Mo Dao Zu Shi

Rozdział 28 – Rosa I12 min. lektury

Po wejściu do miasta szli obok siebie przez zabiegany tłum.

Jak symbol klątwy? – zapytał nagle Lan Wangji.

Jin Ling był zakopany zbyt blisko naszego przyjaciela, więc został splamiony sporą dawką energii urazy. Trochę wyblakł, ale całkiem nie zniknął. Pewnie będzie można się go pozbyć dopiero po znalezieniu całego ciała albo przynajmniej głowy. Nie sprawia mi to żadnych kłopotów.

Tym „przyjacielem” był nikt inny, jak poćwiartowany mężczyzna. Nie wiedzieli, kim był, więc Wei Wuxian zaproponował, by zwracać się do niego w ten sposób. Lan Wangji nic na to nie powiedział, ale też nie zaoponował, więc można było to uznać za milczącą aprobatę. Oczywiście sam nigdy tak go nie nazwał.

– „Trochę” to jak bardzo?

Wei Wuxian pokazał dłonią.

Trochę to trochę. Jak mam to wyjaśnić? Czy powinienem zdjąć ubrania i ci pokazać?

Brwi Lan Wangjiego poruszyły się lekko, jakby się martwił, że Wei Wuxian rozbierze się tu i teraz. Obojętnym tonem odpowiedział:

Zdejmij je, jak wrócimy.

Wei Wuxian zaśmiał się, odwrócił i przeszedł kilka kroków tyłem. Wcześniej celowo próbował wszystkich obrzydzić, by móc jak najszybciej uciec, udając szaleńca i specjalnie waląc głupa. Teraz kiedy jego tożsamość wyszła na jaw, byłoby mu bardzo wstyd swojego przeszłego zachowania, gdyby był kimś innym. Tylko ktoś tak gruboskórny jak Wei Wuxian mógł żyć dalej, jakby nigdy nic się nie stało. Skoro o tym mowa, to nikt inny nie zrobiłby tak głupich rzeczy, jak wskakiwanie do cudzego łóżka w nocy, upieranie się, że muszą wspólnie się wykąpać lub pytanie, czy wygląda ładnie, kiedy nałoży makijaż. Udawał, że nic nie pamięta, więc Lan Wangji powstrzymał się przed mówieniem czegokolwiek na ten temat i zachowywali się, jakby to nigdy nie miało miejsca. Dzisiaj był pierwszy raz, kiedy znowu tak zażartował.

Hanguang-jun, myślisz, że ludzie, którzy zostawili rękę naszego przyjaciela w wiosce Mo, prowokując ją do zaatakowania juniorów i ci, którzy doszyli jego nogi do innego ciała, po czym zakopali je w ścianie, to te same osoby?

W przeszłości, jak i obecnie, w myślach nazywał Lan Wangjiego po imieniu, ale teraz przyzwyczaił się do używania jego tytułu. Zresztą nazywanie go w ten sposób tworzyło masę przesadzonej powagi, co brzmiało niewytłumaczalnie zabawnie. Dlatego kiedy byli w miejscu publicznym nadal nazywał go w tak uroczysty sposób.

To dwie grupy ludzi.

Cóż, zgadzam się. Skoro przyszyli te nogi do innego ciała i ukryli je w ścianie, to nie chcieli, by ktoś je znalazł. Wtedy nie wyrzuciliby specjalnie lewej ręki, by zaatakowała uczniów GusuLan, bo to z pewnością przykułoby uwagę i doprowadziło do przeprowadzenia śledztwa. Jedni dali z siebie wszystko, by ukryć sprawę, a drudzy zaatakowali lekkomyślnie, jakby chcieli, by ich odkryto. To prawdopodobnie inne osoby.

Wszystko, co musiało być powiedziane, zostało powiedziane. Lan Wangji wyglądał, jakby nie miał nic więcej do dodania, ale i tak odpowiedział zgodnym pomrukiem.

Ludzie, którzy ukryli nogi, wiedzieli o tradycji hali szabel sekty QingheNie, a ci drudzy znali plany sekty GusuLan. Nie sądzę, by tylko to było ich intencją. Sekretów jest tylko coraz więcej – powiedział Wei Wuxian, odwracając się i idąc normalnie.

Małe kroki.

Jak mnie rozpoznałeś?

Zastanów się.

Bez chwili przerwy szybko wymieniali się pytaniami i odpowiedziami. Wei Wuxian pierwotnie chciał zaczekać, aż Lan Wangji nie będzie skupiony, by bez zastanowienia wypalił odpowiedź na to ostatnie pytanie. Choć mu nie wyszło, to nie stracił zapału i szybko zmienił temat.

Nigdy nie byłem w Yueyang. Wcześniej zawsze wysyłałem innych, by dla mnie wynajdywali różne informacje. Tym razem chwilę odpocznę, a ty wypytaj mieszkańców. Masz coś przeciwko, Hanguang-jun?

Lan Wangji odwrócił się i natychmiast zaczął iść.

Czekaj, Hanguang-jun, czy mogę zapytać, gdzie idziesz? – zatrzymał go Wei Wuxian.

Znaleźć sektę odpowiedzialną za to miejsce.

Wei Wuxian pociągnął za frędzel przyczepiony do rękojeści jego miecza i zawlókł go w przeciwnym kierunku.

Po co miałbyś ich szukać? To ich terytorium. Nawet jeśli coś wiedzą, to ci nie powiedzą. Albo nie mogli sobie dać z tym rady, więc to ukryli, żeby nie stracić twarzy, albo dali z siebie wszystko, żeby nikt inny im się nie wtrącał. Mój honorowy Hanguangu-jun, to nie tak, że specjalnie chcę ci ubliżyć, ale naprawdę nie potrafisz sobie beze mnie poradzić. Będę zdziwiony, gdybyś coś osiągnął, pytając się w ten sposób.

Choć te słowa były dość niegrzeczne, to w oczach Lan Wangjiego wezbrała czułość. Ponownie mruknął cicho na zgodę.

Wei Wuxian się zaśmiał.

Dlaczego mruczysz? Nie tak powinieneś odpowiedzieć.

Potrafi tylko mruczeć pod nosem. Nadal jest taki sztywny! – skomentował z uciechą w głębi duszy.

To jak powinienem pytać?

Oczywiście powinieneś pójść tam. – Wei Wuxian wskazał w bok na szeroką ulicę. Jasnoczerwone szyldy o różnych kształtach i rozmiarach wisiały po jej obu stronach. Każdy przybytek miał szeroko otwarte drzwi, a w środkach pod ścianami ustawione były czarne słoje. Przy wejściach stali także kelnerzy z tacami pełnymi czarek alkoholu, polecając swoje bary przechodniom.

Silny zapach wina roznosił się po ulicy. Nic dziwnego, że Wei Wuxian szedł coraz wolniej. Całkiem się zatrzymał, kiedy dotarli do następnego zakrętu i nawet szarpnięciem zmusił Lan Wangjiego do tego samego.

Kelnerzy przeważnie są młodzi i ciężko pracują. Obsługując codziennie tylu klientów, którzy lubią plotkować, nic dziwnego im nie umknie – powiedział z powagą Wei Wuxian.

Lan Wangji odpowiedział mruknięciem, ale na jego twarzy wyraźnie było wypisane „po prostu chcesz się napić, prawda?”.

Wei Wuxian udawał, że nie zrozumiał miny Lan Wangjiego. Ciągnąc go za frędzel, z błyszczącymi oczami wszedł na ulicę wypełnioną barami. Natychmiast podbiegli do niego kelnerzy z sześciu różnych przybytków, jeden bardziej entuzjastyczny od drugiego.

Chcieliby panowie spróbować? Alkohol rodziny He jest dobrze znany w tej okolicy!

Paniczu, proszę spróbować. Nie trzeba płacić. Jeśli paniczowi posmakuje, to zapraszam do naszej gospody.

Ten nie ma silnego zapachu, ale proszę najpierw wypić i się okaże!

Jeśli będzie pan w stanie ustać po tym na nogach, to przyjmę pańskie nazwisko!

No dobrze! – odpowiedział Wei Wuxian, słysząc wyzwanie. Wziął czarkę podawaną mu przez kelnera, wypił i pokazał mu puste naczynie. – To jak, przyjmiesz moje nazwisko?

Zaskakująco kelner nie był przerażony. Wypchnął podbródek do góry, wyglądając na jeszcze bardziej pewnego siebie.

Chodziło mi o wypicie całego słoja!

No to daj mi… trzy słoje – odparł Wei Wuxian.

Kelner był zachwycony i pobiegł szybko do środka. Wei Wuxian odwrócił się do Lan Wangjiego, mówiąc:

To biznes, rozumiesz? Najpierw pomagamy im zarobić, a potem rozmawiamy o różnych rzeczach. Po zapłaceniu wszystko nam powiedzą.

Lan Wangji wyjął pieniądze.

Weszli razem do środka, gdzie rozstawione zostały drewniane stoliki i krzesła, na których klienci mogli odpocząć i porozmawiać. Inny znajdujący się w środku kelner zobaczył Lan Wangjiego i zrozumiał, że nie jest byle kim. Nie śmiał go urazić, więc zaprowadził ich do stolika, dopiero kiedy dokładnie wszystko wytarł. Z dwoma słojami na stole i kolejnym w ręce, Wei Wuxian plotkował przez chwilę z kelnerem, po czym przeszedł do sedna i zapytał o dziwne rzeczy, które ostatnio wydarzyły się w okolicy. Młodzieniec był bardzo gadatliwą osobą, więc z radością zatarł ręce.

Jaki rodzaj dziwnych rzeczy?

Nawiedzone domy, porzucone cmentarze, poćwiartowane zwłoki i takie tam.

Hmm… A czym się panowie zajmują?

Jeszcze nie zgadłeś?

Kelner zrozumiał.

Oczywiście. Łatwo to odgadnąć. Panowie muszą być jednymi z tych kultywatorów, którzy latają wśród chmur i niebios. Szczególnie ten dystyngowany pan. Pośród normalnych ludzi nigdy nie widziałem kogoś tak… kogoś tak…

Tak pięknego? – dokończył Wei Wuxian.

Jeśli pan tak powie, to ten młody panicz będzie niezadowolony. Dziwne rzeczy, tak? Zdarzyły się, ale nie teraz, a dziesięć lat temu. Jeśli panowie pójdą w tę stronę i odejdą dwie mile od miasta, to pańskim oczom ukaże się cudowna rezydencja. Nie wiem, czy na murze nadal wisi plakietka, ale to posiadłość klanu Chang.

Co jest z nią nie tak?

Cały klan wymarł! – powiedział kelner. – Zapytał pan o dziwne rzeczy, więc mówię o najdziwniejszej. Cały klan został zmieciony z powierzchni ziemi i słyszałem, że zostali przestraszeni na śmierć!

Słysząc to, Lan Wangji się zamyślił, wyglądając, jakby sobie coś przypomniał. Wei Wuxian nie zauważył zmiany w swoim towarzyszu.

Czy w tej okolicy działa jakaś sekta?

To musiała być naprawdę okrutna istota, skoro przeraziła wszystkich członków klanu na śmierć. Nie każda sekta była jak QingheNie, mając problemy, o których nie można wspomnieć. Większość nigdy nie zniosłaby pojawienia się czegoś takiego na swoim terytorium.

Tak. Oczywiście, że jest – odpowiedział kelner.

To jak załatwili tę sprawę?

Załatwili sprawę? – Kelner zarzucił szmatę na ramię i także usiadł, zdradzając sekret, który skrywał od dawien dawna. – Paniczu, czy znasz nazwisko sekty zajmującej się Yueyang? To Chang. Klan, który został wybity, to ich klan! Skoro wszyscy zmarli, to kto by się tym zajął?

Klan, który został wybity, był sektą ustanowioną w tej okolicy?!

Wei Wuxian nigdy nie słyszał o jakiejś sekcie YueyangChang, czyli na pewno nie była prominentna, ale pozbycie się całego klanu to dość ważne wydarzenie. Natychmiast zapytał:

Jak do tego doszło?

Słyszałem, że pewnej nocy z ich rezydencji dało się słyszeć nagłe trzaskanie drzwiami.

Trzaskanie drzwiami?

Dokładnie! To było takie głośne, że prawie dosięgnęło niebios. Pośród trzasków można było usłyszeć krzyki i płacze, jakby wszyscy zostali zamknięci w środku i nie mogli wyjść. Dziwne, prawda? Drzwi zostały zamknięte od środka, więc dlaczego nie mogli ich po prostu otworzyć? Dlaczego tłukli pięściami o drzwi? Nawet jeśli będzie się o nie uderzać całym ciałem, to nikt z zewnątrz i tak nie będzie w stanie ich otworzyć. Zresztą, jeśli nie dało się wyjść drzwiami, to dlaczego nie próbowali oknem? Wszyscy mieszkańcy Yueyang byli zdziwieni. Wiedzieliśmy, że klan Chang był silny, bo kultywowali. Ich lider, Chang Ping, chyba nawet miał miecz, na którym mógł stanąć i polecieć! Coś naprawdę dziwnego musiało się stać, skoro nawet oni nie mogli sobie z tym poradzić. Gdyby poszli to sprawdzić zwykli ludzie, to na pewno byłoby po nich, dlatego nikt nie próbował zajrzeć nad murem do środka. W ten sposób minęła noc i krzyki stopniowo ucichły. Następnego dnia o świcie drzwi do rezydencji Changów same się otworzyły. W środku były kobiety i mężczyźni, panicze i służący, niektórzy siedzieli, inni leżeli, jedni zwymiotowali, drudzy załatwili się pod siebie. Wszyscy umarli ze strachu.

Nagle w ich stronę odwrócił się właściciel i zbeształ kelnera:

Umrzesz! Dlaczego nie pracujesz, tylko opowiadasz stare historie o zmarłych?

Pięć słoi, poproszę.

Lan Wangji zapłacił jak za dziesięć. Właściciel natychmiast się uśmiechnął i upomniał swojego pracownika:

Dbaj o naszych klientów! Nigdzie się nie szwendaj!

Możesz opowiadać dalej – powiedział Wei Wuxian.

Nie musząc się o nic więcej martwić, kelner próbował dać z siebie wszystko i kontynuował opowieść ożywionym tonem:

Po tym każdy, kto nocą przechodził obok rezydencji Changów, słyszał dochodzące ze środka trzaskanie! Proszę o tym pomyśleć. To ludzie, którzy latają w niebiosach i widzieli setki duchów, ale umarli ze strachu. Jak przerażające to musiało być? Jeśli często wychodzisz nocą, to na pewno wpadniesz na duchy. Nawet gdy zostali pochowani, to można było słyszeć, jak tłukli się o wieka trumien! Choć ich lider, Chang Ping, był wtedy poza domem i przeżył…

Czy nie mówiłeś, że cała rodzina umarła?

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

8 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: