Mo Dao Zu Shi

Rozdział 1 – Prolog6 min. lektury

Świetne wieści! Wei Wuxian nie żyje!

Ledwo minął dzień od oblężenia Kopców Pogrzebowych, a wiadomości rozprzestrzeniły się po świecie kultywacyjnym, jakby zyskały skrzydeł, pokonując nawet szybkość wojny.

Przez jakiś czas wszyscy, od członków znanych sekt po samodzielnych kultywatorów, omawiali oblężenie, które poprowadziły Cztery Wielkie Klany razem z setką pomniejszych.

Zmarł Patriarcha Yiling1? Kto mógłby go zabić?

A kto by inny, jak nie jego brat2 Jiang Cheng? Zabił członka własnej rodziny dla większego dobra. Jiang Cheng poprowadził Cztery Klany, czyli sekty3 YunmengJiang, LanlingJin, GusuLan i QingheNie, by zniszczyć jego melinę.

No i bardzo dobrze!

Rzeczywiście bardzo dobrze! W końcu wyeliminowaliśmy tego łachudrę.

Gdyby sekta YunmengJiang go nie zaadoptowała i nie zaczęła uczyć, to Wei Ying4 klepałby biedę na ulicach, nie wspominając już o sprawianiu takich problemów. Lider sekty Jiang wychował go jak własne dziecko, a on odwrócił się do nich plecami i stał wrogiem świata kultywacyjnego, przynosząc wstyd całej rodzinie. A nawet prawie doprowadził do śmierci całego klanu! To świetny przypadek gryzienia ręki, która karmi!

Jiang Cheng za długo pozwolił mu żyć. Na jego miejscu nie tylko dźgnąłbym go za tę zdradę. Właściwie, to dokładnie sprawdziłbym wszystkich uczniów sekty, by żaden z nich nie dopuścił się tak szalonych czynów. Kogo obchodzą względy, jakimi obdarzył swojego przyjaciela z dzieciństwa?

To tylko plotka. Choć Jiang Cheng był jedną z głównych sił, to nie zadał Wei Wuxianowi ostatecznego ciosu. Kultywował demoniczną ścieżkę, więc moce patriarchy się zbuntowały i rozerwały jego ciało na strzępy.

Hahaha… To karma! Duchowi żołnierze, których stworzył, są jak dzikie psy, gryzące każdego, kogo napotkają po drodze. Dobrze mu tak, że został przeżuty na śmierć!

Ale gdyby Jiang Cheng nie stworzył planu wykorzystującego słabości Wei Wuxiana, to oblężenie mogłoby zakończyć się klęską. Czy muszę wam przypominać, jaki przedmiot posiadał Wei Wuxian? Zapomnieliście już o dniu, w którym całkowicie unicestwił trzy tysiące doświadczonych kultywatorów?

Słyszałem, że było to więcej niż trzy tysiące, prawdopodobnie pięć tysięcy.

Z pewnością oszalał.

Dobrze, że przed śmiercią zniszczył tę okropną broń. W innym razie, gdyby została na świecie, by grozić ludzkości, to jego grzechy byłyby o wiele gorsze.

No cóż… Wiesz, kiedyś Wei Wuxian był obiecującym kultywatorem pochodzącym z wybitnego klanu i w młodym wieku osiągnął sukces. Jak tak skończył?

To dowodzi, że można kultywować tylko podążając odpowiednią ścieżką. Korzystanie z tych niemoralnych praktyk jest zyskowne jedynie na pierwszy rzut oka. Widzicie, co ostatecznie się wydarzyło? Nie został z niego nawet cały trup5.

Nie wszystko było spowodowane jego metodą kultywacji. Osobowość Wei Wuxiana też jest dość niemoralna. Każdy w jakiś sposób musi zapłacić za swoje czyny. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz!

***

Po śmierci Wei Wuxiana temat ucichł. Wszystkie dyskusje pozostawały bez zmian, a niekonwencjonalne opinie natychmiast gaszono. Jednak nikt nie zapomniał o pewnym oczywistym problemie.

Nikomu nie udało się przywołać duszy Wei Wuxiana, co oznaczało, że zniknęła.

Możliwe, że została rozdarta przez miliony duchów, które go pożarły.

Albo mogła uciec.

Pierwsza opcja była w porządku. Jednak nikt nie wątpił, że Patriarcha Yiling miał moc mogącą poruszyć góry i osuszyć morza. Jeśli dusza uciekła, to pewnego dnia powróci, by ożywić ciało. Kiedy ten dzień nadejdzie, to cały świat kultywacyjny, a nawet wioski śmiertelników, stawią czoła najbardziej szalonemu potępieniu i zemście, zatapiając się w chaosie i rozpaczy.

Wspólnymi siłami sekty wybudowały na szczycie Kopców Pogrzebowych sto dwadzieścia kamiennych bestii i regularnie inicjowały rytuały przyzywające duszę. Jednocześnie zwiększono czujność i nasilono poszukiwania dziwnych zjawisk z całego świata.

W ciągu pierwszego roku nic się nie zdarzyło.

Po dwóch latach nic się nie zdarzyło.

Po trzech latach nic się nie zdarzyło.

Po trzynastu latach także nic się nie zdarzyło.

Coraz więcej osób zaczynało wierzyć, że może Patriarcha Yiling naprawdę umarł. Nawet jeśli władał umiejętnościami zdolnymi przewrócić świat do góry nogami, to nareszcie przyszła jego kolej na zamienienie się w proch i pył.

Nikt na zawsze nie pozostanie na szczycie – legendy są tylko legendami.


1. Patriarcha Yiling (夷陵老祖,yílíng lǎozǔ) – tytuł nadany Wei Wuxianowi. Nawiązuje do jego statusu jako założyciel demonicznej kultywacji, a także faktu, że jego baza znajdowała się w Yiling.

2. Brat (师弟, shīdì) – dosł. młodszy brat-uczeń. Termin określający więź między uczniami sekt, niemający zależności ze stopniem pokrewieństwa. Oznacza, że Jiang Cheng jest młodszym od Wei Wuxiana uczniem tej samej sekty.

3. Sekta (, shì) – duża szkoła kultywacji prowadzona przez klan (家族, jiāzú; dosł. rodzina).

4. „Wei Ying” to imię osobiste nadane Wei Wuxianowi podczas narodzin. Używać go powinni wyłącznie jego bliscy, a w tym przypadku mówiący próbuje go poniżyć i zrównać do sprawiającego kłopoty bachora, który nie zasłużył na użycie swojego imienia publicznego/grzecznościowego. Imię publiczne przeważnie jest używane dopiero w życiu dorosłym.

5. Dla Chińczyków jest to najgorszy rodzaj śmierci. W Xiaojing (dosł. Klasyk nabożności synowskiej; starożytny traktat będący częścią Trzynastoksiągu konfucjańskiego) zapisano, że zabronione jest zranienie cudzego ciała, kości, włosów i skóry, gdyż są one darem od rodziców.

Tłumaczenie: Ashi

Aktualizacja: 29.03.2021

5 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: