WangJi wyglądał jeszcze naturalniej niż poprzednio. Nawet dobrze nałożył buty. Kiedy chamsko kopnął Wen Ninga, jego mina pozostała idealnie cnotliwa. Nikt nie mógłby się do niczego przyczepić. Kiedy Wei WuXian go odciągnął, poprawił rękawy i przytaknął. Dumnie stał bez ruchu, powstrzymując się przed wymierzeniem kolejnego kopniaka.

Wszystko w porządku? – zapytał Wei WuXian, wykorzystując chwilę spokoju.

Tak.

Skoro tak, to wstawaj! Po co tak ciągle klęczysz?

Wen Ning podniósł się na nogi i się zawahał.

Panicz Lan.

Lan WangJi zmarszczył brwi i zasłonił uszy, po czym odwrócił się tyłem do Wen Ninga. Stojąc naprzeciwko Wei WuXiana, użył własnego ciała, by przerwać ich kontakt wzrokowy.

Lepiej tu nie stój. Lan Zhan, uch, nie lubi na ciebie patrzeć.

Co stało się z paniczem Lanem?

Nic takiego. Po prostu jest pijany.

Co? – Mina Wen Ninga była pozbawiona wyrazu, jakby nie był w stanie zaakceptować czegoś takiego. Po chwili kontynuował: – No to… Co zamierzasz zrobić?

A co miałbym zrobić? Zaniosę go do środka i utulę do snu.

Okej – powiedział Lan WangJi.

Hmm? Czy nie zasłaniasz swoich uszu? Dlaczego nagle znowu mnie słyszysz?

Tym razem Lan WangJi odmówił odpowiedzi, udając, że to nie on przerwał im chwilę temu. Wei WuXian nie wiedział, jak zareagować. W końcu odwrócił się znowu do Wen Ninga.

Uważaj na siebie.

Wen Ning przytaknął. Nie mógł się powstrzymać przed ponownym spojrzeniem na Lana WangJi. Już miał odejść, kiedy Wei WuXian go zatrzymał.

Wen Ning, może byś… Na razie znalazł sobie jakąś kryjówkę?

Wen Ning zawahał się na chwilę.

Można powiedzieć, że umarłeś już dwa razy. Odpocznij – dodał Wei WuXian.

Kiedy odszedł, Wei WuXian odsunął dłonie, którymi Lan WangJi zasłaniał sobie uszy.

Dobrze, już go nie ma. Nie będziesz go więcej widział i słyszał.

Lan WangJi w końcu puścił swoje uszy. Jasnymi oczami patrzył się beznamiętnie na swojego towarzysza. Jego wzrok był tak jasny i szczery, że w Wei WuXianie narosła chęć napsocenia. Uśmiechnął się dokuczliwie, jakby coś nagle się w nim zapaliło.

Lan Zhan, wciąż odpowiesz na każde moje pytanie? Zrobisz wszystko, co ci rozkażę?

Mnn.

Zdejmij wstążkę na czoło.

Lan WangJi posłusznie sięgnął do tyłu i rozwiązał supeł. Zdjął wstążkę, na której wyszyto motyw dryfujących chmur.

Trzymając materiał w dłoniach, Wei WuXian obrócił ją kilkukrotnie, przyglądając się jej w każdej strony.

Więc naprawdę nie ma w niej nic specjalnego, prawda? A ja myślałem, że skrywa się za nią jakiś gigantyczny sekret. Dlaczego byłeś taki wściekły, kiedy ci ją zdjąłem?

A może przeszły Lan WangJi go po prostu nienawidził razem ze wszystkimi jego czynami?

Nagle poczuł, jak coś zaciska się wokół jego przegubów. Lan WangJi wstążką na czoło związał razem jego ręce i zaczynał zawiązywać ją na supełki.

Co robisz?

Chciał zobaczyć, co dokładnie Lan WangJi planował zrobić, więc pozwolił mu kontynuować. Kiedy Lan WangJi owinął dokładnie jego dłonie, najpierw zrobił prosty supeł. Zastanowił się przez chwilę i chyba uznał, że coś jest nie tak, bo poprawił go na mocniejszy węzeł. Znowu chwilę pomyślał i najwyraźniej wciąż był niezadowolony, bo dodał kolejny supeł.

Wstążka na czoło sekty GusuLan była długim kawałkiem materiału, który po związaniu wisiał z tyłu. Kiedy nosząca ją osoba się poruszała, elegancko powiewała – to właśnie dlatego była taka długa. Lan WangJi zawiązał siedem lub osiem węzłów, tworząc stertę małych, paskudnych guzków i w końcu był wystarczająco zadowolony ze swojej roboty, by przestać.

Ej, chcesz to potem nałożyć z powrotem?

Dąs Lana WangJi zniknął. Trzymając drugi koniec wstążki, uniósł przed siebie dłonie Wei WuXiana, jakby podziwiał swoje dzieło sztuki.

Prawdopodobnie bardzo teraz przypominam przestępcę… Chwila, dlaczego pozwalam mu się tak mną bawić? Czy to nie ja miałem się bawić nim? – pomyślał Wei WuXian, trzymając ręce w górze.

Ściągnij to – powiedział, w końcu zdając sobie sprawę z sytuacji.

Zadowolony Lan WangJi sięgnął ku pasowi jego szaty, powtarzając wcześniejszą czynność.

Nie to ściągnij! – krzyknął Wei WuXian. – Zdejmij mi to z dłoni. To, czym mnie związałeś. Wstążkę.

Ta scena byłaby bardziej niż przerażająca, gdyby Lan WangJi nie tylko go związał, ale też rozebrał!

Słysząc jego prośbę, Lan WangJi zmarszczył brwi i nic nie zrobił.

Powiedziałeś, że będziesz się mnie słuchał, prawda? Bądź grzecznym chłopcem i to zdejmij – namawiał go Wei WuXian.

Lan WangJi spojrzał na niego, po czym milcząco odwrócił wzrok, jak gdyby nie mógł zrozumieć, co mówi jego towarzysz i musiał dłużej się nad tym zastanowić.

Och, teraz czaję! Nakręcasz się, kiedy mówię, że możesz mnie związać, ale nie rozumiesz, jeśli każę ci to zdjąć, prawda? – narzekał młodszy mężczyzna.

Wstążka na czoło sekty Lan została zrobiona z tego samego materiału, co ich uniform. Choć wyglądała wątle, była dość mocna. A skoro Lan WangJi ciasno ją owinął i związał długi rząd supłów, Wei WuXian nie mógł się za nic w świecie z niej wyszarpnąć.

Naprawdę strzeliłem sobie w stopę, prawda? Dobrze, że to tylko wstążka na czoło, a nie jakiś dziwny magiczny sznur, bo inaczej naprawdę by mnie związał – skomentował w myślach.

Lan WangJi gapił się w przestrzeń, ciągnąc za końce wstążki i zadowolony machając nią na boki.

Możesz ją ściągnąć, proszę? – poprosił Wei WuXian. – HanGuang-Jun, jak ktoś tak dostojny mógłby zrobić coś takiego? Czemu ma służyć związanie mnie w ten sposób? Jeśli ktoś nas tak zobaczy, to źle się to na tobie odbije, prawda?

Słysząc ostatnie zdanie, Lan WangJi zaczął go ciągnąć w stronę ulicy.

Wei WuXian się potknął, kiedy Lan WangJi go pociągnął.

C-czekaj chwilę. Chodziło mi o to, że będzie źle, jeśli ktoś nas tak zobaczy, nie żebyś to komuś pokazał. Ej! Tylko udajesz, że mnie nie rozumiesz, prawda? Robisz to specjalnie? Więc będziesz rozumiał tylko to, co chcesz zrozumieć? Lan Zhan, Lan WangJi!

Zanim skończył mówić, Lan WangJi już wywlókł go z lasku. Wyszli okrężną drogą na ulicę i znowu weszli do głównej sali na pierwszym piętrze.

Juniorzy wciąż jedli i się wygłupiali. Choć doszło do małej sprzeczki, młodzi ludzie zawsze szybko zapominają o takich rzeczach. Teraz byli w trakcie jakiejś pijackiej zabawy. Kilku odważniejszych uczniów z sekty Lan także chciało ukradkiem napić się kilka łyków. Cały czas ktoś stał na straży, obserwując schody prowadzące na drugie piętro i pilnując, czy nie nadchodzi Lan WangJi. Żaden z nich się nie spodziewał, że ten nagle wejdzie głównym wejściem, na które wcale nie zwracali uwagi i to ciągnąc za sobą Wei WuXiana. Wszyscy byli zszokowani, kiedy odwrócili się w ich stronę.

Kiedy Lan JingYi rzucił się na stojącą na stole czarkę alkoholu, mając nadzieję, że ją zakryje, przy okazji przewrócił kilka misek. Przedmiot, który chciał ukryć, stał się jeszcze bardziej widoczny. Lan SiZhui wstał.

H-HanGuang-Jun, dlaczego znowu wszedłeś tym wejściem?

Haha – zaśmiał się Wei WuXian. Waszemu HanGuang-Junowi było trochę zbyt gorąco, więc zdecydował się przejść po okolicy i was przyłapać. Widzicie? A wy tu pijecie, choć nie powinniście.

W głębi duszy modlił się, że Lan WangJi zawlecze go bezpośrednio na górę i nie zrobi ani nie powie nic niepotrzebnego. Jeśli dalej będzie milczał i wyglądał beznamiętnie, to nikt nie zauważy, że coś jest z nim nie tak.

Jak tylko ta myśl przebiegła przez głowę Wei WuXiana, Lan WangJi pociągnął go w stronę stolika chłopców.

Lan SiZhui był zszokowany.

HanGuang-Jun, twoja wstążka na czoło…

Zanim dokończył mówić, zobaczył ręce Wei WuXiana.

Wstążka HanGuang-Juna była zawiązana wokół nich.

Jak gdyby czuł, że za mało osób to zauważyło, Lan WangJi uniósł ręce drugiego mężczyzny i wszystkim pokazał swoje dzieło.

Tłumaczenie: Ashi

0 Comments

  1. Avatar Gladiolus

    Cudowny rozdział! Pijany Lan Zhan to jakiś nowy poziom, ta historia jest świetna. Bardzo się cieszę, że ją tłumaczysz Ashi, https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gifnaprawdę dobra robota:))) Rozpieszczacie nas tutaj :D
    Wracając do treści opowiadania, to jestem zaskoczona, że Wen Ning bardziej przypomina człowieka niż żywego trupa. Nie wiem, może to po prostu moje błędne założenie, że postrzegała je jako raczej bezmyślne marionetki . Tak czy inaczej czytanie o nim jest zabawne i myślę, że jest całkiem uroczy :D https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif
    Dziękuję Ci jeszcze raz Ashi! https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif Będę z niecierpliwością czekała na dalszy ciąg tej fantastycznej historii. https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: