Mo Dao Zu Shi

Rozdział 4 – Agresja II13 min. lektury

Na początku Wei Wuxian pomyślał, że coś poszło nie tak z formacją ustawioną na dziedzińcu. Jego wynalazki musiały być używane z ogromną ostrożnością, bo inaczej mogła przydarzyć się katastrofa. Dlatego wcześniej poszedł sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z namalowanymi motywami.

Kiedy pojawiło się kilka par dużych dłoni, by wywlec go na zewnątrz, Wei Wuxian wyprostował nogi, żeby mogli ciągnąć go bez problemu, a on nie musiał marnować energii na chodzenie. Wschodnia hala wypełniona była ludźmi – było ich nawet więcej niż wcześniej, kiedy zgromadziło się w niej pół wioski. Obecni byli wszyscy służący. Niektórzy nadal mieli na sobie tylko nocną bieliznę i nikt nie zdążył się uczesać przed wezwaniem, ale wszyscy wyglądali na przerażonych. Pani Mo półleżała na swoim krześle, jakby dopiero co ocknęła się z omdlenia. Na jej policzkach widać było ślady łez, które nadal błyszczały w jej oczach. Ale kiedy wciągnęli do sali Wei Wuxiana, to jej pełen rozpaczy wzrok natychmiast zabarwił się nienawiścią.

Na ziemi leżało coś w kształcie człowieka. Odsłonięta była jedynie głowa, a reszta ciała została przykryta białym całunem. Lan Sizhui i reszta młodzieńców mieli nietęgie miny, pochylając ku sobie głowy i rozmawiając cicho o sytuacji.

…Nie minęło nawet pół godziny, odkąd odkryto ciało?

Po opanowaniu żywego trupa pospieszyliśmy z zachodniego dziedzińca na wschodni i znaleźliśmy je w korytarzu.

Tą przypominającą człowieka rzeczą był najwyraźniej Mo Ziyuan. Wei Wuxian zerknął na niego i nie mógł się powstrzymać przed dokładniejszymi oględzinami.

Ciało w pewien sposób przypominało Mo Ziyuana, ale jednocześnie było do niego niepodobne. Choć rysy twarzy wyraźnie należały do wrednego kuzyna, to jego policzki były zapadnięte, oczy wytrzeszczone, a skóra pomarszczona. W porównaniu do wcześniejszego młodego Mo Ziyuana ten wyglądał, jakby się postarzał o dwadzieścia lat. Najwyraźniej coś wyssało z niego krew i mięso, zostawiając szkielet pokryty cienką warstwą skóry. Jeśli wcześniej Mo Ziyuan był brzydki, to teraz oprócz tego można było go nazwać także starym.

Kiedy Wei Wuxian przyglądał się ciału, to pani Mo rzuciła się w jego kierunku z błyszczącym sztyletem w dłoni. Jednak Lan Sizhui był szybki, więc natychmiast wytrącił jej go z ręki. Zanim miał szansę coś powiedzieć, pani Mo wrzasnęła:

Mój syn zmarł tragicznie, więc tylko chcę go pomścić! Dlaczego mnie powstrzymujesz?!

Wei Wuxian ukrył się za plecami Lan Sizhuiego i kucając, powiedział:

Co tragiczna śmierć twojego syna ma wspólnego ze mną?

W ciągu dnia Lan Sizhui był świadkiem sceny we wschodniej hali, a potem słyszał wiele przesadzonych plotek mieszkańców na temat Mo Xuanyu. Czuł ogromną sympatię względem tego inwalidy, więc nie mógł się powstrzymać przed obraniem jego strony.

Pani Mo, po kondycji pani syna wnioskuję, że wyssano z niego mięso i esencję, co oznacza, że został zabity przez nikczemne istoty, a nie przez człowieka.

Pierś pani Mo falowała od ciężkich oddechów.

Nic nie wiesz! Ojciec tego szaleńca jest kultywatorem! Musiał się od niego nauczyć wielu demonicznych zaklęć! Dowód jest na moim synu! – Pani Mo wskazała ciało leżące na ziemi. – Spójrzcie sami! Zwłoki A-Yuana już mi powiedziały, kto go zamordował!

Nie czekając, aż zrobi to ktoś inny, Wei Wuxian sam uniósł biały całun, zaczynając od głowy. Ciału Mo Ziyuana czegoś brakowało.

Jego lewe przedramię zostało odcięte i zniknęło!

Widzicie? Wszyscy wcześniej tu obecni słyszeli, co powiedział ten wariat. Zagroził, że jeśli A-Yuan jeszcze raz dotknie jego rzeczy, to obetnie mu rękę! – powiedziała pani Mo. Po tym wybuchu natychmiast zasłoniła twarz i załkała. – Mój biedny A-Yuan… Choć nic mu nie zrobił, to nie tylko został bezpodstawnie oskarżony, ale także zabity… Ten szaleniec jest niespełna rozumu…

Niespełna rozumu!

Minęło kilka lat, kiedy ostatnio słyszał to określenie w stosunku do siebie, więc to było dość miłe. Wei Wuxian wskazał na siebie, ale brak mu było słów. Nie wiedział, czy to on jest chory, czy pani Mo.

Kiedy był młodszy, to często mówił o wytępieniu całych rodzin i sekt, zabijaniu milionów ludzi, tworzeniu rzek z krwi i o innych okrutnych czynach. Ale przez większość czasu były to tylko puste słowa. Gdyby mógł zrobić te rzeczy, to już dawno zdominowałby świat kultywacji.

Prawdziwą intencją pani Mo nie była zemsta, ale po prostu wyżycie się na kimś. Wei Wuxian nie chciał się nią przejmować. Pomyślał chwilę, po czym wsunął dłoń w rękaw Mo Ziyuana. Pogrzebał chwilę i coś wyciągnął, rozwijając to przed sobą. Nie spodziewał się, że znajdzie flagę przyciągania duchów. Od razu zdał sobie sprawę z tego, co się stało i wymamrotał pod nosem:

Doigrał się!

Kiedy Lan Sizhui i reszta zobaczyli, co zostało znalezione przy ciele Mo Ziyuana, to także zrozumieli sytuację. Wcześniej chłopak stracił twarz przez szalone zachowanie Mo Xuanyu i go nienawidził, więc chciał się odegrać. Jednak Mo Xuanyu trochę się poszwendał po okolicy, więc Mo Ziyuan planował zakraść się do niego w nocy, kiedy na pewno już wróci.

Po zmroku w sekrecie wyszedł na dwór, a kiedy przechodził przez zachodni dziedziniec, zobaczył flagi na ścianach. Choć wielokrotnie mu powtarzano, żeby w nocy nie wychodził i pod żadnym pozorem nie zbliżał się do czarnych flag, to założył, że kultywatorzy tak mówili, bo bali się, że ktoś ukradnie im cenną broń.

Nie miał pojęcia o niebezpieczeństwie, jakie przynosiły flagi przyciągania duchów, ani że jak będzie jakąś miał przy sobie, to zamieni się w żywy cel. Uzależnił się od kradzieży talizmanów i magicznych przyrządów swojego kuzyna, więc zawsze świerzbiły go ręce, gdy widział dziwny przedmiot i nie dawał za wygraną, dopóki go nie zdobył. Więc gdy właściciele flag walczyli z dzikimi trupami, on po cichu jedną zwinął.

Formacja wykorzystywała sześć flag, z których pięć zostało ustawionych na zachodnim dziedzińcu, a młodzieńcy z rodziny Lan posłużyli za przynętę. Jednak mieli ze sobą wiele magicznych przedmiotów, więc choć Mo Ziyuan zabrał tylko jedną flagę, to był łatwym celem, gdyż nie miał na sobie żadnych zaklęć ochronnych. Zdrowy rozsądek podpowiadał, by wybrać najsłabszą ofiarę, więc niecne istoty natychmiast się nim zainteresowały. Gdyby były to tylko żywe trupy, to nie miałoby to wielkiego znaczenia. Nawet gdyby go ugryzły, to nie umarłby od razu i nadal mógłby zostać ocalony. Niestety flaga przyciągania duchów przypadkowo przywabiła coś gorszego. Tę nieznaną kreaturę, która zabiła Mo Ziyuana i zabrała jego rękę!

Wei Wuxian uniósł dłoń. Jedno z nacięć rzeczywiście się zagoiło. Wyglądało na to, że mu się poszczęściło – kontrakt ofiarny uznał śmierć Mo Ziyuana za jego uczynek.

Pani Mo była świadoma słabości swojego syna, ale nie chciała przyznać, że sam był winny swojej śmierci. Ze złości i niecierpliwości chwyciła filiżankę, rzucając ją w stronę Wei Wuxiana.

Gdybyś wczoraj nie oskarżał go przy tylu osobach, to nie miałby potrzeby wychodzić w nocy! To twoja wina, ty sukinsynu!

Wei Wuxian był gotowy i natychmiast odskoczył na bok. Pani Mo odwróciła się w stronę Lan Sizhuiego i zaskrzeczała:

I wy! Banda bezużytecznych gamoni! Kultywujecie i niszczycie złe duchy, ale nie potrafiliście go nawet ochronić! A-Yuan nadal był dzieckiem!

Kultywatorzy wciąż byli młodzi. Nie opuszczali zbyt często Gusu, więc nie mogli szczycić się wystarczającym doświadczeniem, by zauważyć, co jest nie tak w okolicy. Dlatego było im przykro, że nie wykryli tak okrutnej istoty. Jednak po głupim wywodzie pani Mo wszyscy wyglądali, jakby ich szlag trafił. W końcu byli z prominentnej sekty, więc nikt nie śmiał ich tak traktować. Sekta GusuLan była niezwykle rygorystyczna względem swoich uczniów, zabraniając agresji wobec słabszych, nie pozwalając nawet na brak szacunku. Dlatego, choć nie byli zbyt zadowoleni, to musieli wszystko w sobie zdusić.

Wei Wuxian dłużej nie wytrzymał. Minęło tyle lat, ale wartości sekty Lan się nie zmieniły. Na co im ta ich „powściągliwość”? Pokażę wam, jak to się robi!

Splunął głośno i powiedział:

Niby na kim wyładowujesz swoją złość? Naprawdę uważasz ich za swoich służących? Przybyli tu z daleka, by pozbyć się dla ciebie zła, nie otrzymując za to ani złamanego grosza. Czy są ci coś winni? Ile lat ma twój syn? Przynajmniej z siedemnaście, więc z której strony jest jeszcze dzieckiem? Ile lat musi mieć dziecko, by zrozumieć podstawy ludzkiego języka? Czy wielokrotnie go nie ostrzegali, by nie dotykał elementów formacji i nie zbliżał się do zachodniego dziedzińca? Twój syn sam wymknął się w nocy na dwór. To moja wina? Czy jego?

Lan Jingyi i pozostali spuścili z siebie powietrze, a ich miny nie wyrażały już takiej wściekłości. Pani Mo odczuwała jednocześnie żal i oburzenie, mogąc myśleć tylko o słowie „śmierć”. Nie o swojej śmierci, by mogła być z synem, ale o śmierci wszystkich ludzi na świecie, szczególnie tych, którzy właśnie przed nią stali. Miała w zwyczaju rozkazywać swojemu mężowi, by wszystko zrobił, więc i teraz go szturchnęła.

Wezwij wszystkich! Wezwij wszystkich do środka!

Mimo tego jej mąż był jak w transie. Odepchnął ją mocno, prawdopodobnie ze względu na traumę wywołaną utratą jedynego syna. Pani Mo w ogóle się tego nie spodziewała i upadła na posadzkę.

W przeszłości nie musiała go nawet zmuszać. Jeśli podniosła głos, to natychmiast wykonywał jej polecenia. Jak śmiał dzisiaj ją uderzyć? Jej mina przeraziła służących na śmierć. A-Ding pomogła jej wstać, trzęsąc się nieprzerwanie. Pani Mo złapała się za pierś i powiedziała roztrzęsionym głosem:

Ty… Ty… Wynoś się stąd!

Jej mąż zdawał się nic nie słyszeć. A-Ding rzuciła A-Tongowi pełne znaczenia spojrzenie, a ten szybko pomógł swojemu panu wyjść na zewnątrz. W hali zapanował chaos. Gdy Wei Wuxian zauważył, że rodzina Mo w końcu się uciszyła, to pochylił się, by ponownie przyjrzeć się ciału. Jednak zanim miał okazję choćby zerknąć, kolejny głośny wrzask przeszył powietrze. Tym razem dobiegał z dziedzińca.

Wszyscy wybiegli na zewnątrz. Na ziemi wschodniego dziedzińca leżały dwa dygoczące ciała. Jedno było nadal żywe i należało do A-Tonga, który zemdlał. Drugie było pomarszczone i wyschnięte, jakby krew i mięso zostały wyssane z niego do cna. Nie miało lewego ramienia, ale z rany nie ciekła krew. Ciało było w tym samym stanie, co trup Mo Ziyuana.

Chwilę temu pani Mo odepchnęła podtrzymującą ją rękę A-Ding, ale na widok leżącego na ziemi ciała jej oczy rozszerzyły się i straciła siłę na kolejną kłótnię. Wei Wuxian stał obok niej, kiedy zemdlała, więc ją złapał i przekazał służącej, która natychmiast podbiegła. Spojrzał na swoją rękę i zauważył, że kolejne nacięcie zniknęło.

Nie minęło nawet kilka sekund, kiedy mąż pani Mo przeszedł przez próg sali i nie zdążył dojść do połowy zachodniego dziedzińca, a już leżał martwy. Lan Sizhui, Lan Jingyi i pozostali pobledli. Lan Sizhui pierwszy się uspokoił i natychmiast zapytał leżącego na ziemi A-Tonga:

Widziałeś, co to było?

A-Tong był przerażony na śmierć i nie mógł nawet otworzyć ust. Po kilku ponownych pytaniach nadal nie mógł nic powiedzieć i tylko w kółko potrząsał głową. Lan Sizhui aż palił się z niepokoju. Poprosił innego ucznia, by zabrał służącego do środka i odwrócił się do Lana Jingyi.

Wysłałeś sygnał?

Tak, ale jeśli w okolicy nie ma żadnych seniorów, którzy mogliby nam pomóc, to nasi ludzie przybędą najwcześniej za godzinę. Co teraz zrobimy? Nawet nie wiemy, co to było.

Oczywiście nie mogli odejść. Gdyby adepci dbali tylko o swoje życie podczas walki z duchami, to przynieśliby hańbę całej sekcie i byłoby im wstyd pokazać się innym na oczy. Przerażeni członkowie rodziny Mo także nie mogli odejść, bo ta zła istota prawdopodobnie ukrywała się wśród nich, więc nic by na tym nie zyskali. Lan Sizhui zacisnął zęby.

Czekamy tutaj na wsparcie!

Teraz kiedy wysłano sygnał z prośbą o pomoc, inni kultywatorzy wkrótce przybędą ich wesprzeć. By sprawy nie wymknęły się spod kontroli, Wei Wuxian powinien się wycofać. Jeśli któraś z osób, które przybędą, zna go albo kiedyś z nim walczyła, to ciężko było przewidzieć, co z tego wyniknie.

Jednak ze względu na klątwę nie mógł na razie opuścić wioski Mo. A do tego istota, która została tu zwabiona, w krótkim czasie zabiła dwójkę ludzi, więc musiała być niezwykle okrutna. Gdyby teraz odszedł, to zanim przybędzie pomoc ulice wioski Mo mogą zostać wypełnione wysuszonymi trupami bez lewych rąk. Łącznie z ciałami paru uczniów spokrewnionych z klanem Lan.

Po chwili zastanowienia Wei Wuxian pomyślał w duchu: zakończ to szybko.

Tłumaczenie: Ashi

Aktualizacja: 29.03.2021

3 Comments

  1. Śmieciuszek baraluszek

    Ja w sumie też raz tak miałam
    Była matematyka i nauczycielka się zdenerwowała a przez to że cała klasa mnie uważa za szaleńca to zaczęli myśleć kto jest większym szaleńcem„ ja czy ona? „i ja też tak zaczęłam myśleć i odpowiedziałam
    ,, e prze pani niech się tak nie denerwuje bo za pomocą pańskiej głowy herbatę będziemy pić” i jak wróciliśmy do domu to każdy miał jedynkę a ja asz dwie xD :ekscytacja:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: