Yeho

Rozdział 611 min. lektury

Całe Imperium tonęło w deszczu.

Spojrzałem w niebo. Było zasłane ciemnymi chmurami. Wyciągnąłem dłoń, a zimne krople zmoczyły moją rękę. Były tak silne, że dłoń natychmiast zdrętwiała.

Północne Imperium… Nawet krople deszczu są tu ogromne…

Jak zawsze moja głowa wypełniona była dziwnymi myślami. Patrząc przez okno zapragnąłem nagle, aby deszcz ustał, tak abym mógł wyjść do ogrodu i zobaczyć kwitnące magnolie. Bałem się, że silne, lodowate krople, mogą zniszczyć jej płatki. Powietrze napływające z zewnątrz do pokoju było bardzo zimne, czułem jak marznie mój nos. To uczucie było jednak odświeżające, sprawiając, że moje myśli powoli oczyściły się.

Podwinąłem rękaw i wyciągnąłem dłoń jeszcze dalej, pragnąc zanurzyć się w deszczu.

Przyszedłem, bo miałem złe przeczucie. Yeho, jesteś naprawdę…

Nagle usłyszałem za sobą niski głos. Cofnąłem szybko rękę i wytarłem ją o ubranie.

– …Przyszedłeś?

Minęło już jedenaście dni odkąd po raz ostatni widziałem cesarza. Uśmiechnąłem się i powitałem go. Nigdy nie przychodził do mnie o tej porze, więc jego widok nieco mnie zaskoczył. Jego Wysokość patrzył na mnie z surowym wyrazem twarzy, jakby chciał mnie zbesztać samym tylko spojrzeniem.

Nie odpuszczę ci tego, nawet jeśli się tak do mnie uśmiechasz. Znów stoisz przy otwartym oknie, czy nie czujesz, jak zimno jest na zewnątrz?

Niezdarnie ukryłem za plecami swe zmarznięte dłonie. Cesarz podszedł bliżej i westchnął ciężko, a potem szczelnie zamknął okno. Głośny odgłos ulewy nieco się wyciszył. Patrzyłem na niego, kiedy odwrócił się w moją stronę i chwycił mnie za ramiona. Nie użył zbyt wiele siły, ale pomimo tego nie potrafiłem stawić mu oporu.

Yeho, spójrz na siebie, jesteś cały zziębnięty i przemoczony. Co będzie jeśli znowu się rozchorujesz?

Jego głos był surowy, kiedy mnie beształ, ale ja potrafiłem tylko niezdarnie się uśmiechać.

Przestań Yeho, twój uśmiech niczego nie zmieni. Jestem na ciebie zły.

Chwycił za moje zimne ręce i schował je w swych dużych i ciepłych dłoniach.

Podniosłem wzrok i z zaskoczeniem zauważyłem, że jego płaszcz jest mokry w miejscu, w którym okrywał jego ramiona.

Nie miałeś ze sobą parasola? – spytałem bez zastanowienia.

Spojrzał na mnie zdziwiony, a potem podążył za moim wzrokiem. Jego twarz złagodniała, a na ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech.

Służący szedł za mną z parasolem. Gdyby nie to, nie tylko moje ramiona byłyby mokre.

Ach, to prawda… – odpowiedziałem mu cicho i dokładnie mu się przyjrzałem. Jego upięte z tyłu głowy czarne włosy też były lekko mokre. – Och, i twoje włosy też…

Ach, to nic takiego – przerwał mi nagle. – To nie wina służącego, że trochę zmokłem, bardzo się spieszyłem, a on nie mógł dotrzymać mi kroku.

Nie rozumiem, dlaczego w ogóle przyszedłeś do mnie w taką pogodę?

Chwyciłem go za dłoń i poprowadziłem do krzesła, prosząc by usiadł. Pomogłem mu zdjąć mokry płaszcz, po czym podszedłem do szafy i wyciągnąłem z niej ręcznik. Nie oponował, kiedy powoli zacząłem osuszać jego mokre ramiona i włosy. Czułem na sobie jego wzrok – jego oczy przyglądały się bacznie mojej twarzy. Często to robił, ale ja w dalszym ciągu nie potrafiłem do tego przywyknąć i czułem się lekko zawstydzony.

Jest tak zimno… – Dodałem po chwili, a on spojrzał na mnie surowo.

Skoro o tym wiesz, to dlaczego wciąż otwierasz okno i pozwalasz, aby chłód wypełnił ten pokój? Czy wiesz jak teraz wyglądasz?

Nie zgadzałem się z nim, jednak nie potrafiłem mu tego powiedzieć. Patrzył na mnie, jakby wiedział, co czuję i westchnął głośno.

Twoja twarz jest bardzo blada. Twoje usta są sine. Jak długo stałeś przy otwartym oknie?

– …To trwało tyle czasu, ile zajmuje wypicie filiżanki herbaty.

To za długo – powiedział surowo i chwycił mój nadgarstek, sprawiając, że ręcznik prawie wypadł z mojej dłoni. – I wydajesz się szczuplejszy. Za każdym razem kiedy cię odwiedzam, ty zawsze śpisz. Nie jestem w stanie nawet porządnie cię zobaczyć. Czy właściwie się odżywiasz?

– …Jadam dobrze. – Byłem zaskoczony, gdy przyznał, że przychodzi do mnie codziennie. Nie wiedziałem o tym… Nie potrafiłem znaleźć słów, więc dopiero po chwili dodałem niezręcznie – A jak ty się miewasz? Czy o tej porze nie powinieneś pracować? Urzędnicy będą przeżywać ciężkie chwile, czekając na ciebie.

Spojrzałem na niego. Jego grube brwi zmarszczyły się, a głos stał się bardziej szorstki:

Na dziś wypełniłem już wszelkie swoje obowiązki.

Co masz na myśli? – zapytałem zaskoczony, przecież było jeszcze bardzo wcześnie.

Na zewnątrz okropnie leje. Byłem pewien, że obserwujesz deszcz. Nie obchodzi cię to, że przemarzniesz, rozchorujesz się albo dostaniesz gorączki. Musiałem tu przyjść, by to sprawdzić.

– …Wasza Wysokość.

Wypowiedziałem cicho słowa, a on lekko się do mnie uśmiechnął. Nagle podniósł wzrok i spojrzał za mnie, wpatrując się w jakiś odległy punkt tuż za moimi plecami. Wyglądał na zaskoczonego. Odwróciłem głowę, zaciekawiony co tak przykuło jego uwagę. Mój wzrok trafił na otwartą szafę, w której wisiały moje ubrania. Zapomniałem ją zamknąć, gdy wcześniej wyciągałem z niej ręcznik. Nie widziałem w tym nic dziwnego, lecz on nagle odsunął się ode mnie i poszedł w tamtym kierunku.

To jest… – Wyciągnął dłoń i dotknął jednej z sukien. Moje serce natychmiast zamarzło.

Wasza… Wasza Wysokość, to jest….

Rzuciłem się w stronę cesarza, próbując go powstrzymać. Nie mogłem go jednak odepchnąć, ani wyrwać mu sukni z rąk. To była biała suknia ślubna, ta sama, w której tu przyjechałem. Nosiłem tę suknię przez długi czas, udając moją siostrę, kiedy jeszcze byłem przekonany, że niedługo umrę. Dbałem o biały jedwab i białe koronki zdobiące ją. Wisiała w szafie starannie, tak jak wisiała w pokoju mojej siostry. Po tym jak wyznałem cesarzowi, że jestem mężczyzną, wyrzuciłem wszystkie inne suknie, jednak tej jednej, śnieżnobiałej, nie potrafiłem się pozbyć. Ostatnio czuję nawet większą sympatię do tej sukni z pewnego powodu, który trudno mi w pełni pojąć i zaakceptować …

Jego Wysokość wiedział co to za suknia. Czułem jak moja twarz płonie ze wstydu. Pospiesznie zamknąłem szafę i przyłożyłem czoło do jej drewnianych drzwiczek, starając się ukryć twarz. Słyszałem za sobą ciche westchnięcie i nagle mych uszu dobiegł niski głos cesarza:

Czy to nie jest suknia ślubna? Kobieca suknia? Do kogo ona należy?

Nie potrafiłem mu odpowiedzieć. Po prostu opierałem się o szafę, starając się szybko coś wymyśleć. Z ledwością mi się to udało. Odwróciłem się do niego i cicho powiedziałem:

Wasza Wysokość, powinieneś już iść. Z pewnością czekają na Ciebie ważne sprawy państwowe. – Spojrzałem w kierunku drzwi, za którymi ukazał się cień czekającego na zewnątrz eunucha. Zastanawiałem się, czy rzeczywiście opuścił zebranie rządu, by do mnie przyjść. – Służący wygląda na zmartwionego, jestem pewny, że urzędnicy również na ciebie czekają i martwią się. Nawet jeśli jesteś wielkim cesarzem, nie powinieneś tak postępować.

– …Kto powiedział, że masz się o to martwić? – Byłem zaskoczony, ponieważ jego głos był bardzo chłodny. Zawsze mi dokuczał, ale to był pierwszy raz, kiedy widziałem go tak złego. Czułem jak z mojej twarzy odpływają kolory. Jego zimne oczy patrzyły prosto we mnie. – Nie musisz mi mówić w tak zuchwały sposób, jak być wielkim cesarzem. Uczono mnie tego już od najmłodszych lat – powiedział zaciekle i wyszedł z pokoju, nawet się nie odwracając.

Kątem oka dostrzegłem przerażenie na twarzy eunucha podążającego za cesarzem.

Bezmyślnie wpatrywałem się w jego plecy. Nieświadomie zrobiłem krok do przodu i wyciągnąłem rękę, ale w porę się zatrzymałem. Moje dłonie zaczęły drżeć, a serce bić jak szalone. Trudno było mi ustać, więc podszedłem do łóżka i usiadłem na nim. Czułem, że brak mi tchu. Tak ciężko było mi oddychać, gdy serce ściskał mi dziwny smutek.

To ja byłem tym, który popełnił grzech. Tak, jak powiedział cesarz, zachowałem się zuchwale, więc dlaczego czuję tak wielki żal…? To ja unikałem Jego Wysokości, więc dlaczego odczuwam taką pustkę teraz, kiedy wyszedł…

Zaprzeczałem temu wielokrotnie, ale gdzieś w głębi siebie wiedziałem, że moje serce zawsze drży, kiedy czuje ciepło jego dłoni gładzących me włosy…

Na początku po prostu patrzyłem na niego z powodu jego silnego i dumnego wyglądu, jednak on w jakiś sposób nie tylko oczarował moje oczy, ale zawładnął również moimi myślami… Nie mogę już dłużej się okłamywać…

Oddychałem ciężko, czułem jak moje usta drżą. Moje oczy utraciły nagle ostrość widzenia, nie wiem, czy to przez łzy, czy przez gorączkę, która zaczęła ogarniać moje ciało.

Matko… to twoja wina, wyszeptałem do siebie w myślach. To ty urodziłaś takiego syna, chorego i głupiego… A teraz okazuje się, że nie jestem nawet prawdziwym mężczyzną. Stałem się człowiekiem, który ukrywa uczucia do innego mężczyzny… To przez ciebie przybyłem do tego miejsca. Od dziecka byłem przekleństwem dla mojej siostry, a teraz stałem się przekleństwem cesarza, czymś, splami jego honor, siłę i wielkość… Naprawdę jestem złym duchem tego pałacu, który przyniesie zgubę wielkiemu cesarzowi Imperium Północnego! – śmiałem się jak szalony przez łzy.

Zacisnąłem w pięści moje drżące dłonie. Nagle zacząłem kaszleć i poczułem kłucie w żołądku, sprawiające, że zwymiotowałem wszystko, co zjadłem na śniadanie. Kaszel był coraz silniejszy. Starałem się go powstrzymać zakrywając usta zziębniętymi dłońmi. Gorączka opanowała prawie całe moje ciało… czułem jak robię się coraz słabszy… Pomyślałem, że byłoby dobrze teraz umrzeć… Mój kaszel nasilił się tak, że nie byłem w stanie już go opanować. Czułem jak ześlizguję się z krawędzi łóżka na podłogę. Jak przez sen słyszałem czyjś krzyk…

Wasza Wysokość!

To Soa… Podniosła mnie… Starała się mi pomóc. Krzyczała do innych służących, ale nie potrafiłem już rozróżnić słów.

Gorączka podniosła się, a w niewyraźnej wizji ujrzałem otwartą szeroko szafę. Jeśli przeżyję… spalę tę suknię.

W mojej głowie krążyły myśli, których nie potrafiłem z niej wyrzucić… Różne obrazy pojawiały się przed moimi oczami, ale najdziwniejszy był ten, w którym wciąż miałem na sobie białą suknię ślubną i kłaniałem się w stronę cesarza, a potem wymieniliśmy między sobą nasze weselne czarki z winem ryżowym… Ach, nie mogę pozbyć się tych myśli… Muszę, muszę wyrzucić to z siebie, pogrzebać te pragnienia i więcej na to nie patrzeć…

Ból w mojej klatce piersiowej nie ustępował, czułem jak spływa po mnie pot, a kaszel dusi mnie, zabierając powietrze z płuc. Soa nacierała moje plecy ogrzanym kamieniem, ale to nie pomogło. Poczułem w moich ustach metaliczny posmak i wkrótce razem z kaszlem pojawiła się krew, która zabrudziła moje ubrania i prześcieradło.

–…Wasza Wysokość!

Słyszałem, jak Soa krzyczy do mnie, ale nie byłem w stanie otworzyć oczu. Poddałem się, tracąc świadomość…

Tłumaczenie: Polandread

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: