Yeho

Rozdział 148 min. lektury

Wyszliśmy z ogrodu i ruszyliśmy ciemnym korytarzem prowadzącym do sypialni. Owinął mnie ciasno ramieniem, aby swym ciepłem rozgrzać moje zziębnięte ciało, okryte warstwą mokrego płaszcza. Weszliśmy do komnaty. Zdjąłem płaszcz i podałem go Soi, jednocześnie rozkazując, by przyniosła ciepłą wodę i ręczniki. Chwyciłem cesarza za rękę i zaprowadziłem do łóżka.

Dlaczego wybiegłeś z pałacu w takiej panice? Przecież to nie tak, że bym gdzieś poszedł i zniknął bez śladu – zapytałem go cicho.

Wziąłem ręcznik, który przyniosła Soa i namoczyłem w ciepłej wodzie. Gdy spojrzałem na niego, zobaczyłem, że jego oczy były dziwnie puste, a jego głos był zaledwie lekkim pomrukiem:

Zniknął bez śladu… – Powtórzył moje słowa, a wyraz jego twarzy nagle spoważniał.

Pomyślałeś, że odszedłem od ciebie?

Ach…

W odpowiedzi usłyszałem tylko ciche westchnienie cesarza. Ukląkłem przed nim trzymając mokry ręcznik w dłoni i zaśmiałem się.

Gdzie miałbym pójść? Jak mógłbym uniknąć czujnych oczu tych wszystkich strażników, służących i eunuchów, i tak po prostu wyjść z Niebiańskiego Pałacu? – zapytałem, myjąc jego obłocone stopy.

Ty… – Otworzył nagle usta – … Uśmiechnąłeś się do mnie. To był pierwszy raz, odkąd zamieszkałeś tu razem ze mną. Zasnąłem patrząc na ten piękny uśmiech, a kiedy się obudziłem, nie było cię tutaj. Moje serce zamarło z przerażenia. Pomyślałem, że uśmiechnąłeś się do mnie na pożegnanie i odszedłeś. To sprawiło, że poczułem, jakbym tracił zmysły.

Mówił te słowa z pustym wyrazem twarzy, a ja spokojnie na niego patrzyłem. Po chwili kontynuował, wbijając we mnie swój wzrok:

Podczas Ceremonii Siewu stałeś tam, jakbyś miał zaraz zniknąć. Jakbyś miał rozpłynąć się w deszczu i ulecieć daleko z wiatrem. Nawet teraz, w ogrodzie… Wyglądałeś tak nierealnie… – Patrzył na mnie jakby we śnie, a ja łagodnie uśmiechnąłem się do niego. Wyciągnął dłonie i delikatnie owinął nimi moją twarz. – Czy uśmiechasz się, bo czujesz radość, widząc znowu deszcz i kwiaty magnolii? Czy… uśmiechasz się do mnie, na pożegnanie, by potem uciec z mych objęć. Ja… nie wiem, Yeho. Tak bardzo nie lubię, kiedy widzę cię smutnego, ale jednocześnie czuję niepokój, gdy widzę jak uśmiechasz się do mnie, tak jak teraz.

Nagle przyciągnął mnie do siebie. Nadal klęczałem, gdy pochylił się wtulając głowę w moją szyję, a ramionami oplótł mnie w talii.

Wasza Wysokość…

Powiedz mi to. Obiecaj, że zostaniesz przy mnie jako moja Madame. Powiedz mi, że będziesz uśmiechał się jako moja Madame, patrzył na deszcz jako Madame, oglądał kwiaty magnolii będąc mój. Obiecaj, że będąc przy mnie, co roku będziesz czekał, aż kwiaty magnolii zakwitną. Już na zawsze…

Patrzyłem na niego w milczeniu, nie wiedząc co odpowiedzieć.

Jaki pożytek z tego, że złożę mu tę obietnice? Moja zgoda niczego nie zmieni. Choć w głębi serca chciałem mu obiecać, że zostanę z nim, aż nadejdzie mój kres, a to słabe ciało, którym Bóg mnie obdarzył, zamieni się w proch… Jednak wiem, że nie mogę tego zrobić. Kiedyś nadejdzie dzień, gdy stanę się dla niego zgubą i przekleństwem. To będzie nasz koniec. Już teraz wszystko ku temu zmierza. Zastanawiałem się nad tym długo i wiem, że te wszystkie plotki o nim, o nas, to tylko i wyłącznie moja wina. Ukrywam się w tych komnatach, chowam twarz i jestem tak wyczulony na pałacowe reguły, aby nie przysparzać mu kłopotów, aby nie plamić jego honoru i reputacji wielkiego cesarza… Jednak wiem, że to przez mój egoizm tak usilnie przy nim trwam, chcę być z nim jak najdłużej. Nie obchodzi mnie nawet status Madame, chcę tylko być z nim… Dlatego tak się ukrywam, nie obserwuję już deszczu i magnolii. Jednak wiem, że to tylko sen i nie mogę o tym marzyć w nieskończoność.

Poruszyłem ciałem i odepchnąłem go, ponieważ byłem tak bardzo sobą zdegustowany, że nie mogłem tego dłużej znieść. Nienawidziłem siebie i swego egoizmu do tego stopnia, że nie potrafiłem dłużej pozostać w jego objęciach.

Yeho.

Przyciągnął mnie znowu i wypowiedział moje imię. Odwróciłem głowę w bok i zakryłem twarz dłońmi.

Yeho, dlaczego płaczesz? Nie ukrywaj twarzy. Przed chwilą się uśmiechałeś. Nie płacz. Uśmiechnij się i obiecaj mi to z uśmiecham na tych pięknych ustach. Możesz nawet kłamać… To bez znaczenia, czy to fałszywa obietnica, po prostu chcę to usłyszeć, chcę usłyszeć, że zostaniesz przy mnie jako moja Madame.

–…Proszę, przestań – wyszeptałem, nadal ukrywając twarz i przełykając łzy duszące mnie powoli. – Nie rób tego. Nie powinno się składać obietnic, kiedy nie możesz niczego obiecać. Jestem nudną i głupią osobą, na tą chwilę mogę zapomnieć o tym, kim jestem i zrobić to, o co prosisz, ale nie mogę ci obiecać, że będzie tak każdego dnia.

Powstrzymywałem mój płacz najlepiej jak potrafiłem, jednak wciąż z mego gardła wydobywał się smutny i drżący głos. Próbowałem wyrwać się z jego objęć, ale jego ramiona były jak łańcuchy, którymi przykuł mnie do siebie.

Jestem na ciebie potwornie zły – warknął na mnie, łapiąc mnie za szyję. – Zawsze odrzucasz to, co próbuję ci dać. To prawda, zawsze robisz wszystko, co chcę, ale w rzeczywistości nigdy mi siebie naprawdę nie oddałeś. Powiedziałem ci, że uwielbiam twój uśmiech, powiedziałem, że masz prawo wyboru i możesz odmawiać, jeśli naprawdę czegoś nie chcesz. Tak bardzo chcę cię rozpieszczać… Jestem cesarzem, jestem władcą tego świata, ale przed tobą, Yeho, czuję się tak bezużyteczny. Nie dostrzegam szczęścia na twej twarzy niezależnie od tego, co robię… tylko smutek. To sprawia, że jestem okropnie wściekły.

Wycedził te słowa przez zaciśnięte zęby i szybkim, szorstkim ruchem zdarł ze mnie nocną szatę. Na zewnątrz wciąż panowała noc i powietrze w komnacie było chłodne. Moje nagie ramiona zadrżały z zimna. Złapał gwałtownie za mój podbródek, zmuszając mnie, bym na niego spojrzał. Moje łzy zwilżyły jego dłoń.

Dlaczego nie możesz mi dać odrobiny swych uczuć? – Jego głos był rozwścieczony, ale jednocześnie bardzo smutny. Stopniowo przeszedł w szept wydobywający się wprost z głębi jego serca. – Kiedy przestaniesz się bać i myśleć o ucieczce ode mnie?

To dlatego, że nie mogę ci zaufać… – pomyślałem, patrząc z żalem w jego oczy. Ponieważ nie mogę ufać samemu sobie, nie ufam temu miejscu, temu pałacowi, nie ufam całemu światu. Jednak nie mogłem powiedzieć tego na głos. Patrzy na mnie i obiecuje, że da mi wszystko czego zapragnę, bo jest panem tego świata… ale ja nadal się boję.

Jednak co będzie jeśli mu zaufam? Czy wszystko, co powiedział, stanie się prawdą? Czy zostanie ze mną na zawsze? Czy inni ludzie zostawią mnie w spokoju, bo stałem się Madame, dzięki jego miłości do mnie? A co z cesarzową? To zrani jej wielką dumę. Z pewnością nie zaakceptuje tego, że jej dobre imię zostało zdeptane przez kogoś takiego, jak ja. Co jeśli odkryje, kim naprawdę jestem? A jeśli wydarzy się coś, czego nawet cesarz nie będzie w stanie kontrolować, a ja nie będę miał możliwości mu pomóc?

Teraz nawet sam nie wiem, czego się obawiam. Czy martwię się o mój ból czy o to, że ranię jego.

Zamknąłem oczy. Nie potrafiłem niczego zrobić ani nic powiedzieć. Teraz pragnąłem ukryć się i zniknąć…

Nagle usłyszałem zimny śmiech.

Znowu mi nie odpowiadasz. Dobrze. – Położył dłoń na moich ustach i brutalnie ścisnął me wargi. – Możesz milczeć. Możesz niczego mi nie dawać. Sam to od ciebie wezmę…

Zdarł ze mnie ubranie i rzucił na łóżko, przykrywając swym ciałem. W jego ruchach czułem wściekłość, a w mym sercu ból…

Tłumaczenie: Polandread

0 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: