Mo Dao Zu Shi

Wei WuXian kupił kilka śmiesznych gadżetów w Caiyi i zabrał je do Zacisza Obłoków, by wszystkimi podzielić się z uczniami z pozostałych sekt. Lan QiRen wybył do Qinghe i przez kilka dni nie było lekcji, więc zapanował kompletny chaos i zabawa, włączając w to nocowanie w pokoju Jiang Chenga i Wei WuXiana. Przez całe noce jedli, pili, siłowali się, robili zakłady i oglądali erotyczne książki z obrazkami. Jednej nocy Wei WuXian przegrał w kości i za karę musiał zakraść się do podnóża góry i kupić Uśmiech Cesarza. Tym razem każdy miał szansę zaspokoić swoje kubki smakowe. Jednak drugiego dnia jeszcze przed świtem ktoś otworzył drzwi, ukazując światu widok uczniów porozwalanych na podłodze i śpiących tak głęboko, jakby byli trupami.

Skrzypnięcie drzwi wybudziło kilka osób. Na widok stojącego w drzwiach z kamienną miną Lana WangJi natychmiast się rozbudzili. Nie HuaiSang wściekle szarpnął Wei WuXianem, który spał na łóżku z głową w nogach.

Bracie Wei, bracie Wei!

Kto? Kto jeszcze chce oberwać?! Jiang Cheng? Dajesz! Uważaj, bo się ciebie boję! – powiedział sennie Wei WuXian po tym, jak został kilka razy szturchnięty.

Jiang Cheng wypił zeszłej nocy za dużo, więc nadal bolała go głowa, kiedy leżał na ziemi z zamkniętymi oczami. Złapał coś, co miał pod ręką i rzucił w stronę, z której dobiegał głos Wei WuXiana.

Zamknij się!

Z szelestem kartek przedmiot wylądował na klatce piersiowej Wei WuXiana. Nie HuaiSang zerknął na niego i odkrył, że Jiang Cheng uderzył chłopaka jego cenną i nigdzie już niedostępną ilustrowaną książką pornograficzną. Kiedy spojrzał w górę i napotkał mroźny wzrok Lana WangJi, to prawie zmarł na miejscu. Wei WuXian wymamrotał kilka zdań, przytulając erotyk do swojej piersi i usnął z powrotem. Lan WangJi wszedł do pokoju, złapał śpiocha za kołnierz, uniósł i wywlekł z pokoju.

Po kilku chwilach bycia wleczonym wreszcie się ocknął.

Lan Zhan, co robisz?

Lan WangJi nic nie powiedział, tylko wlókł go dalej. Wu WuXian bardziej się rozbudził, razem z trupami leżącymi na podłodze, które jeden po drugim odzyskiwały przytomność. Widząc, że Wei WuXian znowu został złapany, Jiang Cheng pobiegł za nimi i zapytał:

Co się dzieje? Co robisz?

Musi. Przyjąć. Swoją. Karę – odpowiedział Lan WangJi, cedząc pojedynczo słowa.

Reakcja Jiang Chenga była spowolniona, bo był zaspany i za dużo wypił, więc dopiero teraz przypomniał sobie o burdelu znajdującym się w pokoju. A jak zorientował się, że zeszłej nocy złamali wiele zasad Zacisza Obłoków, to całkiem zamarł.

Lan WangJi zaciągnął Wei WuXiana na front Sali Przodków sekty Lan. Ośmiu starszych uczniów już tam na nich czekało. Czterech z nich trzymało długie linijki dyscyplinujące zrobione z drzewa sandałowego, w których wyryto wiele kwadratowych znaków. To była bardzo uroczyście wyglądająca scena. Dwóch uczniów podeszło do nich, trzymając mocno Wei WuXiana, który na pół klęczał na ziemi, nie mając szans na wyszarpnięcie się.

Lan Zhan, ukarzesz mnie?

Lan WangJi patrzył na niego zimno, zachowując milczenie.

Nie zaakceptuję tego – powiedział Wei WuXian.

Przybiegli wszyscy, którzy się obudzili, ale nie pozwolono im wejść do sali. Drapali się po głowie, wystraszeni widokiem linijki dyscyplinującej. Jednak wtedy Lan WangJi uniósł rąbek swoich białych ubrań i klęknął obok Wei WuXiana. Na ten widok chłopak zbladł ze strachu. Próbował wstać, ale został powstrzymany przez Lana WangJi, który natychmiast rozkazał:

Uderzajcie!

Wei WuXian otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Powiedział szybko:

Czekaj, czekaj, akceptuję to, akceptuję! Lan Zhan, myliłem się… Ach!

Ich dłonie i nogi otrzymały po sto uderzeń. Nikt nie musiał trzymać Lana WangJi. Jego plecy były proste i przez cały czas utrzymywał odpowiednią pozycję klęczącą. Z drugiej strony Wei WuXian wył i jęczał bez oporu, sprawiając, że wszyscy obserwujący uczniowie wzdrygali się na samo wyobrażenie jego cierpienia. Po fakcie Lan WangJi wstał w ciszy i wyszedł, skłaniając lekko głowę obecnym w sali starszym uczniom. W ogóle nie było po nim widać, że został obity. Wei WuXian był jego totalnym przeciwieństwem. Jęczał przez całą drogę, a Jiang Cheng niósł go na barana.

Bracie Wei, co się stało? – zapytali otaczający ich młodzieńcy. – To zrozumiałe, że Lan Zhan cię ukarał, ale dlaczego jemu też się oberwało?

Przeliczyłem się! To długa historia! – westchnął Wei WuXian, opierając się na plecach Jiang Chenga.

Przestań chrzanić! Co znowu zrobiłeś?! – powiedział Jiang Cheng.

Nic takiego! Czy zeszłej nocy nie przegrałem gry w kości i nie poszedłem po Uśmiech Cesarza?

…Nie mów, że znowu na niego wpadłeś.

Dokładnie. Kto wie, co jest nie tak z moim szczęściem. Kiedy niosłem tutaj Uśmiech Cesarza, to znowu mnie zatrzymał. Zaczynam myśleć, że codziennie mnie obserwuje.

Nie każdy ma tyle wolnego czasu. Co wydarzyło się później?

Przywitałem się z nim. Powiedziałem „Lan Zhan, cóż za zbieg okoliczności, to znowu ty!”. Oczywiście jak zwykle mnie zignorował, po czym zaatakował bez słowa. Zapytałem „Ej, jaki to ma sens?”. Odpowiedział, że kiedy przyjezdny uczeń tak często łamie zasady, musi pójść do Sali Przodków, by otrzymać karę. Odrzekłem mu na to „Tylko my tu jesteśmy. Jeśli nic nie powiesz i ja też nie, to nikt nie będzie o tym wiedział, prawda? Obiecuję, że to ostatni raz. Jesteśmy sobie już tak bliscy, więc czy nie mógłbyś wyświadczyć mi drobnej przysługi?”.

Wszyscy wyglądali, jakby dłużej nie mogli już tego słuchać.

Ostatecznie z ponurą miną powiedział, że nie jesteśmy sobie bliscy, złapał za miecz i mnie zaatakował. Olał nasza przyjaźń, więc mogłem tylko postawić Uśmiech Cesarza na ziemi i odeprzeć jego natarcie. Jego ataki były szybkie i tak uparcie mnie gonił, że nie mogłem go zgubić! W końcu wkurzyła mnie jego nagonka i zapytałem „Naprawdę nie odpuścisz? Naprawdę?!”. Ale i tak powiedział „Przyjmij swoją karę”.

Słuchający historii poczuli dreszczyk emocji, a Wei WuXian wyraźnie się z tego cieszył. Zapomniał, że siedzi na plecach Jiang Chenga i z impetem uderzył go w ramię.

Powiedziałem „dobra!”. Wtedy przestałem unikać jego ciosów, rzuciłem się na niego i zrzuciłem nas za mury Zacisza Obłoków!

I tak obaj wylądowaliśmy poza terytorium Zacisza! To był tak zły upadek, że aż zobaczyłem mroczki przed oczami.

Nie wyrwał Ci się? – Nie HuaiSang był zszokowany.

Och, próbował. Ale zakleszczyłem się nogami i ramionami, więc nie mógł się wyrwać, a potem nawet podnieść. Był sztywny jak decha. Powiedziałem „I co teraz, Lan Zhan? Też jesteś poza Zaciszem Obłoków. Obaj złamaliśmy zasady, więc nie możesz karać innych, a sobie pobłażać. Równe traktowanie! Co ty na to?” – powiedział z entuzjazmem Wei WuXian. – Kiedy wstał, to naprawdę wyglądał, jakby nie był w dobrym nastroju. Usiadłem obok niego i powiedziałem, żeby się nie martwił, bo nikomu nie powiem i wiedzieliśmy o tym tylko my, niebo i ziemia. Odszedł wtedy bez słowa. Kto by pomyślał, że odwali coś takiego z samego rana… Jiang Cheng idź wolniej. Zaraz mnie zrzucisz.

Jiang Cheng nie tylko chciał go zrzucić, ale także zrobić jego głową parę wgłębień w ziemi.

Czy zwykłe niesienie cię nie jest zgodne z twoimi standardami?!

Nigdy nie prosiłem, byś mnie niósł.

Jiang Cheng był wściekły.

Gdybym cię nie niósł, to pewnie cały dzień poniewierałbyś się po podłodze ich Sali Przodków! Nie mam aż tyle honoru do stracenia! Lan WangJi został wychłostany pięćdziesiąt razy więcej od ciebie, a wyszedł o własnych siłach. A ty masz czelność udawać, że zostałeś inwalidą! Nie chcę już cię nieść. Złaź natychmiast!

Nie, jestem ranny.

Grupa żartowała, idąc wąską ścieżką wyłożoną białymi kamieniami. Wpadli prosto w osobę ubraną w białe szaty, która trzymała książkę. Lan XiChen zatrzymał się i uśmiechnął.

Co się tutaj dzieje?

Jiang Cheng czuł się bardzo niezręcznie i nie wiedział, jak odpowiedzieć.

Bracie XiChen, brat Wei został ukarany ponad stoma uderzeniami linijki dyscyplinującej. Czy są jakieś lekarstwa?! – powiedział szybko Nie HuaiSang.

Osobą odpowiedzialną za kary w Zaciszu Obłoków był Lan WangJi. Lan XiChen natychmiast do nich podszedł, słysząc obolałe jęki Wei WuXiana dobiegające spośród otaczającej go grupy ludzi. Wyglądało, jakby sprawa była poważna.

WangJi to zrobił? Czy panicz Wei nadal może chodzić? Co takiego się wydarzyło?

Oczywiście Jiang Cheng nie śmiał powiedzieć, że to z winy Wei WuXiana. W końcu to oni namawiali go, by kupił alkohol, więc każdy z nich powinien zostać ukarany.

To w porządku, to nic poważnego! Może iść o własnych siłach. Wei WuXian, dlaczego jeszcze nie zlazłeś?! – powiedział w niejasny sposób Jiang Cheng.

Nie mogę chodzić – powiedział Wei WuXian. Uniósł dłonie, które były spuchnięte jak baniaki i wyżalił się Lan XiChenowi: – ZeWu-Jun, twój brat jest taki okrutny.

Lan XiChen uważnie przyjrzał się jego rękom.

Tak, ta kara rzeczywiście była dość poważna. Możliwe, że opuchlizna zejdzie dopiero po trzech lub czterech dniach.

Jiang Cheng nie wiedział, że to było aż tak poważne. Oznajmił głośno:

Co? Po trzech lub czterech dniach? Jego nogi i plecy też zostały obite. Jak Lan WangJi mógł to zrobić?!

Wbrew sobie ostatnie zdanie wymówił z ogromną dawką goryczy w głosie i zdał sobie z tego sprawę, dopiero kiedy Wei WuXian po kryjomu go trzepnął. Jednak Lan XiChenowi wcale to nie przeszkadzało.

Jednak nie jest to wystarczająco poważne, by potrzebować leków. Paniczu Wei, powiem ci, co zrobić, by twoje rany zagoiły się w kilka godzin.

***

Noc w zimnym źródle Zacisza Obłoków. Oczy Lana WangJi były zamknięte, kiedy relaksował się w lodowatej wodzie. Nagle obok jego ucha rozległ się głos:

Lan Zhan.

Oczy Lana WangJi natychmiast się otworzyły. Nie przesłyszał się – na niebieskich kamieniach obok zimnego źródła leżał na brzuchu Wei WuXian, przechylając głowę w bok i uśmiechając się do niego.

Jak tu wlazłeś?! – wypalił Lan WangJi.

ZeWu-Jun powiedział, żebym tu przyszedł – powiedział Wei WuXian, wstając powoli i rozwiązując pas.

Co robisz?

Wei WuXian zrzucił buty, rozrzucając wszędzie swoje ubrania.

Już się rozebrałem, więc jak myślisz, po co tu jestem? Słyszałem, że zimne źródło twojej sekty przyspiesza gojenie ran i pomaga w kultywacji. Twój brat powiedział, żebym tu przyszedł i się z tobą wykąpał. Ale to naprawdę nieuprzejme z twojej strony, że przyszedłeś tu beze mnie, by ukoić swoje bóle. Ach! Ale zimno. Brr…

Wskoczył do wody, turlając się z powodu lodowatej temperatury. Lan WangJi szybko odsunął się od niego kilka metrów.

Przyszedłem tu w celach kultywacyjnych, nie by koić bóle… Nie rzucaj się tak!

Ale jest zimno, tak bardzo zimno…

Tym razem nie miał zamiaru sprawiać problemów. To prawda, że większość ludzi nie była w stanie przyzwyczaić się w tak krótkim czasie do zimnego źródła sekty GusuLan, czując się, jakby ich ciała mogły zamarznąć, gdyby choć chwilę dłużej pozostali w bezruchu. Więc mógł tylko podskakiwać, chcąc się odrobinę rozgrzać. Lan WangJi pierwotnie medytował w spokoju, ale kiedy Wei WuXian wskoczył do środka, to na jego twarz chlusnęło trochę wody. Kilka kropli spłynęło po jego długich rzęsach i czarnych jak atrament włosach. Nie był w stanie tego dłużej znieść.

Nie ruszaj się!

Mówiąc to, wyciągnął rękę i położył ją na ramieniu chłopaka. Wei WuXian natychmiast poczuł falę ciepła rozchodzącą się z miejsca, w którym łączyły się ich ciała. Poczuł się lepiej i nie mógł powstrzymać przed przysunięciem bliżej. Lan WangJi natychmiast wyczuł zagrożenie.

Co?

Nic. Po prostu twoja strona wydaje się cieplejsza – odpowiedział niewinnym tonem Wei WuXian.

Wcale nie – oznajmił surowo Lan WangJi, pewnie trzymając go ręką z daleka od siebie.

Wei WuXian chciał się do niego zbliżyć, bo tak byłoby mu łatwiej go zachwalać. Choć nie mógł podejść i był olewany, to wcale go to nie zezłościło. Zerknął na dłonie i ramiona Lana WangJi, widząc, że siniaki nie zniknęły, więc naprawdę nie był tu dla uzdrawiających właściwości źródła.

Lan Zhan, tak bardzo cię podziwiam. Naprawdę ukarałeś także siebie, traktując nas na równi. Nie mam nic więcej do powiedzenia – powiedział szczerze Wei WuXian, a Lan WangJi bez słowa zamknął oczy. – Nigdy nie spotkałem nikogo tak pruderyjnego i poważnego jak ty. Ja bym tak nie potrafił. Jesteś taki fajny.

Lan WangJi nadal nie zwracał na niego uwagi.

Kiedy Wei WuXianowi przestało być zimno, to zaczął pływać wokół. Pływał dość długo, ale wkrótce zbliżył się do Lana WangJi.

Lan Zhan, nie zauważyłeś, co próbowałem zrobić, kiedy rozmawialiśmy?

Nie.

Nawet tego nie wiesz? Prawiłem ci komplementy, próbując rozluźnić atmosferę.

Co chcesz zrobić? – Lan WangJi zerknął na niego.

Lan Zhan, dlaczego nie zostaniemy przyjaciółmi? Jesteśmy sobie już tacy bliscy.

Nie jesteśmy.

Wei WuXian plasnął dłonią w taflę wody.

Znowu robisz się nudny. Serio. Zaprzyjaźnienie się ze mną przyniesie ci wiele dobrego.

Na przykład?

Wei WuXian podpłynął do brzegu źródła i podparł się ramionami o niebieskie kamienie.

Jestem lojalny względem przyjaciół. Na przykład na pewno pozwoliłbym ci jako pierwszemu zobaczyć nowe książki porno, które zdobędę… Ej, ej, wracaj! To w porządku, jeśli ich nie zobaczysz. Byłeś w Yunmeng? Yunmeng jest super. Jedzenie też mamy dobre. Nie wiem, czy to problem Gusu, czy tylko Zacisza Obłoków, ale jedzenie w twojej sekcie jest okropne. Jeśli przyjedziesz do Przystani Lotosów, to możesz zjeść wiele pysznych potraw. Możemy pójść zbierać nasiona lotosów i orzechy wodne. Lan Zhan, chcesz przyjechać?

Nie.

Nie odpowiadaj na wszystko negatywnie. Brzmisz tak obojętnie, dziewczynom się to nie spodoba. Słuchaj, dziewczyny w Yunmeng są bardzo ładne i to w inny sposób niż te z Gusu. – Puścił mu oczko w dumny sposób. – Na pewno nie chcesz pojechać?

Lan WangJi się zawahał.

Nie… – odpowiedział po chwili.

Odrzucasz mnie bez okazania mi żadnego szacunku. Nie boisz się, że wezmę twoje ubrania, kiedy będę szedł?

Odejdź!

***

Kiedy Lan QiRen opuścił Qinghe i wrócił do Gusu, to nie wysłał Wei WuXiana ponownie do pawilonu bibliotecznego, by ten kopiował zasady, ale po prostu go przy wszystkich zbeształ. Pomijając wplecione w przemowę cytaty z antycznych tekstów, powiedział, że nigdy nie spotkał kogoś tak niesfornego i bezwstydnego, więc niech jak najszybciej się stąd wynosi. Poprosił go też, by nie zbliżał się do pozostałych uczniów, a szczególnie powstrzymał się przed skalaniem jego ulubieńca – Lana WangJi.

Wei WuXian tylko się przez cały czas uśmiechał, nie czując ani wstydu, ani złości.

Nie sądzisz, że na to już za późno? Kazał mi się wynosić, kiedy już skalałem jego osobę. Jest zbyt późno! – powiedział do Jiang Chenga, kiedy staruszek skończył wywód.

Wodna otchłań z miasta Caiyi spowodowała wiele problemów sekcie GusuLan. Nie dało się jej całkowicie zniszczyć, ani nawet przegonić jak to zrobili Wenowie. Lider sekty przez większość czasu był w odosobnionej medytacji, więc Lan QiRen poświęcał tej sprawie całą swoją energię. Prowadzone przez niego lekcje stawały się coraz krótsze, więc Wei WuXian spędzał coraz więcej czasu w górach z przyjaciółmi.

Dzisiaj także planowali gdzieś się wybrać. Mijając pawilon biblioteczny, Wei WuXian zerknął poprzez zasłonę z gałęzi magnolii i zobaczył siedzącego samotnie Lana WangJi.

Patrzy się na nas? To dziwne. Nie zrobiliśmy wiele hałasu, więc dlaczego nadal tak na nas patrzy? – powiedział zaskoczonym tonem Nie HuaiSang.

Pewnie próbuje znaleźć z nami jakiś problem – odpowiedział Wei WuXian.

Nieprawda. Nie „z nami”, ale „ze mną”. Patrzy się chyba tylko na ciebie – przerwał mu Jiang Cheng.

Heh, no to niech poczeka. Zajmę się nim po powrocie.

Czy nie uważasz go za nudnego? Więc powinieneś przestać się z nim droczyć. To jak wyrywanie wąsów tygrysowi. Przestań szukać guza.

Nie. To wyjątkowo dobra zabawa właśnie dlatego, że żywa osoba może być aż tak nudna.

Wrócili do Zacisza Obłoków dopiero koło południa. Lan WangJi siedział przy biurku i porządkował arkusze papieru, na których wcześniej pisał, kiedy jego uszu dobiegło od strony okna skrzypnięcie. Podniósł wzrok i zobaczył, jak ktoś wskakuje do środka. Wei WuXian wspiął się po rosnącym obok drzewie magnolii, a na jego twarzy znajdował się szeroki uśmiech.

Lan Zhan, wróciłem! Tęskniłeś za mną? Hę? Nie przepisywałem tu tekstów już od kilku dni.

Lan WangJi wyglądał jak stary, medytujący mnich, uważający wszystko za nic. Bez wyrazu sortował stos książek. Wei WuXian specjalnie źle zinterpretował jego milczenie.

Wiem, nie musisz mówić, że za mną tęskniłeś. Inaczej byś nie patrzył na mnie wcześniej przez okno.

Chłopak natychmiast łypnął na niego wzrokiem pełnym cichego oskarżenia. Wei WuXian usiadł na parapecie.

No patrzcie, po kilku zdaniach się obruszyłeś. Zbyt łatwo cię podejść. W ten sposób nie będziesz w stanie zachować zimnej krwi.

Odejdź.

Wypchniesz mnie przez okno, jeśli nie odejdę?

Patrząc na minę Lana WangJi, Wei WuXian przypuszczał, że jeśli powie jeszcze jedno zdanie, to chłopak naprawdę straci nad sobą panowanie i natychmiast przyszpili go do parapetu.

Nie bądź taki straszny! Przyniosłem ci prezent w ramach przeprosin.

Nie – odmówił bez zastanowienia Lan WangJi.

Na pewno? – dopytał Wei WuXian. Widząc ostrożne spojrzenie Lana WangJi, szybko wyjął z rękawów dwa króliki, jakby pokazywał magiczną sztuczkę. Trzymał je za uszy, ale wyglądało, jakby miał w rękach dwie okrągłe i puszyste śnieżki. Te śnieżki nawet wymachiwały nogami. Uniósł je na wysokość oczu. – Tutaj jest naprawdę bardzo dziwnie. Nie ma żadnych bażantów, ale jest mnóstwo dzikich królików. Nawet nie boją się ludzi. Co o tym myślisz? Czyż nie są grube? Chcesz je?

Lan WangJi patrzył się na niego obojętnie.

Dobra, jeśli ich nie chcesz, to dam je komuś innemu. W końcu karmicie nas mało aromatycznym jedzeniem.

Czekaj – powiedział Lan WangJi, słysząc ostatnie zdanie.

Przecież nigdzie nie idę.

Komu chcesz je dać?

Komuś, kto jest dobry w pieczeniu królików.

Zabijanie jest zabronione w Zaciszu Obłoków. To trzecia zasada na ścianie.

Jasne. No to wyjdę poza teren, zabiję je i przyniosę z powrotem, by je upiec. I tak ich nie chcesz, więc co cię to interesuje?

Daj. Mi. Je – wycedził słowo po słowie Lan WangJi.

Teraz je chcesz? Zawsze taki jesteś. – Wei WuXian uśmiechnął się, siedząc dalej na parapecie.

Oba króliki były tłuściutkie i okrągłe, wyglądające jak dwie kulki zrobione z puszystych śnieżynek. Jeden miał kaprawe oczy i leżał na brzuchu, nie ruszając się od dawna. Przygryzał sałatę, poruszając powoli różowym pyszczkiem. Drugi wydawał się pasikonikiem, bo ciągle podskakiwał. Bawił się ze swoim towarzyszem, wiercąc się i podskakując. Wei WuXian rzucił mu kilka świeżych liści sałaty i nagle zawołał:

Lan Zhan, Lan Zhan!

Pełen energii królik stanął na kamieniu z tuszem i zostawił na biurku szereg czarnych śladów łapek. Lan WangJi nie wiedział, co zrobić, trzymając kawałek papieru i zastanawiając się, jak to wytrzeć. Nie chciał poświęcać uwagi Wei WuXianowi, ale słysząc jego przesadzony ton głosu, pomyślał, że może coś się wydarzyło.

Co?

Spójrz, jak jeden siedzi na drugim… Czy one…?

Oba są samcami!

Samcami? Jak dziwnie. – Wei WuXian podniósł je za uszy, sprawdził i potwierdził. – Rzeczywiście. Cóż, nawet nie skończyłem zdania, więc dlaczego tak zareagowałeś? O czym sobie pomyślałeś? W końcu to ja je złapałem i nie zauważyłem, jakiej są płci, a ty nawet spojrzałeś na ich…

Lan WangJi w końcu wyrzucił go z pawilonu bibliotecznego.

Hahahahahahahahaha! – śmiał się Wei WuXian, spadając.

Lan WangJi z trzaskiem zamknął okno i wrócił do biurka. Na widok rozrzuconej sterty papieru ryżowego, odbić łapek na ziemi i dwóch królików, które turlały się po podłodze i jadły sałatę, zamknął oczy i zasłonił uszy.

Wiązki drżących gałęzi magnolii zostały zamknięte na zewnątrz. Jednak pomimo starań nie potrafił zamknąć żywego i niepowstrzymanego śmiechu Wei WuXiana.

Następnego dnia Lan WangJi przestał przychodzić z nimi na lekcje.

Wei WuXian trzykrotnie zmieniał miejsce. Pierwotnie siedział obok Jiang Chenga, ale ten uważał na lekcjach, więc zajął ławkę w pierwszym rzędzie, by sekta YunmengJiang dobrze wypadła. Ta lokalizacja była zbyt rzucająca się w oczy i nie mógł się tam wygłupiać, więc porzucił Jiang Chenga i usiadł za Lanem WangJi. Kiedy nauczał ich Lan QiRen, to jego ulubiony uczeń siedział prosto, jakby był żelazną ścianą. Dzięki temu Wei WuXian spał na blacie jak kłoda albo coś sobie bazgrał. Pomijając to, że Lan WangJi czasami blokował kulki papieru, którymi rzucał w innych, to było idealne miejsce. Jednak wkrótce Lan QiRen się zorientował i kazał im się zamienić. Od tamtej pory, kiedy postawa Wei WuXiana robiła się choć odrobinę niechlujna, czuł na swoich plecach ostre, chłodne spojrzenie. Lan QiRen także na niego łypał. Bycie monitorowanym przez starego i młodego przez cały czas było niezwykle niekomfortowe. A do tego po sprawie z pornografią i królikami staruch uważał go za miskę pełną czarnej farby i obawiał się, że jego ulubiony uczeń zostanie nią splamiony, dlatego kazał Lanowi WangJi przestać uczęszczać na lekcje. I tak Wei WuXian wylądował na swoim starym miejscu, co zapoczątkowało pół miesiąca spokoju.

Niestety dla niego dobre rzeczy nie trwały wiecznie.

W Zaciszu Obłoków mieścił się długi mur. Co siedem kroków znajdował się w nim otwór z wyszukanymi wzorami. Każdy z nich przedstawiał co innego – granie na instrumencie pośród górskich szczytów, latanie na mieczu, walczenie z bestiami i potworami. Lan QiRen wytłumaczył, że każdy relief przedstawiał życia przodków sekty GusuLan. Najstarsze i najbardziej znane wyżłobienia opowiadały historię jej założyciela, Lan Ana.

Lan An urodził się w świątyni. Dorastał, wysłuchując intonacji sutr i z tego powodu już w młodym wieku został znanym mnichem. Mając dwadzieścia lat przyjął nazwisko „Lan” ze słowa „qielan1” i powrócił do zwykłego życia, zostając muzykiem. Podczas kultywacji spotkał „przeznaczoną” sobie osobę, której szukał w Gusu i został jej partnerem kultywacyjnym, zakładając sektę Lan. Po śmierci partnerki powrócił do świątyni i tam zakończył swój żywot. Cztery reliefy przedstawiały „qielan”, „xiyue2”, „daolu3” i „guji4”.

Przez kilka ostatnich dni lekcje rzadko pokrywały tak interesujące tematy. Choć Lan QiRen opowiadał wszystko wprowadzając nudne osie czasu, to Wei WuXian choć raz wchłonął tę wiedzę. Po lekcji zaśmiał się głośno.

Więc założyciel sekty Lan był mnichem… Wcale mnie to nie dziwi! Wrócił do świata śmiertelników, by spotkać jedną osobę, a po jej śmierci odszedł razem z nią, nic po sobie nie pozostawiając na Ziemi. Ale dlaczego ktoś taki ma tak nieromantycznych potomków?

Nikt nie spodziewał się, że sekta znana ze swojej ortodoksyjności będzie miała takiego założyciela, więc zaczęli to między sobą omawiać. Rozmowa szybko przeskoczyła na temat „partnerów kultywacyjnych”. Wszyscy opisywali upragnione partnerki, oceniając znane dziewczyny z różnych sekt. W pewnym momencie ktoś zapytał:

Bracie ZiXuan, którą dziewczynę uważasz za najlepszą?

Jak tylko Wei WuXian i Jiang Cheng to usłyszeli, od razu spojrzeli w stronę siedzącego z przodu chłopaka.

Miał dumne i przystojne rysy twarzy, a jego czoło przyozdabiał cynobrowy znak. Na kołnierzu, mankietach i pasie miał wyhaftowaną białą peonię zwaną Iskrami pośród śniegu. To panicz wysłany do Gusu przez sektę LanlingJin – Jin ZiXuan.

Lepiej nie pytaj o to brata ZiXuana. Już ma narzeczoną, więc na pewno powie, że ona – powiedziała inna osoba.

Usta Jin ZiXuana zadrżały, słysząc słowo „narzeczona”, pokazując oznaki niezadowolenia. Uczeń, który zadał pytanie, nie był tego świadomy i mówił dalej:

Naprawdę? Z której jest sekty? Musi być niezwykle utalentowana!

Zapomnij o tym. – Jin ZiXuan uniósł brew.

Jak to „zapomnij o tym”? – zapytał nagle Wei WuXian.

Wszyscy obecni spojrzeli na niego zaskoczeni. Przeważnie cały czas się uśmiechał. Nigdy się nie złościł, nawet gdy go besztano lub karano. Jednak obecnie na jego twarzy wyraźnie było widać wrogość. Jiang Cheng także nie zwrócił mu uwagi, że niepotrzebnie robi zamieszanie, jak to zwykle robił. Po prostu siedział za nim z pochmurną miną.

A co, czy to zbyt trudne do zrozumienia? – powiedział Jin ZiXuan arogancko.

Wei WuXian uśmiechnął się sardonicznie.

To wcale nie jest trudne to zrozumienia. Za to ciężko mi zrozumieć, co ci się nie podoba w mojej siostrze.

Wszyscy zaczęli między sobą szeptać. Dopiero po tej wymianie zrozumieli, że przypadkiem zruszyli gniazdo szerszeni – tak się złożyło, że narzeczoną Jin ZiXuana była Jiang YanLi z sekty YunmengJiang.

Jiang YanLi to najstarsze dziecko Jianga FengMiana, a także starsza siostra Jiang Chenga. Jej osobowość była łagodna, niczym się nie wyróżniała; jej głos był gładki, nie było w nim nic do zapamiętania. Wyglądała przeciętnie, żadnymi talentami też nie mogła się pochwalić. Nic dziwnego, że na tle dziewcząt z innych sekt nie wypadała najlepiej. Z drugiej strony jej narzeczony był totalnym przeciwieństwem. To jedyny oficjalny syn Jin GuangShana, nadzwyczajnie przystojny i utalentowany. To prawda, że nie byli najlepiej do siebie dopasowani. Jiang YanLi została zaręczona z kimś takim tylko dlatego, że jej matka wywodziła się z sekty MeishanYu, która była w przyjacielskich stosunkach z sektą matki Jin ZiXuana. Te dwie damy dorastały razem i zawarły bliską przyjaźń.

Klan Jin był dumny, a Jin ZiXuan w pełni to odziedziczył. Ze swoimi wysokimi standardami od dawna był niezadowolony z tych zaręczyn. Nie tylko nie podobała mu się kandydatka, ale też to, że jego matka sama za niego zdecydowała. Z tego powodu w jego sercu narósł bunt, który dzisiaj wyrwał się z okowów.

A może zapytaj mnie, jak cokolwiek miałoby mi się w niej podobać? – zapytał Jin ZiXuan.

Jiang Cheng natychmiast wstał. Wei WuXian odepchnął go na bok, podszedł kilka kroków do przodu i zaszydził:

A ty uważasz się za takiego wspaniałego, co? Skąd masz jaja, by wybrzydzać?

Ze względu na te zaręczyny Jin ZiXuan nie miał zbyt dobrego wrażenia na temat sekty YunmengJiang i od dawna gardził zachowaniem Wei WuXiana. A do tego uważał się za najlepszego spośród młodszego pokolenia i nikt nigdy nie patrzył na niego w ten sposób z góry. Cała krew poszła mu do głowy i wypalił:

Skoro jest taka niezadowolona, to niech zerwie zaręczyny! Nie obchodzi mnie twoja siostra. A jeśli ciebie obchodzi, to poproś o nią jej ojca! W końcu traktuje cię lepiej niż własnego syna, czyż nie?

Jiang Cheng zesztywniał, słysząc to ostatnie zdanie. Z niepowstrzymaną złością Wei WuXian rzucił się na Jin ZiXuana z pięściami. Ten był przygotowany, ale nie spodziewał się tak szybkiego ataku. Po pierwszym ciosie pół jego twarzy wydawało się odrętwiałe. Bez słowa szybko się odwzajemnił.

Ta nagła bójka poruszyła obie sekty. Jiang FengMian i Jin GuangShan jeszcze tego samego dnia pospieszyli do Gusu. Kiedy zobaczyli swoich podopiecznych, którzy w ramach kary klęczeli i byli besztani przez Lan QiRena, to obtarli pot z czoła i zaczęli rozmowy, zaczynając temat zaręczyn.

Matka A-Li uparła się na te zaręczyny, a ja od początku się nie zgadzałem. Jak teraz na to patrzę, to lepiej ich nie zmuszać, jeśli tego nie chcą – powiedział Jiang FengMian.

Jin GuangShan był zszokowany. Trochę się wahał, bo zerwanie zaręczyn z prominentną sektą nigdy nie było dobrym wyjściem.

A co te dzieci wiedzą? Mogą się bawić. Bracie FengMian, nie musimy zwracać na to uwagi – odpowiedział.

Bracie Jin, możemy ich zaręczyć, ale nie weźmiemy za nich ślubu. W końcu to oni będą musieli spędzić razem resztę życia.

Te zaręczyny nigdy nie były intencją Jin GuangShana. Gdyby chciał wzmocnić pozycję swojej sekty poprzez odpowiednie małżeństwo, to YunmengJiang ani nie było najlepszym wyborem, ani jedynym. Po prostu nie śmiał sprzeciwiać się pani Jin. W końcu to ona pierwotnie to zaproponowała. Sekta Jin była od strony męża, a to strona żony miała najwięcej trosk, więc czy było się o co martwić? A do tego wiedział, że Jin ZiXuan od dawna nie znosił tego narzeczeństwa. Po chwili zastanowienia Jin GuangShan zebrał się na odwagę i zgodził.

Wei WuXian jeszcze nie wiedział, co wywołała jego bójka, kiedy klęczał w miejscu przydzielonym mu przez Lan QiRena. Z oddali podszedł Jiang Cheng, wykrzywiając twarz w grymasie.

Spójrz jaki jesteś grzeczny, klęcząc tak poprawnie.

Oczywiście, w końcu ciągle klęczę. Ale Jin ZiXuan to rozpieszczony bachor, więc pewnie nigdy w życiu tego nie robił. Jeśli przeze mnie nie będzie klęczał tak długo, aż zacznie płakać do rodziców, to już nie będę się nazywał Wei!

Jiang Cheng opuścił głowę, zastanawiając się przez chwilę i powiedział cicho:

Ojciec przybył.

Bez siostry, prawda?

Po co miałaby przyjeżdżać? Zobaczyć, jak dla niej tracisz honor? Gdyby przyszła, to czy od razu nie zjawiłaby się obok ciebie z lekarstwami?

Byłoby miło, gdyby przyszła. – Wei WuXian westchnął. – To dobrze, że go nie uderzyłeś.

Chciałem. Gdybyś mnie nie odepchnął, to obie strony twarzy Jin ZiXuana byłyby w opłakanym stanie.

Nie. Wygląda brzydziej z asymetryczną mordą. Słyszałem, że bardzo mu zależy na swojej twarzy, jak jakiemuś pawiowi. Ciekawe, co sobie pomyśli, kiedy spojrzy w lustro! Hahaha…! – Wei WuXian przeturlał się kilka razy po ziemi ze śmiechu, po czym powiedział: – Właściwie to powinienem był pozwolić ci go uderzyć, a samemu patrzeć z boku. Wtedy może wujek Jiang by nie przyjechał. Ale nie miałem wyboru, nie mogłem się powstrzymać!

Chciałbyś – sarknął lekko Jiang Cheng. Choć Wei WuXian powiedział to żartem, to miał mieszane uczucia. Wiedział, że to nie było kłamstwo. Jiang FengMian nigdy nie pospieszyłby do innej sekty w sprawie z nim związanej. Nie ważne, czy byłaby ona dobra czy zła, mała czy duża.

Nigdy.

Kiedy Wei WuXian zobaczył jego wypełnioną melancholią twarz, to pomyślał, że nadal jest zirytowany słowami Jin ZiXuana.

Powinieneś iść. Nie musisz ze mną siedzieć. Jeśli Lan WangJi znowu przyjdzie, to cię tu złapie. Skoro masz czas, to idź odwiedzić Jin ZiXuana, by zobaczyć, jak głupio wygląda, klęcząc.

Jiang Cheng był zaskoczony.

Lan WangJi? Dlaczego przyszedł? Śmiał cię odwiedzić?

Tak. Też myślę, że trzeba go pochwalić za odwagę. Wuj pewnie kazał mu sprawdzić, czy grzecznie klęczę.

A klęczałeś? – Jiang Cheng miał złe przeczucie.

Klęczałem. Kiedy się oddalił, znalazłem patyk i zacząłem grzebać w ziemi. To ta kupka obok twojej stopy. Tam jest wejście do mrowiska, którego długo szukałem. Kiedy się odwrócił i spojrzał w moją stronę, to zobaczył, że trzęsą mi się ramiona. Na pewno pomyślał, że płaczę. Nawet wrócił, żeby zapytać! Powinieneś był zobaczyć jego minę, kiedy zauważył, co robię.

– …A ty powinieneś wrócić do Yunmeng tak szybko, jak to możliwe! Nie sądzę, by kiedykolwiek chciał cię jeszcze zobaczyć.

I tak tej samej nocy Wei WuXian się spakował i wrócił do Yunmeng z Jiangiem FengMianem.


1 Qielan – słowo „świątynia” zapisane sanskrytem.

2 Xiyue – uczenie się muzyki.

3 Daolu – zostanie partnerami kultywacyjnymi.

4 Guji – powrót do nicości.

Tłumaczenie: Ashi

3 myśli na temat “Mo Dao Zu Shi

  1. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej podobają mi się fragmenty jak WWX dokucza LWJ, jakoś tak twarz sama mi się uśmiecha. Dziękuję za tłumaczenie :)

Dodaj komentarz

https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wut.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/owo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/no.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/02.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/09.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/15.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/28.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/23.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/06.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/07.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/19.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif 
 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.