Mo Dao Zu Shi

Gdyby było ciemniej, to poruszanie się po lesie bez pochodni byłoby niemożliwe. Wei WuXian przeszedł kawałek, ale nie napotkał żadnych kultywatorów. Był zaskoczony – czy to możliwe, że połowa sekt, które przyjechały do Stóp Buddy, kłóciła się w wiosce, a druga połowa wróciła pokonana, jak ludzie, których dopiero co mijał?

Nagle usłyszał wołanie o pomoc:

Czy ktoś tam jest?

Pomocy!

Dało się słyszeć głosy żeńskie i męskie. Wszystkie były spanikowane, prawdopodobnie nie udawane. Prośby o pomoc na opuszczonej górze przeważnie były sprawką złych kreatur, które chciały złapać ignorantów w pułapkę. Ale Wei WuXian był uradowany.

Im gorsza istota, tym lepiej dla niego!

Skierował osła w stronę głosów, ale nic wokół nie znalazł. Kiedy spojrzał w górę, to zamiast zjaw lub potworów zobaczył członków wiejskiego klanu, których wcześniej spotkał przy studni, wiszących między drzewami w wielkich, złotych siatkach.

Mężczyzna w średnim wieku pierwotnie patrolował okolicę z paroma innymi osobami. Jednak zamiast znalezienia zdobyczy, weszli prosto w pułapkę, która prawdopodobnie została zastawiona przez jakąś bogatą sektę. Dlatego wisieli wysoko, narzekali i nawoływali o pomoc.

Kiedy zobaczyli, że ktoś się zbliża, to natychmiast się rozchmurzyli, jednak ich nadzieja zniknęła, jak się okazało, że to tylko tamten wariat. Choć liny Siatki wiążącej bóstwo były cienkie, to zostały zrobione z dobrego materiału, przez co trudno było je zerwać. Człowiek, bóg, demon, zjawa czy potwór, każdemu wyrwanie się zajmie dużo czasu bez wysokiej jakości magicznego narzędzia. Ten wariat na pewno nie wiedział nawet, co to jest, nie mówiąc już o uwolnieniu ich.

Już miał dalej szukać kogoś, kto im pomoże, kiedy jego uszu doszedł chrupki odgłos odsuwanych gałęzi i deptanych liści. Z ciemnego lasu wyszedł chłopak ubrany w jasną szatę.

Między brwiami miał cynobrowy znak1, a jego rysy były delikatne, ale jednocześnie inteligentne. Był młody, mniej więcej w tym samym wieku, co Lan SiZhui – nadal był nastolatkiem. Miał ze sobą bambusowy kołczan wypełniony opierzonymi strzałami, błyszczący miecz przyczepiony na plecach i duży łuk w ręku. Haft na jego ubraniach był niezwykle delikatny, tworząc na jego piersi wspaniałą białą peonię. Złote nici kontrastowały z otaczającymi go cieniami nocy.

Jak bogato! – oznajmił cicho Wei WuXian.

To musiał być panicz uczący się w sekcie LanlingJin, bo tylko oni wybrali na symbol białą peonię, używając króla kwiatów, by zasugerować, że są królami kultywacji. Cynobrowy znak sugerował, że „otwiera się na mądrość i aspiracje, oświetlając świat cynobrowym światłem”.

Panicz już nałożył strzałę na cięciwę i przygotowywał się do wystrzału, kiedy zorientował się, że w siatkę złapani zostali ludzie. Po chwili rozczarowania szybko się zirytował.

Za każdym razem znajduję was, idiotów. Zastawiliśmy ponad czterysta sieci, ale wy zniszczyliście już dziesięć, a nawet nie widziałem jeszcze zdobyczy!

Jak bogato, pomyślał ponownie Wei WuXian.

Już jedna Sieć wiążąca bóstwo była droga, ale on za jednym razem ustawił czterysta. Mniejsza sekta by po czymś takim zbankrutowała, ale oczywiście to było LanlingJin. Jednak zmarnowanie tylu sieci bez dbania o to, co się w nie złapie, w ogóle nie mogło być uważane za nocne łowy. To było tak, jakby przepędzali ludzi, nie dając im szansy na przyczynienie się do złapania zjawy. Czyli kultywatorzy, którzy się wycofali, nie zrobili tego ze względu na trudność, ale dlatego, że tej sekty nie powinno się denerwować.

Po kilku dniach podróży i wsłuchiwaniu się w intrygujące rozmowy prowadzone w Stopach Buddy, Wei WuXian zebrał wiele informacji na temat zmian w świecie kultywacji. Jako ostateczny zwycięzca ponad stuletniego rozłamu kultywacyjnego, sekta LanlingJin została liderem wszystkich klanów i sekt – jej przywódca nawet był nazywany „dowódcą” kultywatorów.

Nawet wcześniej klan Jin był arogancki, a jego członkowie kochali splendor. Po latach spędzonych na szczycie i ugruntowywaniu pozycji sekty wytrenowali wszystkich adeptów, by robili to, co chcą. Nawet odrobinę słabszy klan musiał się im poddać, nie wspominając już o tak małym. Dlatego choć ludzie złapani w siatkę byli czerwoni ze złości, to nie mogli odszczeknąć się na wredne słowa chłopaka. Mężczyzna w średnim wieku odpowiedział tolerancyjnie:

Paniczu, proszę, wyświadcz nam przysługę i puść nas wolno.

Chłopak był niespokojny i nerwowy, bo jego ofiara jeszcze się nie pojawiła i wyżycie się na tych wieśniakach było dla niego wygodne. Skrzyżował ramiona.

Powinniście tu zostać, bo znowu zwalicie i wejdziecie mi w drogę! Puszczę was, kiedy złapię bestię pożerającą dusze, o ile o was nie zapomnę.

Jeśli naprawdę zostaną tu na całą noc i znajdzie ich istota nawiedzająca górę Dafan, to będą mogli tylko czekać, aż wyssie im dusze. Dziewczyna o okrągłej buzi, która dała Wei WuXianowi jabłko, przestraszyła się i zaczęła płakać. Wei WuXian siedział po turecku na ośle, ale kiedy zwierzak usłyszał jej płacz, to jego długie uszy zadrżały i nagle skoczył do przodu.

Razem ze skokiem nadeszło przeciągłe rżenie. Jeśli zignoruje się jego okropne brzmienie, to dzięki niepowstrzymanej sile mogło zostać uznane za rżenie rasowego konia. Nieprzygotowany na tę nagłą akcję, Wei WuXian został zrzucony na ziemię, prawie uderzając się w głowę. Osioł pogalopował prosto w kierunku chłopaka, jakby wierzył, że może głową zwalić go z nóg. Młodzieniec nadal trzymał strzałę na naciągniętej cięciwie, więc tylko zmienił cel. Wei WuXian nie chciał tak szybko musieć szukać nowego wierzchowca, więc szybko szarpnął za prowizoryczne wodze. Chłopak spojrzał na niego, a szok wymalował się na jego twarzy. Po chwili uczucie zamieniło się w pogardę. Jego usta zadrżały.

Więc to ty. – Jego ton składał się z dwudziestu procent zaskoczenia i osiemdziesięciu obrzydzenia, sprawiając, że Wei WuXian zamrugał. – Odbiło ci, kiedy wyrzucili cię z powrotem do twojej wioski? Jak mogli cię wypuścić na dwór, kiedy wyglądałeś tak dziwacznie?

Czy naprawdę usłyszał coś tak ważnego?

Czy to możliwe, że ojcem Mo XuanYu nie jest lider jakiejś małej sekty, ale znany Jin GuangShan?

Jin GuangShan był poprzednim liderem sekty LanlingJin, który już zmarł. Historii tego mężczyzny nie dało się opisać jednym zdaniem. Miał srogą żonę z prominentnej rodziny i podobno się jej bał. Jednak to nie powstrzymywało go przed uganianiem się za innymi kobietami. Nieważne jak zawzięta była, to pani Jin nie mogła śledzić go przez całą dobę. Dlatego nigdy nie marnował okazji, jeśli mógł dorwać jakąś damę ze znamienitej rodziny czy prostytutkę. I choć lubił związki bez zobowiązań i wszędzie flirtował, mając niezliczone rzesze dzieci z nieprawego łoża, to łatwo się nudził.

Kiedy znudził się kobietą, to całkiem o niej zapominał, nie biorąc żadnej odpowiedzialności. Pośród jego bękartów było tylko jedno dziecko, które okazało się być wyjątkowo utalentowane i zostało przyjęte z powrotem – obecny lider sekty LanlingJin, Jin GuangYao. A do tego Jin GuangShan nie umarł honorowo. Wierzył, że jest stary, ale pełen wigoru, więc chciał rzucić sobie wyzwanie, zabawiając się z grupą kobiet. Jednak niestety mu się nie powiodło i zmarł w trakcie. To było zbyt upokarzające, więc sekta LanlingJin oznajmiła światu, że umarł z przepracowania. Pozostałe sekty zdecydowały się zachować w tej sprawie milczenie i udawały, że o niczym nie wiedzą. Właśnie dlatego był taki „sławny”.

Podczas oblężenia Kopców Pogrzebowych Jin GuangShan był drugą osobą po Jiang Chengu o największym wkładzie. A teraz Wei WuXian przejął ciało jego syna z nieprawego łoża. Naprawdę nie wiedział, czy dzięki temu byli kwita.

Widząc, że myślami jest gdzieś indziej, chłopak jeszcze bardziej się zdenerwował.

Wynoś się stąd! Mdli mnie od patrzenia na ciebie, cholerny geju!

Jeśli chodziło o wiek, to prawdopodobnie Mo XuanYu był starszy od niego, może nawet był jego wujkiem. Po byciu tak upokorzonym przez juniora, Wei WuXian pomyślał, że nawet jeśli nie dla siebie, to powinien odegrać się za właściciela tego ciała.

Co za zachowanie! Nie miałeś matki, która by cię nauczyła manier?

Na te słowa dwa płomienie zapłonęły w oczach chłopaka. Wyciągnął miecz i pełnym groźby tonem powiedział:

Co… Żeś powiedział?

Ostrze rozbłysnęło złotym światłem. To rzadki miecz wysokiej jakości – większość klanów pewnie nie mogłaby zdobyć małego fragmentu, nawet gdyby wszyscy oszczędzali przez całe życie. Wei WuXian przyjrzał mu się uważnie, mając wrażenie, że skądś go kojarzy. Z drugiej strony widział setki złotych i wspaniałych mieczy. Nie zastanawiał się nad tym zbyt mocno i zaczął kręcić małą szmacianą sakiewką, którą trzymał w dłoniach.

To własnej roboty Sakiewka przetrzymująca duchy, którą stworzył parę dni temu ze skrawków i śmieci. Kiedy uzbrojony chłopak na niego natarł, to wyjął z niej kawałek papieru w kształcie człowieka. Przesunął się w bok, unikając ataku i przykleił skrawek do pleców przeciwnika.

Ruchy chłopaka były szybkie, ale Wei WuXian często „podstawiał komuś nogę, przyklejając im talizman do pleców”, co oznaczało, że był szybszy. Młodzieniec nagle poczuł, że jego tors zdrętwiał, a plecy się osłabiły i niechętnie osunął się na ziemię. Jego miecz upadł z głuchym stuknięciem. Za nic nie mógł się podnieść, jakby postawiono na nim całą górę. Na jego plecach siedział duch człowieka zmarłego z obżarstwa, przygniatając go tak bardzo, że prawie nie mógł oddychać. Choć ten duch był słaby, to umiał poradzić sobie z bachorami. Wei WuXian podniósł miecz, zważył go w dłoniach i zamachnął się w stronę siatki, rozcinając ją na pół.

Rodzina niezręcznie spadła na ziemię i bez słowa uciekła. Dziewczyna o pucołowatej twarzy wyglądała, jakby chciała mu podziękować, ale została odciągnięta przez jednego ze starszych, który bał się, że panicz Jin jeszcze bardziej ich znienawidzi. Leżący na ziemi chłopak się wściekał.

Cholerny geju! Dobrze ci tak, że wybrałeś tę złą ścieżkę, bo masz za mało energii duchowej, by coś zrobić. Uważaj na swoje życie! Wiesz, kto ze mną przyszedł? Dzisiaj…

Choć metoda kultywacji, której używał w przeszłości, była często krytykowana i na dłuższą metę szkodziła zdrowiu, to mogła szybko zostać opanowana. Była wyjątkowo atrakcyjna ze względu na brak ograniczeń w kwestii siły duchowej czy talentu, więc zawsze znalazł się ktoś, kto praktykował ją w sekrecie, by znaleźć drogę na skróty. Chłopak założył, że po wygnaniu z sekty LanlingJin, Mo XuanYu wybrał nikczemną ścieżkę, co było racjonalnym wnioskiem do wysnucia i ratowało Wei WuXiana przed wieloma problemami.

Chłopak odpychał się od ziemi, ale nie był w stanie się podnieść nawet po kilku próbach. Był czerwony na twarzy.

Jeśli nie przestaniesz, to powiem mojemu wujowi, co skończy się twoją śmiercią! – Zacisnął zęby.

Dlaczego wujowi a nie ojcu? Kim jest twój wuj? – zastanawiał się Wei WuXian.

Z tyłu nagle dobiegł ich głos będący połączeniem goryczy i mrożącego chłodu.

Ja jestem jego wujem. Jakieś ostatnie słowa?

Słysząc ten głos, cała krew z ciała Wei WuXiana powędrowała do jego głowy i chwilę później odpłynęła. Całe szczęście, że jego twarz już była pomalowana na biało. Jaśniejszy ton nie zrobił żadnej różnicy. Pewnym krokiem z lasu wyszedł młody mężczyzna w fioletowym stroju. Jego szata poruszała się płynnie, a ręka spoczywała na rękojeści miecza. U jego pasa wisiał złoty dzwonek, choć nie wydawał żadnych dźwięków.

Mężczyzna miał wąskie brwi i migdałowe oczy. Rysy jego twarzy były przystojne w ostry sposób, a oczy skrywały spokojny wigor z drobnym zamiarem ataku, wyglądając jak dwie błyskawice. Stanął dziesięć kroków od Wei WuXiana, a jego mina przypominała strzałę na naciągniętej cięciwie, gotową do wystrzelenia w każdej chwili. Nawet jego postawa emitowała aurę arogancji i zbyt dużej pewności siebie. Zmarszczył brwi.

Jin Ling, dlaczego tak zwlekasz? Naprawdę potrzebujesz, bym po ciebie przyszedł? Spójrz, w jak okropnej znajdujesz się sytuacji i wstań!

Po początkowym osłupieniu Wei WuXian uświadomił sobie, co się dzieje. Zgiął palec zakryty rękawem i rozkazał wycofać się skrawkowi papieru. Jin Ling natychmiast poczuł, jak ciężar znika z jego pleców. Podniósł się na nogi, jednocześnie unosząc miecz. Podszedł bliżej Jiang Chenga i wskazał oskarżająco na Wei WuXiana.

Połamię ci nogi!

Kiedy siostrzeniec i wuj stanęli obok siebie, wyraźnie było widać ich bliskie podobieństwo. Mogliby nawet ujść za braci. Jiang Cheng poruszył palcem, a papierowa postać szybko poleciała do jego dłoni. Po krótkim rzucie okiem wrogość pojawiła się na jego twarzy. Zacisnął palce, a papier się zapalił, spopielając się do wtóru wrzasków mrocznych duchów.

Złamać mu nogi? Jeśli zobaczysz tak złą praktykę, zabij kultywatora i nakarm nim swoje psy! – powiedział ponuro Jiang Cheng.

Wei WuXian nie mógł nawet spróbować złapać swojego osła, wycofując się w szybkim tempie. Myślał, że po tylu latach nienawiść Jiang Chenga wobec niego wyparowała. A ona nie tylko nie wyparowała, ale także się spotęgowała, jak słój wiekowego alkoholu. Obecnie jego nienawiść uwzględniała także osoby, które kultywowały jak on!

Ze wsparciem wuja ataki Jin Linga stały się bardziej agresywne. Wei WuXian wsunął dwa palce do sakiewki, mając zamiar coś z niej wyjąć, kiedy błękitna poświata miecza chlasnęła jak błyskawica. Zderzyła się z ostrzem Jin Linga, natychmiast niszcząc jego potężny złoty blask.

To nie zależało od jakości mieczy, ale raczej od ogromnej różnicy sił szermierzy. Wei WuXian pierwotnie czekał na odpowiedni moment, ale jego ruch został przerwany przez poświatę, sprawiając, że się potknął. Upadł na ziemię, twarzą prosto w śnieżnobiałe buty. Po chwili powoli uniósł głowę.

W pierwszej kolejności zobaczył długie i wąskie ostrze, krystalicznie przezroczyste, jakby zostało wykute z lodu.

To jeden z bardziej znanych mieczy w świecie kultywacji. Wei WuXian wiele razy doświadczył jego siły, włączając w to walki razem z nim i przeciw niemu. Rękojeść została wykuta z czystego srebra, które zostało wzmocnione sekretnymi technikami. Ostrze było niezwykle cienkie, prawie przejrzyste, wydając z siebie chłodne oddechy lodu i śniegu, jednak potrafiło przeciąć żelazo jak masło. Dlatego, choć wyglądało na bardzo lekkie, jakby mogło w każdej chwili odlecieć, tak naprawdę było niezwykle ciężkie i zwykła osoba nie mogła go nawet dobyć.

Nazywał się Bichen2.

Ostrze zostało odwrócone i ze szczęknięciem z powrotem włożone do pochwy. Jednocześnie z oddali rozbrzmiał głos Jiang Chenga:

A ja się zastanawiałem, kto to jest. Więc to ty, drugi mistrzu Lan.

Para białych butów wyminęła Wei WuXiana i spokojnie zrobiła trzy kroki do przodu. Leżący na ziemi mężczyzna uniósł głowę i wstał. Kiedy wymijał Lana, to lekko otarł się o jego ramię i na chwilę nawiązał kontakt wzrokowy, udając, że to nie było zamierzone.

Lan WangJi miał aurę gładkiego światła księżyca. Siedmiostrunowy guqin, który niósł na plecach, był węższy od innych instrumentów tego typu. Był czarny, zrobiony z drewna o ciepłym kolorze. Mężczyzna na czole miał przewiązaną wstążkę z wyhaftowanym motywem chmur. Jego skóra była porcelanowo jasna, a rysy twarzy jednocześnie eleganckie i wyrafinowane, jakby był kawałkiem wypolerowanego jadeitu. Miał wyjątkowo jasne oczy, wyglądające jakby zostały zrobione z barwionego szła, sprawiając, że jego spojrzenie wydawało się wyjątkowo odległe. Śnieg i lód gościły na jego poważnym wyrazie twarzy, który nie zmienił się nawet na widok prześmiesznie wyglądającego Wei WuXiana.

Nie znajdowała się na nim ani odrobina kurzu i wszystko było idealnie wyprasowanie od stóp do głów. Nie dało się znaleźć jakiegokolwiek problemu z jego wyglądem. Pomimo tego dwa słowa zapisane wielkimi literami pojawiły się w głowie Wei WuXiana.

Ciuchy żałobne!

Naprawdę żałobne. Choć wszystkie sekty używały ekstrawaganckich słów do opisania strojów GusuLan jako najpiękniejszych, a Lana WangJi jako przystojniaka, który nie miał sobie równych, a drugi taki pojawiał się na świecie raz na ruski rok, to nic nie pomogło na jego zgorszony wyraz twarzy, przez który wyglądał jakby zmarła mu żona.

Gdy rok jest nieszczęśliwy, to na swojej ścieżce zawsze spotkasz wroga. Dobre wieści podróżują same, ale po ich piętach depcze nieszczęście… Stąd ta sytuacja.

Lan WangJi stał cicho, patrząc się przed siebie i stojąc bez ruchu przed Jiang Chengiem. Lider sekty YunmengJiang był wyjątkowo przystojny, ale kiedy stali twarzą w twarz, to wydawał się o kilka stopni gorszy.

HanGuang-Jun, jesteś wierny swojej reputacji tego, który „jest tam, gdzie chaos”. Więc miałeś dzisiaj czas przyjść na to pustkowie? – powiedział Jiang Cheng, unosząc brew.

Silni kultywatorzy z prominentnych sekt przeważnie nie zwracali uwagi na zdobycz niskiego poziomu, jednak Lan WangJi był wyjątkiem. Nigdy nie interesował go cel nocnych łowów i nie odmówił uczestnictwa tylko dlatego, że kreatura była niewystarczająco groźna, by zwiększyć jego sławę. Jeśli ktoś potrzebował pomocy, to on przybywał jej udzielić. Był taki od małego. „Jest tam, gdzie chaos” to łatka, którą ludzie przypięli mu za jego nocne łowy i w ramach pochwały jego moralnego charakteru. Jednak Jiang Cheng nie był zbyt miły i powiedział to sarkastycznym tonem. Adepci, który podążali za Lanem WangJi, nie czuli się z tego powodu zbyt komfortowo.

Czy lider sekty Jiang także tutaj nie jest? – powiedział szczerze Lan JingYi.

Tsk, naprawdę myślisz, że powinieneś się wtrącać, kiedy rozmawiają twoi seniorzy? Sekta GusuLan zawsze była znana z pełnego szacunku obycia. Czy to tak teraz uczycie swoich uczniów? – odparł ponuro Jiang Cheng.

Wydawało się, że Lan WangJi nie chce wdawać się w rozmowę, więc spojrzał tylko znacząco na Lana SiZhui. Ten zrozumiał i rozkazał uczniom rozmawiać tylko między sobą. Chwilę później odezwał się do Jin Linga.

Paniczu Jin, nocne łowy zawsze były sprawiedliwymi rywalizacjami pomiędzy różnymi klanami i sektami. Jednak ustawienie sieci na całym zboczu góry Dafan jest przeszkadzaniem innym kultywatorom. Wielu z nich wpadło w twoje sidła. Czy to nie jest przeciwko zasadom nocnych łowów?

Mina Jin Linga była tak samo ponura, jak wyraz twarzy jego wuja.

Co na to poradzę? To ich wina, że wpadli w pułapki. Wszystkie zdejmę, kiedy złapię bestię.

Lan WangJi zmarszczył brwi. Jin Ling miał zamiar znowu przemówić, ale nagle zdał sobie sprawę, że ani nie może otworzyć ust, ani wydać z siebie żadnego dźwięku. Widząc, że wargi jego siostrzeńca były nierozłączne, jakby zostały sklejone, złość pojawiła się na twarzy Jiang Chenga. Niechlujne maniery, które wcześniej okazywał, nagle stały się przeszłością.

Ej, ty o nazwisku Lan! Co to ma znaczyć? Dyscyplina Jin Linga nie jest twoim problemem, więc natychmiast zdejmij zaklęcie!

Zaklęcie ciszy było używane przez sektę GusuLan jako nagana. Wei WuXian wiele się nacierpiał przez tę małą sztuczkę. Choć nie było to niczym skomplikowanym ani tajemniczym, to tylko rodzina Lan mogła zdjąć czar. Jeśli ktoś chciał przemówić na siłę, to albo rozrywał sobie usta do krwi, albo zdzierał gardło na kilka dni. Jedynym rozwiązaniem było siedzenie cicho i zastanawianie się nad swoimi błędami, dopóki nie skończy się kara.

Liderze Jiang, nie ma o co się złościć. Jeśli nie złamie zaklęcia siłą, to samo po trzydziestu minutach zniknie – powiedział Lan SiZhui.

Zanim Jiang Cheng miał szansę nawet otworzyć usta, z lasu wybiegł mężczyzna w fioletowym stroju sekty YunmengJiang.

Liderze sekty! – krzyknął, jednak zawahał się na widok Lana WangJi.

Mów. Niesiesz kolejne złe wieści? – powiedział sarkastycznie Jiang Cheng.

Nie tak dawno niebieski miecz zniszczył zastawione przez ciebie sieci – odpowiedział cicho mężczyzna.

Jiang Cheng łypnął ostro na Lana WangJi, a niezadowolenie odzwierciedliło się na jego twarzy.

Ile zostało zniszczonych?

…Wszystkie… – odparł ostrożnie podwładny.

To ponad czterysta! Jiang Cheng aż kipiał ze złości.

Nie spodziewał się, że ta podróż będzie aż tak nieszczęśliwa. Pierwotnie przyszedł z pomocą Jin Lingowi. Chłopak w tym roku kończył piętnaście lat, osiągając wiek, w którym już dawno powinien był zadebiutować w świecie kultywacyjnym i rywalizować z adeptami innych sekt. Jiang Cheng dokładnie się zastanowił, zanim wybrał górę Dafan na miejsce łowów. Do tego zastawił wszędzie sieci i zagroził kultywatorom z innych sekt, pokazując im możliwe konsekwencje, jeśli się nie wycofają, by Jin Ling bez wysiłku zdobył najwyższą nagrodę.

Choć czterysta sieci kosztowało nie mały majątek, to dla sekty YunmengJiang nie było to wiele. Stracenie tylu było małą sprawą, ale utrata honoru już nie. Przez akcje Lana WangJi Jiang Cheng poczuł w sobie szalony wir złości, który z każdą sekundą się powiększał. Zwęził oczy, jedną ręką gładząc pierścień zdobiący palec jego prawej dłoni.

To niebezpieczny znak.

Każdy wiedział, że ten pierścień był groźną i silną magiczną bronią. Kiedy lider sekty YunmengJiang zaczynał go dotykać, to wiadomo było, że ma zamiar kogoś zabić.


1  W przeszłości malowano dzieciom na czołach cynobrowe znaki, by „przebić się przez ignorancję” w nadziei, że będą się dobrze uczyły.
2  Bichen – dosł. unikać kurzu/pyłu.

Tłumaczenie: Ashi

2 myśli na temat “Mo Dao Zu Shi

Dodaj komentarz

https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wut.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/owo.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/no.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/02.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/09.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/15.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/28.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/23.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/06.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/07.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/19.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif 
 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.