Mo Dao Zu Shi

Rozdział 20 – Zadowolenie II12 min. lektury

Kiedy kultywatorzy ze znanych sekt wybierali się na nocne łowy, to przeważnie otaczały ich tłumy ludzi, tworząc swego rodzaju paradę. Jednak Lan WangJi zawsze wolał być sam. To ramię było dziwne i mogło zranić innych, jeśli nie obchodziło się z nim ostrożnie. Dlatego nie wziął ze sobą nikogo poza Wei WuXianem, którego uważnie obserwował.

Wei WuXian pierwotnie chciał się wymknąć podczas ich wyprawy, jednak pomimo wielu prób nie udało mu się uciec. Za każdym razem Lan WangJi przynosił go z powrotem za kołnierz. Z tego powodu zmienił strategię i przylepił się do niego jak rzep. Szczególnie w nocy wdrapywał się do jego łóżka, by Lan WangJi uznał go za oblecha i wyrzucił. Jednak mężczyzna był nieugięty pomimo jego przeróżnych wygłupów. Kiedy Wei WuXian wiercił się pod kołdrą, to wystarczało lekkie klepnięcie, by całe jego ciało zrobiło się sztywne. Wtedy Lan WangJi układał go pod drugą kołdrą, gdzie leżał do świtu. Wei WuXian nie lubił przegrywać i po obudzeniu ciągle narzekał, że boli go całe ciało. Nie mógł powstrzymać myśli, że Lan WangJi po osiągnięciu dorosłości był jeszcze mniej zabawny niż przedtem. W przeszłości robił się nieśmiały, kiedy się z nim droczono, nie wspominając, że robił to w zabawny sposób. A teraz nie tylko pozostaje niewzruszony, ale nauczył się kontratakować. Jak to możliwe?!

Podążając w kierunku wskazywanym przez rękę, wyruszyli na północny zachód. Codziennie grali Odpoczynek, by uspokoić jej złość i mordercze intencje. Kiedy byli niedaleko Qinghe, to nagle zmieniła pozycję, dzięki której pokazywała im kierunek, układając palce w pięść.

To oznaczało, że miejsce wskazywane przez rękę będzie gdzieś w tej okolicy.

Wypytali o to mieszkańców i w końcu dotarli do małego miasta w Qinghe. Był dzień, a ulice zapełnione spieszącymi się ludźmi. Wei WuXian truchtał za Lanem WangJi, kiedy wyczuł mocny zapach kosmetyków. Zdążywszy się przyzwyczaić do delikatnego zapachu drzewa sandałowego, którym pachniał jego towarzysz, Wei WuXian natychmiast się skrzywił.

Co sprzedajesz? Dlaczego to tak cuchnie? – wypalił.

Odór można było poczuć od szarlatana, który ubrany był w szaty kultywatora, a na twarzy miał wypisane „oszust”. Niósł skrzynię, z której sprzedawał coś przechodniom. Widząc, że ktoś się go o coś zapytał, uśmiechnął się i powiedział:

Sprzedaję wszystko! Mój róż i puder są tanie, ale dobre. Paniczu, proszę zerknąć!

Jasne, zerknę.

Dla żony?

Dla mnie – Wei WuXian uśmiechnął się szeroko.

Uśmiech szarlatana zrobił się wymuszony i pomyślał sobie „jaja sobie ze mnie robisz?”. Zanim stracił cierpliwość, inny młody mężczyzna zawrócił i do nich podszedł, mówiąc z beznamiętną miną:

Nie przeszkadzaj innym, jeśli nie masz zamiaru nic kupić.

Ten mężczyzna był niezwykle przystojny, a jego szaty i wstążka na czoło bielsze od śniegu. Miał jasne oczy i długi miecz przypięty u pasa. Szarlatan podawał się za kultywatora, więc co nieco o nich wiedział. Rozpoznając motyw sekty GusuLan, nie śmiał sprawiać kłopotów, więc uciekł, przytulając kufer do piersi.

Dlaczego uciekasz? Naprawdę chciałem to kupić! – krzyknął za nim Wei WuXian.

Masz pieniądze? – zapytał Lan WangJi.

Jeśli nie mam, to możesz mi je dać. – Mówiąc to, wyciągnął rękę, by przeszukać Lana WangJi. Nie spodziewał się, że cokolwiek znajdzie, ale po kilku chwilach wygrzebał delikatną, ale ciężką sakiewkę z pieniędzmi.

To nie przypominało czegoś, co nosiłby ze sobą Lan WangJi. Choć przez ostatnie kilka dni zrobił wiele rzeczy, których Wei WuXian nigdy by się po nim nie spodziewał. Dlatego nie uznał tego za dziwne i natychmiast wziął sakiewkę. Tak jak się spodziewał, mógł zabrać wszystko Lanowi WangJi, a ten w ogóle nie okazałby niezadowolenia. Gdyby nie widział nic na temat uczciwości i wspaniałej reputacji HanGuang-Juna, to wątpiłby, że Lana WangJi i Mo XuanYu łączyłby taki chaotyczny i bezradny związek.

Bo inaczej dlaczego Lan WangJi miałby to znosić, kiedy posuwał się nawet tak daleko?!

Po przejściu kawałka Wei WuXian spojrzał za siebie. Lan WangJi nadal stał w tym samym miejscu, wpatrując się w jego stronę.

Wei WuXian zwolnił kroku. Nie wiedział dlaczego, ale podświadomie czuł, że nie powinien iść tak szybko i zostawiać Lana WangJi w tyle.

W tej chwili ktoś krzyknął:

Patriarcha YiLing, pięć monet za jednego, dziesięć za trzech!

Kto?! – wrzasnął Wei WuXian.

Pobiegł szybko zobaczyć, kto go sprzedawał i znowu spotkał tamtego fałszywego kultywatora. Schował niskiej jakości puder i róż, trzymając w dłoni arkusze papieru z naszkicowanym portretem kogoś wyglądającego niezwykle nikczemnie. Gadał jak najęty:

Pięć monet za jednego, dziesięć za trzech. Tak niska cena nic was nie będzie kosztowała! Polecam trzech. Jednego na drzwi, jednego na korytarz, a ostatni na ścianę sypialni. Dzięki silniej i gęstej energii zła leczy truciznę trucizną i żadne nikczemne istoty się do was nie zbliżą!

To bezwstydne przechwałki! Skoro naprawdę działa tak dobrze, to dlaczego sprzedajesz je za pięć monet?! – zapytał Wei WuXian.

Znowu ty? Jeśli chcesz kupić, to kup. Jeśli nie chcesz kupić, odejdź. Jeśli chcesz wydać pięćdziesiąt monet na jeden, to mi to pasuje – odpowiedział szarlatan.

Wei WuXian przejrzał stos arkuszy z „odpychającymi zło portretami patriarchy YiLing”. Naprawdę nie mógł zaakceptować, że ten przerażająco wyglądający, napakowany facet to on.

Wei WuXian to mężczyzna znany ze swojej przystojności. Co takiego narysowałeś? Jeśli kogoś w życiu na oczy nie widziałeś, to go nie rysuj. Namotasz tylko w głowie młodszemu pokoleniu – próbował się kłócić. Szarlatan już miał odpowiedzieć, kiedy Wei WuXian nagle poczuł od tyłu powiew wiatru. Natychmiast odskoczył w bok.

Choć sam uniknął ataku, to sprzedawcę rzuciło w tył, prosto na pobliski kram. Niektórzy podeszli mu pomóc, inni zaczęli zbierać rozrzucone po ulicy przedmioty – wszystko odbywało się bardzo chaotycznie. Szarlatan chciał przekląć, ale zobaczył, że został kopnięty przez błyszczącego panicza, który wyglądał na bogacza lub szlachcica, więc jego pełne wyższości zachowanie natychmiast spotulniało. Po chwili zauważył, że na jego piersi został wyszyty motyw białej peonii Iskry pośród śniegu, więc jeszcze bardziej podwinął ogon. Pomimo tego nie mógł przyjąć takiego kopniaka bez powodu, więc zapytał cienkim głosem:

Dlaczego mnie kopnąłeś?

Tak się złożyło, że tym młodym paniczem był Jin Ling.

Kopnąłem? Każdy, kto śmiał wymówić imię „Wei WuXian”, powinien natychmiast uklęknąć przede mną z wdzięczności, że go nie zabiłem. A ty wrzeszczysz na samym środku ulicy. Chcesz umrzeć?! – odpowiedział chłodno, krzyżując ramiona.

Wei WuXian wcale nie spodziewał się spotkać tutaj Jin Linga, a tym bardziej, że ten będzie tak arogancki. Zastanawiam się, co się stało, że to dziecko ma tak słabe nerwy i silną wrogość. Odziedziczył wszystkie wady ojca i wuja, a żadnych dobrych cech matki. Jeśli trochę przy nim nie pogrzebię, to na pewno wiele straci w przyszłości – pomyślał. Widząc, że Jin Ling nadal był zły i zrobił kilka kroków w stronę leżącego na ziemi mężczyzny, Wei WuXian przerwał:

Jin Ling!

Szarlatan nie śmiał pisnąć słówka, ale jego oczy wyrażały podziękę. Jin Ling odwrócił się do Wei WuXiana, a wymówione przez niego słowa wręcz ociekały wrogością.

Jeszcze nie uciekłeś? Dobrze, możesz zostać.

Hę? Przypomnij mi, kto został przygwożdżony do ziemi i nie mógł wstać? – zaśmiał się Wei WuXian.

Jin Ling wykrzywił się szyderczo i dmuchnął w krótki gwizdek. Wei WuXian nie rozumiał, po co to zrobił, ale po chwili z oddali dobiegły go głośne sapnięcia jakiejś bestii. Kiedy odwrócił się, by zobaczyć co to, to zza rogu prosto w jego stronę wybiegł czarny pies duchowy sięgający dorosłemu mężczyźnie do pasa. Pełne strachu krzyki rozległy się na ulicy, natężając się.

Wściekły pies atakuje!

Wei WuXian natychmiast pobladł i zwiał najszybciej, jak umiał.

Zawsze ciężko mu było o tym mówić, bo choć patriarcha YiLing znany był z bycia niepokonanym, to zamieniał się w tchórza w obliczu psa. Ale nie był w stanie nic na to poradzić. Zanim przygarnął go Jiang FengMian, to wychowywał się na ulicy, często walcząc ze zjadliwymi psami o skrawki jedzenia. Po kilku ugryzieniach i pogoniach stopniowo zaczął okropnie bać się wszystkich psów, bez względu na ich wielkość. Jiang Cheng często przez to się z niego śmiał. Gdyby powiedział o tym innym, to nie tylko byłoby mu wstyd, ale też niewiele osób by mu w ogóle uwierzyło – dlatego prawie nikt nie wiedział.

Tym razem Wei WuXian umierał z przerażenia. Kiedy zobaczył wysoką, białą postać, to szybko wrzasnął z całych sił:

Lan Zhan, ratuj mnie!

Jin Ling był zdziwiony, kiedy zobaczył Lana WangJi. Dlaczego ten wariat znowu z nim był?! Lan WangJi to poważna osoba, która nigdy nie plotkowała, ani się nie śmiała. Nawet wielu uczniów z jego własnego pokolenia było nerwowych, kiedy go spotykali, więc co mówić o kimś młodszym? Jego poziom zastraszania innych był silniejszy niż Lana QiRena.

Pies Jin Linga przeszedł rygorystyczny trening. Był bardzo inteligentny, w końcu to nie jest zwykłe zwierzę. Wiedział, że nie może zachowywać się niegrzecznie przy Lanie WangJi, więc zawył kilka razy i schował się z podkulonym ogonem za swoim panem.

Ten czarny duchowy pies był rzadką rasą, którą dostał od Jina GuangYao. Kiedy ludzie słyszeli, że to prezent od LianFang-Zuna, to nie śmieli go obrażać. Jednak Lan WangJi różnił się od innych. Nie obchodziło go, kto go sprezentował ani do kogo należał, dyscyplinując wszystkich po równo. Serce Jin Linga zamarło; kazał psu pogonić Wei WuXiana i został na tym przyłapany przez HanGuang-Juna! Pies, którego z takim wysiłkiem wychował, na pewno zostanie przez niego zabity, a jemu samemu złoi skórę!

Wei WuXian przemknął pod ramieniem Lana WangJi i schował się za nim, wyglądając, jakby chciał się po nim wspiąć. Ubrany na biało mężczyzna zesztywniał na chwilę, czując, jak wokół jego talii zakleszcza się para ramion. Wykorzystując tę szansę, Jin Ling gwizdnął jeszcze dwa razy i uciekł razem ze swoim psem.

Leżący z boku drogi szarlatan podźwignął się na nogi, nadal wyglądając na zszokowanego.

Z dnia na dzień świat coraz bardziej degeneruje moralnie. Uczniowie z prominentnych sekt są przerażający! Przerażający!

Wei WuXian wyszedł zza Lana WangJi, kiedy szczeknięcia stopniowo zaczęły milknąć. Złożył ramiona z tyłu i przytaknął, jakby nic się nie stało.

Dokładnie, robią się coraz gorsi. Ludzie nie są już tacy jak kiedyś.

Szarlatan spojrzał na niego jak na wybawcę i szybko rzucił mu w ramiona stos „odpychających zło portretów patriarchy YiLing”, jakby był to gorący ziemniaczek.

Bracie, dzięki za wszystko! To prezent dla ciebie. Jeśli zejdziesz z ceny i będziesz sprzedawał jeden za trzy monety, to i tak zarobisz przynajmniej trzy stówki!

Lan WangJi zerknął na portret z przerażającym dryblasem i nic nie powiedział. Wei WuXian, widząc ciągle obniżająca się wartość, nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać.

To w ramach podziękowań? Jeśli naprawdę chcesz mi podziękować, to ładniej go narysuj! …Czekaj, nie idź jeszcze. Chcę cę o coś zapytać. Czy słyszałeś o jakiś dziwnych wydarzeniach, odkąd tu handlujesz? Albo czy widziałeś coś dziwnego?

Dziwne wydarzenia? Dobrze, że zapytałeś akurat mnie. Jestem tu przez cały rok i wiem wszystko o Qinghe. Jakich dziwnych wydarzeń poszukujesz?

Na przykład nawiedzeń przez złe duchy, przypadków rozczłonkowanych ciał, incydentów zniszczeń całych klanów…

Tutaj nic takiego się nie działo, ale jeśli pójdziesz dalej, to dwie mile stąd jest grań górska Xinglu. Sugeruję, żebyś tam nie szedł.

Dlaczego? – zapytał Wei WuXian.

Xinglu zwane jest także granią Pożerającą Ludzi. Jak myślisz dlaczego?

Tłumaczenie: Ashi

0 Comments

  1. Avatar Xiao xiao

    Ah, ta novela jest na prawdę świetna. Szkoda że ma tak mało rozdziałów. Kolejną godną polecenia novelą jest”Spirit hotel” (chyba nie ma po polsku,ale łatwo się czyta po angielsku, nie ma skomplikowanego słownictwa). Ciekawa i niezwykle zabawna. Warto rzucić okiem xD

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: