Mo Dao Zu Shi

Minęło tylko kilka dni, a Wei WuXian już zdał sobie sprawę, że mógł podjąć złą decyzję.

Osioł, którego uprowadził, był trudny do zadowolenia.

Choć to tylko osioł, to jadł wyłącznie świeżą i młodą trawkę, na której nadal spoczywały krople rosy. Jeśli koniuszek źdźbła był odrobinę zażółcony, to go nie jadł. Kiedy mijali jakieś gospodarstwo, Wei WuXian ukradł trochę zbożowego siana, by go nakarmić, ale po kilku przeżuciach zwierzę wypluło je z głośnym tfuu. Jeśli nie zjadł wysokiej jakości jedzenia, to nie ruszał się nawet na krok, szybko tracąc cierpliwość i kopiąc naokoło. Mężczyzna kilka razy nawet prawie oberwał z kopyta. Jakby tego było mało, jego rżenie było niezwykle drażliwe dla uszu.

Był bezużyteczny jako wierzchowiec i zwierzak!

Wei WuXian pomyślał o swoim mieczu. Prawdopodobnie został zabrany przez lidera któregoś z prominentnych klanów i wisiał na ścianie jako trofeum, by pokazywać go innym ludziom.

Po kilkunastu minutach szarpaniny z osłem na końcu drogi widoczne było rozległe pole należące do jakiejś wioski. Pod palącym słońcem rósł wielki perełkowiec, który otaczała gęsta i zielona trawa. Obok niego znajdowała się stara studnia z postawionym obok przez rolników czerpakiem, by przechodzący podróżnicy mogli ugasić swoje pragnienie. Osioł natychmiast tam podbiegł i za nic nie dało się go odciągnąć. Wei WuXian zsiadł i klepnął go w zaszczytny zad.

Zdecydowanie musi ci być przeznaczone bogactwo. Ciężej cię zadowolić niż mnie.

Osioł splunął na niego.

W trakcie ich wygłupów z pól wyłoniła się grupa ludzi. Nieśli ze sobą bambusowe kosze, nosili bawełniane ubrania i słomkowe sandały, przez co otaczała ich rustykalna aura mieszkańców wsi. Wśród nich była młoda dziewczyna z okrągłą twarzą, która mogła być uważana z delikatną. Prawdopodobnie z powodu długiej wędrówki w słońcu też chcieli odpocząć w cieniu i napić się trochę wody. Jednak widząc, że do drzewa jest przywiązany dziki osioł, a obok stoi rozczochrany szaleniec w makijażu, niezbyt kwapili się do podejścia.

Wei WuXian zawsze uważał się za uprzejmego względem kobiet, więc się przesunął, robiąc im miejsce, i poszedł szarpać z osłem. Kiedy zdali sobie sprawę, że jest nieszkodliwy, to ich opory zniknęły. Wszyscy byli zlani potem, a ich policzki czerwone od gorąca. Niektórzy się wachlowali, inni czerpali wodę. Dziewczyna usiadła przy studni i uśmiechnęła się do Wei WuXiana, jakby wiedziała, że celowo się odsunął.

Jeden z obecnych mężczyzn trzymał w dłoni kompas. Spojrzał się w dal i pytająco opuścił głowę.

Jesteśmy już u podnóża góry Dafan, więc dlaczego igła się jeszcze nie zaczęła ruszać?

Wzory na igle kompasu wyglądały dziwnie, wskazując na to, że nie był to normalny przyrząd. Nie pokazywał kierunków świata, lecz pozycję nikczemnych istot. Znany był także jako Kompas zła. Wei WuXian zdał sobie sprawę, że to prawdopodobnie biedny klan ze wsi. Poza znanymi i wpływowymi sektami były też mniejsze, które zamykały drzwi na obcych i kultywowały w samotności. Możliwe, że opuścili swoją wioskę, aby znaleźć klan, z którymi byli spokrewnieni lub udać się na nocne łowy.

Mężczyzna w średnim wieku, który dowodził grupą, zawołał ich, by napili się wody i odpowiedział:

Twój kompas może być zepsuty. Później kupię ci nowy. Góra Dafan jest niecałe szesnaście kilometrów stąd, więc nie możemy długo odpoczywać. Zmagaliśmy się przez całą podróż, więc jeśli teraz się zrelaksujemy i zwolnimy, a inni nas przegonią, to nie będzie to tego warte.

Czyli to nocne łowy. Wiele znanych sekt nazywało podróżowanie i pozbywanie się niecnych istot „łowami”. Większość kreatur wychodziła w nocy, stąd nazwa „nocne łowy”. Było niezliczenie wiele sekt i klanów, ale tylko kilka z nich było wybitnych. Jeśli przeciętny klan bez wkładu przodków chciał zyskać sławę i szacunek, to musiał pokazać swoje umiejętności. Będzie traktowany poważnie, tylko jeśli złapie okrutnego potwora albo terroryzującą istotę.

Pierwotnie było to specjalnością Wei WuXiana. Podczas swojej podróży zniszczył sporo grobów, ale znalazł tylko kilka drobnych duchów. Potrzebował duchowego żołnierza, by czynił dla niego zło, więc zdecydował się wybrać na górę Dafan, żeby tam spróbować szczęścia. Jeśli znajdzie jakiegoś dobrego, to go złapie i odpowiednio wykorzysta.

Kiedy grupa ludzi skończyła odpoczywać, to przygotowali się do dalszej podróży. Zanim odeszli, dziewczyna z okrągłą twarzą wyjęła z koszyka na wpół dojrzałe jabłko i mu je podała.

Proszę.

Wei WuXian z szerokim uśmiechem wyciągnął rękę, by je przyjąć, ale osioł otworzył pysk i ugryzł. Mężczyzna szybko wyrwał mu owoc. Jednak wpadł na świetny pomysł, widząc, że tak bardzo go pragnie. Znalazł długi patyk i kawałek żyłki, przywiązał do niego jabłko i zamachał nim przed zwierzęciem. Osioł wyczuł orzeźwiający zapach owocu i chciał go zjeść, goniąc za jabłkiem, które zawsze było o centymetr przed nim. Galopował szybciej od najlepszych koni, które widział w swoim życiu Wei WuXian, zostawiając za sobą tylko kurz.

Bez zatrzymywania się dotarli do góry Dafan przed zmrokiem. Na miejscu zdał sobie sprawę, że fan z Dafan nie było tym, co mu się wydawało1. Góra została tak nazwana, bo wyglądała jak dobroduszny, pucołowaty Budda. Zaś małe miasto u jej podnóża nazwano Stopy Buddy.

Zgromadziło się tam o wiele więcej kultywatorów, niż się spodziewał. Panował rozgardiasz, po ulicach chodzili ludzie z różnych sekt i klanów, w uniformach o różnych wzorach i kolorach, co prawie oślepiało. Z jakiegoś powodu wszyscy mieli strapione miny.

Na środku długiej ulicy zebrała się grupa kultywatorów, rozmawiając poważnym tonem. Najwyraźniej ich opinie znacznie się różniły. Nawet z daleko słychać było ich rozmowę. Na początku wszystko było w porządku, ale nagle się zdenerwowali.

…Myślę, że nie ma w okolicy ani bestii, ani zjaw pożerających duszę. Żaden z Kompasów zła nic nie pokazał.

Skoro nic nie ma, to jak siedem osób straciło dusze? Przecież nie mogli zachorować na to samo. Zresztą nigdy nie słyszałem o takiej chorobie!

Nawet jeśli Kompas zła nic nie pokazuje, to wcale nie znaczy, że w okolicy nic nie ma. Może tylko mniej więcej wskazać odpowiedni kierunek bez żadnych konkretów, więc nie powinniśmy mu w pełni ufać. Może jest tu coś, co ingeruje w jego działanie.

Pamiętasz, kto go stworzył? Jeszcze nie słyszałem, by cokolwiek miało na niego jakiś wpływ.

Co masz na myśli? Sugerujesz coś tym swoim tonem? Oczywiście wiem, że stworzył go Wei Ying2, ale to nie tak, że jego twory są idealne. Nie możemy nawet wątpić?

Nie powiedziałem, że nie możesz w niego wątpić, ani że jego wynalazki są idealne, więc dlaczego mnie oskarżasz?

I tak ich kłótnia popłynęła w inną stronę. Wei WuXian wyminął ich na ośle, chichocząc i się śmiejąc. Nie spodziewał się, że nawet po tylu latach był tematem rozmów kultywatorów. To było tak zwanie “wiele zachodu o Weia”. Gdyby był plebiscyt na najdłużej trwającą popularność w świecie kultywacyjnym, to zwycięzcą byłby niewątpliwie Wei WuXian.

Szczerze mówiąc, tamten facet się nie mylił. Dzisiejsze Kompasy zła były pierwszą wersją, którą zrobił, więc rzeczywiście nie są wystarczająco specyficzne. Był w trakcie usprawniania go, kiedy zniszczono jego melinę, więc wszyscy musieli znieść niedogodność korzystania z nieprecyzyjnej wersji.

Zresztą kreatury, które żywiły się krwią i ludzkim mięsem miały przeważnie niski poziom, jak na przykład żywe trupy. Tylko bardziej dystyngowane potwory i duchy wysokiego poziomu były w stanie jeść i trawić dusze. Ten zjadł siedem na raz, także to normalne, że zebrało się aż tyle sekt w jednym miejscu. Zdobycz nie była błaha, więc nic dziwnego, że Kompasy zła popełniały błędy.

Wei WuXian spiął sznur i zeskoczył z grzbietu osła, podając mu do pyska jabłko, które przez całą drogę wisiało przed nimi.

Jeden gryz. Tylko jeden gryz… Tsk, próbujesz mi odgryźć rękę tym swoim gryzem?

Zjadł kilka kawałków z drugiej strony owocu i wepchnął go z powrotem do paszczy zwierzęcia, zastanawiając się, kiedy upadł tak nisko, by dzielić się z osłem jabłkiem. Nagle ktoś na niego wpadł. Kiedy się odwrócił, to zobaczył dziewczynę, która w ogóle nie zareagowała. Jej oczy były puste, a na jej twarzy widniał uśmiech. Patrzyła się w przestrzeń bez mrugnięcia. Wei WuXian podążył z jej spojrzeniem i zobaczył gęsto zarośnięty szczyt góry Dafan.

Dziewczyna nagle bez słowa zaczęła przed nim tańczyć. Jej taniec był dziki – barbarzyńsko machała ramionami we wszystkie strony. Przyglądał się z entuzjazmem jej występowi, kiedy podbiegła jakaś kobieta, unosząc lekko sukienkę, by się nie potknąć. Objęłą dziewczynę i zapłakała:

A-Yan, wracajmy, wracajmy!

A-Yan odepchnęła ją mocno, ale jej uśmiech nie zbladł, tworząc przerażający rodzaj tkliwości, i znowu zaczęła tańczyć. Kobieta musiała pobiec za nią w dół ulicy, łkając. Stojący z boku handlarz uliczny przemówił:

Okropne. A-Yan z rodziny kowala Zhenga znowu uciekła.

To prawdziwa tragedia dla matki. A-Yan, mąż A-Yan i jej mąż… Wszyscy…

Wei WuXian kręcił się po okolicy, zbierając informacje o dziwnym wydarzeniu z rozmów różnych ludzi.

Na górze Dafan znajdował się cmentarz. Zostali tam pochowani przodkowie większości mieszkańców Stóp Buddy, a czasami znalazło się też miejsce i drewniana plakietka dla niezidentyfikowanego ciała. Kilka miesięcy temu w ciemną i burzową noc, wiatr i deszcz sprawiły, że osunął się kawał ziemi na zboczu – ten, w którym chowano zmarłych. Wiele starych grobów zostało zniszczonych, a kilka trumien wystawionych na powietrze i ugodzonych błyskawicą, przez co ciała i ich drewniane garnitury się przypaliły.

Mieszkańcy Stóp Buddy odczuwali ogromny niepokój. Po kilku rundach modlitw odbudowali cmentarz, zakładając, że wszystko będzie w porządku. Jednak od tamtej pory ludzie zaczęli tracić dusze.

Pierwszy był próżniak. Był biednym nędznikiem, obijającym się i nie pracującym. Kochał wspinać się na górę i łapać ptaki, więc utknął na szczycie podczas osuwiska. Przeraził się na śmierć, ale na szczęście był bezpieczny. Co dziwne, po kilku dniach nagle się ożenił, organizując ekstrawaganckie wesele. Oznajmił, że od tej pory chce być miłosierny i się ustatkować. W noc ślubu upił się w pień i nigdy nie obudził się po położeniu do łóżka. Panna młoda nie otrzymała odpowiedzi, kiedy go nawoływała. Dopiero kiedy go przekręciła, zorientowała się, że ma ponure oczy i zimne ciało. Oddychał, ale poza tym niczym nie różnił się od zmarłego. Po kilku dniach leżenia w łóżku bez jedzenia i picia w końcu go pochowano. Niestety panna młoda została wdową wkrótce po ślubie.

Drugą osobą była A-Yan z rodziny kowala Zhenga. Młoda dziewczyna dopiero co się zaręczyła, kiedy jej narzeczony został zabity przez wilka w trakcie polowania. Po usłyszeniu wieści stała się taka, jak tamten próżniak. Na szczęście po jakimś czasie jej pożerająca duszę choroba sama przeszła. Jednak oszalała, z radością tańcząc wszystkim spotkanym na dworze ludziom.

Trzecią osobą był ojciec A-Yan, kowal Zheng. Do tej pory przytrafiło się to siedmiu osobom. Wei WuXian zastanowił się nad sytuacją i ustalił, że prawdopodobnie była to pożerająca dusze zjawa, a nie bestia.

Choć różniły się tylko jednym słowem, to były całkiem innymi istotami. Zjawa była duchem, a bestia potworem. Uważał za prawdopodobne, że osunięcie zniszczyło antyczny grobowiec, a kiedy błyskawica otworzyła trumnę, to na świat wydostał się spoczywający dotąd duch. Gdyby spojrzał na rodzaj trumny i sprawdził, czy znajdowały się na niej jakieś pieczęcie, to dowiedziałby się, ile w tym prawdy. Jednak mieszkańcy Stóp Buddy już w innym miejscu zakopali zniszczone trumny i na nowo urządzili pochówek zmarłych, więc nie pozostało zbyt wiele dowodów.

By wejść na szczyt trzeba było zacząć wspinać się ścieżką, która zaczynała się w wiosce. Wei WuXian usiadł na ośle i powoli wjechał na wzgórze. Po chwili wyminął ludzi, którzy schodzili z ponurymi minami.

Niektórzy mieli blizny na twarzy i wszyscy na raz rozmawiali. Niebo się ściemniało, więc przestraszyli s na widok przypominającej ducha wisielca osoby. Klnąc na niego, szybko go ominęli. Wei WuXian odwrócił się, myśląc, że może są sfrustrowani, bo zdobycz okazała się za silna. Nie zastanawiał się nad tym zbyt mocno i klepnął osła w zad, zmuszając go do szybszego kłusa.

Tak przypadkiem ominęło go narzekanie grupy, które rozpoczęło się chwilę później.

Jeszcze kogoś takiego nie widziałem!

Czy lider dużej sekty musi walczyć z nami o zjawę pożerającą duszę? Pewnie zabił takich setki, kiedy był dzieckiem.

Nic na to nie poradzimy. To lider sekty. Nawet jeśli zdecydujesz się obrazić jakąś sektę, to nie powinieneś tykać sekty YunmengJiang, a kiedy postanowisz obrazić jakąś osobę, to nigdy nie Jiang Chenga. Po prostu się stąd zbierajmy i nad sobą poużalajmy!


1 Dafan może być odczytane jako „wielki ryż” lub odnosić się do buddyzmu w zależności od użytych tonów.
2 Wei Ying to rodzone imię głównego bohatera. Zarezerwowane jest wyłącznie dla bliskich i użycie go przez innych jest obrazą. Wei WuXian to imię pospolite, które może być używane przez każdego, także nadane przez rodziców po urodzeniu.

Tłumaczenie: Ashi

2 myśli na temat “Mo Dao Zu Shi

Dodaj komentarz

https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wut.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/owo.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/no.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/02.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/09.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/15.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/28.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/23.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/06.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/07.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/19.gif 
https://dracaena.webd.pl/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif 
 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.