Mo Dao Zu Shi

Rozdział 22 – Zadowolenie IV11 min. lektury

Hałas dobiegał ze wszystkich stron.

Było to morze szeptów, szelestów i chichotów dochodzących do nich z tyłu, przodu, góry i dołu. Głosy były żeńskie i męskie, młode i stare, donośne i ciche. Wei WuXian mógł usłyszeć nawet kilka urwanych zdań, ale nadchodziły i uciekały, nie pozwalając mu na wychwycenie żadnych specyficznych słów.

Naprawdę było zbyt głośno.

Wei WuXian dalej trzymał się jedną dłonią za skroń, a drugą z sakiewki wygrzebał kompas zła. Igła drżąco zawirowała dwukrotnie, po czym zaczęła kręcić się coraz szybciej i szybciej. Kilka chwili później szaleńczo wirowała.

Poprzednim razem na górze Dafan już i tak było dziwnie, kiedy kompas nie mógł nic wskazać. Tym razem kręcił się bez przerwy. Ta sytuacja była jeszcze bardziej niemożliwa niż całkiem nieruchoma igła.

Złe przeczucie wzmocniło się w sercu Wei WuXiana.

Jin Ling! – zawołał głośno.

Weszli już dość daleko w głąb kamiennego zamku, ale nadal nikogo nie spotkali. Wei WuXian nawoływał wielokrotnie, ale ani razu nie dostał odpowiedzi. Pierwsze kamienne sale były puste, ale kiedy zapuścili się głębiej, to na środku jednego z pomieszczeń stała czarna trumna.

To dość dziwne, by w takim miejscu stała trumna. Wykonana została z ciemnego drewna w bardzo umiejętny sposób. Widząc to, Wei WuXian poczuł ku niej silną skłonność. Nie mógł się powstrzymać przed klepnięciem jej kilka razy. Drewno było porządne, a dźwięk silny.

Jaka fajna trumna – pochwalił Wei WuXian.

Mężczyźni stali po jej przeciwnych stronach. Wymieniając się spojrzeniami, wyciągnęli ramiona i w tej samej chwili podnieśli wieko. Otaczający ich harmider natychmiast się wzmógł, przepływając przez uszy Wei WuXiana wielką falą. Było tak, jakby sytuację obserwowały niezliczone pary oczu, a ich właściciele omawiali ich każde słowo i czyn, ale nagle się zdenerwowali, kiedy zobaczyli, że trumna za chwilę zostanie otwarta. Wei WuXian wyobraził sobie wiele scenariuszy, przygotowując się już na okropny odór zgnilizny, wyciągnięte szpony potwora, strumień zatrutej wody, toksyczny dym, który szybko się rozprzestrzeniał czy ataki wściekłych zjaw. Oczywiście jego największym życzeniem było zobaczenie Jin Linga. Jednak pomimo tego nic się nie wydarzyło. Nic. Zaskakująco to była pusta trumna.

Wei WuXian był zdziwiony, ale jednocześnie rozczarowany, że w środku nie było Jin Linga. Lan WangJi podszedł bliżej z wysuniętym ostrzem miecza, oświetlając niebieskim blaskiem wnętrze drewnianego garnituru. Dopiero wtedy Wei WuXian zauważył, że trumna wcale nie była pusta – znajdujący się w środku obiekt po prostu był o wiele mniejszy, niż się tego spodziewał.

Na dnie leżała długa szabla.

Nie miała pochwy. Rękojeść wydawała się odlana ze złota, wyglądając na dość ciężką. Ostrze było wąskie, błyszcząc lekko w ciemnościach. Spoczywając na warstwie czerwonego materiału wyłożonego na dnie trumny, emitowała krwawym odcieniem szkarłatu w otoczeniu mrożącego odoru zniszczenia.

Do trumny zamiast ciała została włożona szabla. W tym zamku na grani Xinglu naprawdę nie było ani skrawka, który nie byłby dziwny i pełen tajemnic.

Zamknęli wieko i poszli dalej. W innych pomieszczeniach znaleźli podobne trumny, które, oceniając po jakości drewna, pochodziły z różnych okresów. I w każdej z nich leżała tylko wielka szabla. Za to nawet w ostatnim pomieszczeniu nie znaleźli ani śladu Jin Linga. Wei WuXian zamknął pokrywę ostatniej trumny, będąc odrobinę zmartwionym.

Widząc jego zmarszczone brwi, Lan WangJi zastanowił się przez chwilę, ustawił na drewnianym wieku guqin i uniósł dłoń. Spod jego palców wydobyła się czysta melodia.

Zagrał tylko krótki fragment i zabrał dłoń z instrumentu, po czym wpatrzył się uważnie w struny.

Nagle zadrżały i samoistnie rozbrzmiała jedna nuta.

Zapytanie? – zapytał Wei WuXian.

Zapytanie było znanym utworem skomponowanym przez przodka sektu GusuLan. Różniąc się od Przywołania, grano je, kiedy tożsamość ofiary nie była znana i nie posiadano medium. Osoba grająca używała strun guqinu, by zapytać ofiarę, a jej odpowiedzi były przeistaczane przez Zapytanie w melodie i odgrywane na instrumencie.

Samoistne drżenie strum oznaczało, że Lan WangJi już przywołał tu ducha zamku. Teraz dzięki guqinowi będą mogli poprowadzić dialog.

Język guqinu był specjalną umiejętnością znaną tylko sekcie GusuLan. Choć Wei WuXian wiedział wiele rzeczy, to niektórych nigdy nie był w stanie się nauczyć i to było jedną z nich.

HanGuang-Jun, pomóż mi zapytać, co to jest za miejsce, czemu służy i kto je wybudował – wyszeptał.

Lan WangJi dawno temu mistrzowsko opanował ten język, więc z pewnością siebie zagrał kilka kryształowo czystych nut. Po kilku chwilach dwie struny zadrżały. Wei WuXian szybko zapytał:

Co odpowiedział?

Nie wiem.

Co?

Powiedział „nie wiem” – odpowiedział powoli Lan WangJi.

Wei WuXian spojrzał na niego, przypominając sobie nagle rozmowę o jego mieczu sprzed kilku lat. Dotykając nosa, przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć i pomyślał: Lan WangJi jest taki sprytny! Nauczył się nawet, co zrobić, bym zaniemówił.

Lan WangJi zagrał kolejne zdanie. Struny odpowiedziały tymi samymi dźwiękami. Wei WuXian wiedział, że i tym razem odpowiedź brzmiała „nie wiem”.

O co zapytałeś? – zaciekawił się Wei WuXian.

Jak umarł.

Jeśli został zabity, kiedy nie zwracał uwagi, to może tego nie wiedzieć. A może zapytasz, czy wie, kto go zabił?

Lan WangJi uniósł dłonie, by zagrać kolejną melodię, jednak odpowiedź znowu była taka sama – „nie wiem”.

To duch, który był tu uwięziony od lat, ale nie wiedział, gdzie był, jak umarł, ani kto go zabił. To był także pierwszy raz, kiedy Wei WuXian spotkał takiego zmarłego. Zmieniając koncepcję, powiedział:

No to zapytajmy o coś innego. Czy jest mężczyzną, czy kobietą. Nie ma mowy, żeby tego nie wiedział.

Lan WangJi tak zrobił. W odpowiedzi silnie rozbrzmiała jedna nuta.

Mężczyzna.

Nareszcie coś wiemy, co? No to zapytaj, czy wszedł tu piętnastoletni chłopak.

W odpowiedzi usłyszeli „tak”.

No to gdzie jest teraz?

Struny zamilkły na chwilę, po czym odpowiedziały.

Co powiedział? – zapytał szybko Wei WuXian.

Powiedział „tutaj”. – Mina Lana WangJi była poważna.

Wei WuXian był oszołomiony. „Tutaj” prawdopodobnie oznaczało ten kamienny zamek. Ale wcześniej cały przeszukali i nie widzieli Jin Linga.

Nie może kłamać?

Jestem tutaj, więc nie, nie może – odpowiedział Lan WangJi.

Rzeczywiście nie mógł kłamać. Pytania zadawał sam HanGuang-Jun. Pod jego kontrolą żaden duch nie był w stanie kłamać, więc ten z pewnością mówił prawdę. Wei WuXian rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakichś mechanizmów lub tajemnych pokoi, które mogli przeoczyć. Po chwili zastanowienia Lan WangJi zagrał kilka zdań. Jednak po otrzymaniu odpowiedzi jego mina odrobinę się zmieniła. Widząc to, Wei WuXian zapytał:

O co tym razem spytałeś?

Skąd pochodził i ile miał lat.

Oba pytania miały na celu odkrycie tożsamości ducha. Wei WuXian wiedział, że najwyraźniej odpowiedź była nietypowa.

I co odpowiedział?

Piętnaście, z Lanling.

Mina Wei WuXiana także uległa zmianie.

Zapytanie znalazło duszę Jin Linga?!

Nadstawił ucha. Pośród bombardującego go hałasu rzeczywiście prawdopodobnie dało się słyszeć słabe krzyki Jin Linga. Były jednak bardzo słabe i niezrozumiałe.

Lan WangJi kontynuował z pytaniami. Wei WuXian wiedział, że wypytuje o dokładną lokalizację, więc gapił się na struny instrumentu, oczekując na odpowiedź.

Tym razem nadeszła dużo wolniej. Lan WangJi zwrócił się do Wei WuXiana, kiedy skończył nasłuchiwać:

Stojąc tam, gdzie jesteś, odwróć się na południowy-zachód i słuchaj melodii. Po każdym dźwięku zrób krok do przodu. Kiedy guqin zamilknie, będzie tuż przed tobą.

Nie mówiąc ani słowa, Wei WuXian odwrócił się we wskazanym kierunku. Z tyłu dobiegło go siedem szarpnięć za struny, więc zrobił siedem kroków do przodu. Jednak nic się przed nim nie pojawiło. Dźwięk kontynuował, jednak pauzy pomiędzy brzęknięciami robiły się coraz dłuższe, więc on także szedł coraz wolniej. Kolejny krok i kolejny, i kolejny…

Po szóstym kroku guqin zamilkł. Nic więcej nie zostało zagrane.

Przed Wei WuXianem znajdowała się tylko kamienna ściana.

Została wykonana z szarobiałych kamiennych, ściśle zespojonych cegieł. Wei WuXian się odwrócił.

Jest w ścianie?!

Bichen został wyjęty z pochwy. Minęły go cztery niebieskie błyski, a w ścianie wyryta została kratka. Natychmiast podeszli bliżej, by wyjąć rozcięte cegły. Gdy to zrobili, ich oczom ukazała się ściana upchanej ziemi.

Najwyraźniej ściany zamku były podwójne, a przestrzeń pomiędzy kamiennymi murami wypełniała ziemia. Wei WuXian gołymi rękoma wykopał ogromną połać gliny. Ich oczom ukazała się ludzka twarz z mocno zaciśniętymi oczami.

To zaginiony Jin Ling!

Jak tylko ziemia otulająca jego twarz została odgarnięta, powietrze dostało się do ust i nosa chłopaka. Natychmiast zaczął kaszleć. Kiedy Wei WuXian zobaczył, że oddycha, poczuł natychmiastową ulgę. Jin Ling naprawdę prawie umarł. Inaczej Zapytanie nie złapałoby na wpół-żywej duszy, która miała już opuścić jego ciało. Na szczęście nie minęło wiele czasu, odkąd został zakopany. Gdyby znaleźli go choć chwilę później, to mógłby się udusić.

Szybko wykopali go na zewnątrz. Jednak kto mógł się spodziewać, że jak wyrwana marchew wyciąga ze sobą grudy ziemi, tak miecz znajdujący się na plecach chłopaka zaczepi się o coś i wyrwie to ze sobą?

I to białą kość z ludzkiej ręki!

Lan WangJi położył chłopaka płasko na ziemi i dotknął jego szyi, by sprawdzić puls. W tym samym czasie Wei WuXian wziął pochwę Bichenu i zaczął dłubać w ziemi wzdłuż kości. Po chwili ich oczom ukazał się cały szkielet.

Był ułożony w stojącej pozycji, tak samo, jak Jin Ling. Śnieżnobiałe kości silnie kontrastowały z czarną ziemią, wręcz rażąc po oczach. Wei WuXian pogrzebał trochę bardziej i wyłamał kilka cegieł z boku. Po chwili grzebania znalazł obok kolejny szkielet. Ten jeszcze całkiem się nie rozłożył. Na kościach nadal znajdowało się trochę mięsa, a długie włosy porastały czaszkę. Po poszarpanych ubraniach w odcieniu rozwodnionej czerwieni można było powiedzieć, że to kobieta. Jednak nie stała – jej szkielet wyraźnie był pochylony. To dlatego, że tuż obok znajdował się kolejny szkielet, przykucający przy jej stopach.

Wei WuXian przestał kopać dalej.

Cofnął się o kilka kroków. Dźwięk w jego uszach był dziki i nieokiełznany jak fale sztormowe.

Był prawie pewny, że kamienne ściany zostały wypełnione ludzkimi trupami.

Nad nimi, pod nimi, na południowy-wschód, północny-zachód, stojąc, siedząc, leżąc, kucając…

Co to, do cholery, za miejsce?!

Tłumaczenie: Ashi

0 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: