Yeho

Rozdział 812 min. lektury

Powstrzymałem krzyk zaskoczenia, przygryzając dolną wargę, ale moje oczy i tak otworzyły się szeroko.

Dlaczego Jego Wysokość jest w mojej rezydencji?… W moim pokoju… I jak to się stało, że leżę na jego kolanach, jak na poduszce?!

Byłem zszokowany, widząc jak cesarz opiera się o ścianę w niewygodnej pozycji i śpi.

To niemożliwe… Wczoraj śniłem o mojej siostrze… ale chyba nie rozmawiałem przez sen z cesarzem, prawda?!

Podczas, gdy biłem się z myślami, Jego Wysokość obudził się.

Yeho?

Uspokoiłem się nieznacznie, słysząc jego zaspany szept. Byłem osłabiony, ale wstałem szybko z łóżka i ukląkłem przed nim.

Ja… ośmieliłem się…

Och przestań, wszystko jest dobrze.

Kiedy chciałem przeprosić go i przyznać się do winy, cesarz przerwał mi w pół zdania, machając znacząco dłonią. Zszedł z łóżka i pociągnął mnie w górę za ramię.

Dopiero co poczułeś się lepiej. Wracaj do łóżka.

Ale…

Powiedziałem ci, że wszystko jest w porządku. Idź się położyć.

Próbowałem jeszcze coś powiedzieć, ale Jego Wysokość znów nie pozwolił mi na to.

Wracaj do łóżka. Pójdę i zawołam Soę.

Wyszedł z komnaty, a ja bez słowa patrzyłem, jak zamyka za sobą drzwi.

Położyłem się, a głowę oparłem wysoko na poduszce. Sam nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Jeszcze niedawno Jego Wysokość był na mnie bardzo zły, a dziś okazywał mi troskę. Poczułem dziwną ulgę w sercu, a całe napięcie gdzieś uleciało. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech.

Wasza Wysokość, to ja, Soa. – Znajomy głos rozbrzmiał nagle przy drzwiach. Dziewczyna weszła do środka. – Książę Yeho, przyniosłam lekarstwa. Musisz je wypić zanim zrobią się zimne, a zaraz po tym powinieneś koniecznie zjeść ciepłą zupę.

Uśmiechnąłem się do niej.

Dziękuję, Soa.

Odpowiedziała mi kiwnięciem głowy.

Szybko wypiłem lekarstwo i odstawiłem miseczki na tacę, którą trzymała w rękach. W międzyczasie do komnaty weszła inna służąca, przynosząc misę z gorącą wodą, a za nią kolejna z tacą, na której stała ciepła zupa.

Soa przejęła od pierwszej z nich misę i postawiła ją na stoliku nocnym. Wzięła ręcznik, namoczyła i podała mi go. Poczułem ulgę przemywając twarz i szyję czysta wodą. Nagle zamarzyłem o kąpieli…

Spojrzałem na Soę, a ona sięgnęła po łyżkę, gotowa nakarmić mnie zupą.

Nie, Soa, jest dobrze, zrobię to sam.

Wziąłem od niej łyżkę, a ona postawiła tacę z posiłkiem na moich kolanach, po czym podeszła do okna i szeroko je otworzyła.

Cały pokój wypełnił się światłem wpadającego do wewnątrz słońca.

Jest bardzo jasno – powiedziałem zaskoczony.

To dlatego, że od dwóch dni nie padało.

Nie padało? Byłem nieprzytomny dwa dni?

Tak, Wasza Wysokość – odpowiedziała mi spokojnie.

– …A Jego Cesarska Mość? – zapytałem o to bez zastanowienia.

Myślałem, że wrócił do Pałacu zjeść śniadanie, a potem udał się na spotkanie rządu, jednak odpowiedź Soiy sprawiła, że ze zdziwienia omal nie wypuściłem łyżki z dłoni.

Jego Wysokość rozmawia teraz z lekarzem, który dbał o ciebie w czasie choroby,książę. Słyszałam, że zasięga jego porad o tym, co powinieneś jeść i jakie lekarstwa powinieneś przyjmować.

Patrzyłem na Soę zaskoczony. Dziewczyna nie rozumiała chyba dlaczego tak bardzo mnie to dziwi i zapytała szybko:

Wasza Wysokość, czy coś się stało?

On… Więc… – Zamknąłem usta nie kończąc zdania. Wzrok utkwiłem na misce z zupą, czując na sobie spojrzenie Soiy.

Dlaczego on to robi? Nie powinien! Już i tak krąży na nasz temat tak wiele plotek. Opuszcza pory posiłków, zaniedbuje obowiązki i sprawy rządowe

Dotknąłem swego czoła, bo nagle rozbolała mnie głowa. Soa podeszła do mnie zmartwiona, ale kazałem jej odejść. Opierała się chwilę, ale w końcu wyszła z komnaty.

Odstawiłem miskę z niedokończoną zupą na stolik i powoli wstałem z łóżka.

W pierwszej chwili zachwiałem się z powodu lekkich zawrotów głowy, w końcu jednak zmusiłem swe osłabione nogi, by stanęły prosto.

Jestem tylko zwykłym człowiekiem, do tego mężczyzną, który nie może stać się cesarską konkubiną! Nawet jeśli byłaby to prawdziwa księżniczka Sooyoung, uczucie Jego Cesarskiej Mości jest zbyt wielkie, by nawet księżniczka z małego królestwa mogła sobie z tym poradzić. Ale w jakiś dziwny sposób Jego Wysokość faworyzuje mnie… bezużytecznego i nic nie znaczącego mężczyznę. Dlaczego…?

Pytałem o to siebie i nie wiedząc kiedy, ruszyłem w stronę okna.

Spojrzałem na bezchmurne niebo. Było nieco cieplej niż wtedy, gdy padał deszcz, ale mimo to powietrze było rześkie i czuć było chłodny powiew wiatru. Drzewa były bardziej zielone, a kwiaty bardziej kolorowe, jakby wdzięczyły się do słońca. Niebo było czysto niebieskie i piękne, jednak nie do końca potrafiłem cieszyć się tym widokiem, czując w sercu żal i zdezorientowanie. Oparłem się o okno, czując jak wiatr unosi delikatnie pojedyncze kosmyki moich włosów.

Z daleka zobaczyłem cesarza wychodzącego z pałacu… Gdzieś w głębi serca wiedziałem, że dziś wieczorem jeszcze do mnie przyjdzie….

Dlaczego on tak o mnie dba? Przywołuje do mnie lekarza, martwi się, że jestem chory… Czy odczuwa litość z powodu mojego chorowitego wyglądu? A może zainteresował się mną, ponieważ odważnie wszedłem do pałacu konkubin choć jestem mężczyzną?

Na początku czułem radość, że mnie polubił, ale chyba przeceniałem samego siebie. Ostatnio był na mnie bardzo zły. Już sam nie wiem, co mi wolno, a czego nie…

Och! Jestem zbyt bezwstydny! Nie powinienem nawet tak myśleć! Jestem nikim, jestem tylko dalekim krewnym rodziny królewskiej z maleńkiego i słabego królestwa.

Nawet nie jestem kobietą!

W tym miejscy wszyscy uważają mnie za ducha. Pałac cesarski mimo swej wielkości jest wciąż małym miejscem, w którym plotki szybko się rozchodzą. Nie wiem dlaczego Jego Wysokość mnie chroni, ale ludzie wciąż będą mówić…

Cesarz, nie jest kimś, kto z mojego powodu powinien narażać się na oszczerstwa.

Ten mężczyzna jest władcą wielkiego Imperium i z pewnością zasłużył na to, by nim być. Nie może popełniać żadnych błędów, ani plamić swego dobrego imienia. Musi budzić w ludziach szacunek i strach, aby jego kraj był nadal potężny.

Ja jestem tylko deszczem, który może splamić jego dobre imię.

Nie…

Oszukuję samego siebie…

Tak naprawdę bardzo się boję. Co jeśli nie mogę już zawrócić z tej drogi, bo moje uczucia stały się zbyt głębokie? Co jeśli przez to naprawdę stanę się jego zgubą? Jak zdołam zapłacić za ten grzech?

Jestem mu wdzięczny, że mnie ocalił, ale jeśli to potrwa dłużej, boje się, że będę zbyt chciwy…

Och, siostro… – wyszeptałem nieświadomie w przestrzeń. – Siostro, proszę cię… zabierz mnie stąd.

Zacząłem płakać, zakrywając dłońmi twarz. To tak strasznie bolało. Tęskniłem za moim życiem z siostrą w naszym małym, ubogim domu. Łzy płynęły mi z oczu przelewając sie przez palce.

Yeho?

Odwróciłem głowę słysząc niski głos. Cesarz przyglądał mi się zdziwiony. Nie słyszałem, kiedy wszedł.

W jaki sposób tu..?

Jego widok mnie zaskoczył. Wciąż opierałem się o okno i patrzyłem na niego, a łzy spływały mi po policzkach.

Yeho, dlaczego tak stoisz? – Jego Wysokość zmarszczył brwi i podszedł do mnie. – Dlaczego płaczesz? Nadal jesteś chory? Dlaczego stoisz… Yeho?

Zanim Jego Wysokość dokończył mówić, zachwiałem się, czując jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Zaskoczony chwycił za mój nadgarstek, a drugą rękę owinął wokół mojej talii. Po prostu płakałem, opierając się o jego ramię. Sam byłem zaskoczony, ponieważ nigdy nie płakałem z wyjątkiem lat, kiedy byłem bardzo mały. Skąd teraz brały się te łzy?

Yeho, co się stało? Lekarz zaraz…?

Moja siostra…

Wyszeptałem bardzo cicho, a on zamarł i bacznie mi się przyjrzał.

Yeho?

Chcę zobaczyć…

Nie rozumiem, Yeho?

Wyczułem niepokój w jego głosie.

Jestem ci wdzięczny, że dbałeś o moje żałosne życie, ale… moja… siostra…

Ledwo wypowiadałem słowo po słowie, błagałem go wtulony w jego ramię, nie widząc jak twarz cesarza robi się coraz zimniejsza.

Wasza Wysokość, chcę stąd odejść… wrócić do mojego rodzinnego miasta. Przybyłem tutaj przygotowany na śmierć, ale ty pozwoliłeś mi żyć. Więc ocal mnie jeszcze raz… odeślij mnie…

Tęsknisz… – Ton głosu cesarza był szorstki i agresywny, jaki nigdy dotąd. – Za swoją siostrą?

Uniosłem głowę i bezmyślnie wpatrywałem się w jego ciemne oczy. Były jak czarny marmur, zimne i puste. Przeszedł mnie dreszcz na ich widok, ponieważ czułem, że coś złego zaraz się wydarzy.

Więc chcesz wracać?

Jego głos był jak ostrze przeszywające ciało.

Wasza Wysokość…

Czy nie powiedziałeś przed chwilą, że chcesz opuścić ten pałac i kraj? – Przerwał mi gwałtownie. Nie odezwałem się i tylko patrzyłem na niego, a on podniósł dłoń i delikatnie dotknął mojego wychudzonego policzka. – Posadzę dla ciebie drzewo magnolii w ogrodzie twej rezydencji. Będzie kwitło każdego roku. Czy nie mówiłeś, że magnolia wygląda jak twoja siostra?

Wasza Wysokość…

Nie mogę zrobić nic więcej. Yeho… nie sądzę, żebyś o tym wiedział, ale nie mam tak wielkiego i łaskawego serca.

Wasza Wysokość… proszę… – Złapałem za jego rękaw i ukląkłem przed nim. – Proszę, ja… niczego od ciebie nie oczekuję. Niczego nie chcę, po prostu pozwól mi odejść.

Zazgrzytał zębami słysząc mą odpowiedź. Drżałem z przerażenia, ale nie puściłem go.

Jeśli się boisz, bo zezłościłem się na ciebie, to wiedz, że już więcej tego nie zrobię. – Złapał za mą dłoń, którą mocno trzymałem rękaw jego szaty. – Jeśli tęsknisz za swoją siostrą, mogę jej poszukać i przyprowadzić ją do ciebie. Ale ty nie możesz wyjść. Nie możesz zrobić ani jednego kroku poza rezydencję Ogrodu Kwiatowego. Nie… nawet tego pokoju nie wolno ci opuszczać! Więc nie rób więcej niepotrzebnych rzeczy, bo znów się możesz rozchorować.

Nie… nie, Wasza Wysokość… Nie chcę tego… – krzyczałem, kłaniając się przed nim. – Nie lubię tego miejsca, nie lubię tego pałacu… Nie chcę być dłużej przy tobie!

Słyszałem jak wstrzymuje oddech. Zamknąłem oczy, drżąc na całym ciele.

Możesz mnie zabić. Sprzeciwiłem się twemu rozkazowi i odmówiłem ci. Możesz mnie zabić. Tylko nie pozwalaj mi trwać dłużej przy tobie. Ten pałac jest zbyt duży i przerażający, aby tak bezużyteczny człowiek jak ja, mógł sobie z tym poradzić… A ty, mój panie, jesteś zbyt wielki i cenny.

Yeho… – Jego pozbawiony emocji głos spadł na mnie jak ciężar. – Czasami… popychasz mnie do granic możliwości. Nie było do tej pory nikogo, kto był w stanie to zrobić. Masz… do tego talent.

Otworzyłem usta, aby znów go błagać, ale jego ręka mocno chwyciła mnie za ramię i brutalnie podniosła do góry.

Ugh…

Jego Wysokość pociągnął mnie jak słomianą lalkę i rzucił na łóżko. Jego duża i silna ręka zbliżyła się do mnie i gwałtownie rozerwała moje jeogiri.

Wasza Wysokość!

Zszokowany złapałem za rozdarte na piersi ubranie, ale jego dłoń natychmiast chwyciła za moja rękę i odciągnęła ją na bok.

Zasłona łóżka opadła, a mój wzrok stał się niewyraźny z powodu zacienienia. Domyśliłem się, co zamierza zrobić i aż zbladłem z przerażenia.

Wasza Wysokość!

Nie chcę teraz z tobą rozmawiać… – wyszeptał złowrogim tonem.

Spojrzałem na niego ze strachem w oczach. Silna dłoń chwyciła moją twarz, a jego usta zaczęły zbliżać się w moim kierunku.

Już nic więcej nie widziałem…

Tłumaczenie: Polandread

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: